Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Mein Kampf

numer 43/2016

Polski październik w Jerozolimie i Rzymie, a ja na żydowskim froncie.

Gdy w Polsce dział się Październik 1956, cały październik spędziłem poza krajem. „Po prostu” wysłało mnie na reportaże do Izraela. Byłem tam jako pierwszy polski dziennikarz. Wpierw strach sprawił, że nie wróciłem, gdy w kraju robiło się gorąco. W owe czasy sposobem kontaktów między państwami i miastami były rozmowy telefoniczne, po drucie łączone przez żywe telefonistki.

Uzyskanie kontaktu wymagało ponawiania prób, czekania, cierpliwości. Moja redakcja dodzwoniła się i mówiła, żebym na razie nie wracał, bo jestem na liście do aresztowań. Panikarska plotka z ostatnich dni rządów Edwarda Ochaba zatrzymała mnie w Tel-Awiwie.

Świeżych imigrantów z Polski do Izraela poselstwo PRL zawiadomiło, że przyjedzie do nich reprezentant „Po prostu”, czasopisma, którego śmiałość i moc stawała się legendą, jeszcze zanim opuścili stary kraj. Żydzi ci przybyli z Wałbrzycha i okolic. Mieszkali w blaszanych barakach na pustyni, zatem jak gdyby w krematorium, i budowali tam miasto Beer Szewa. Zebrali się wszyscy, żądając ode mnie pomocy. Nie chcieli mi wierzyć, że w Izraelu „Po prostu” jest bezsilne.

MSZ tego państwa oddało mi do dyspozycji samochód i dyplomatę jako przewodnika i tłumacza. W kibucu (kołchozie) lewicowej młodzieży oglądaliśmy np. religijny ślub, w którego trakcie celebrującego rabina obrzucono twardymi owocami i zniewagami. W Nazarecie przyjął nas burmistrz, arabski starzec, w sali ratusza, otoczony radnymi i kurami. Rozmawialiśmy poprzez dwóch tłumaczy. Zniecierpliwiony gospodarz zapytał mnie po rosyjsku, czy znam ten język. Okazało się, że był ambasadorem sułtana osmańskiego przy dworze cara Mikołaja II.

Wracając do rzeczy. Któregoś dnia pod nieobecność posła PRL siedziałem za jego biurkiem w Tel-Awiwie, czytając gazety, które dostał z kraju. Wparował tam jakiś izraelski dziennikarz i zobaczył mnie pod orłem.

19 października dostałem z kraju wiadomości, że Gomułkę zaproszono na posiedzenie Biura Politycznego, proponując mu kooptację. Odmówił, gdyż lada dzień miało się odbyć posiedzenie plenarne KC, na którym miał zostać I sekretarzem.

Zaraz potem w drodze do Hajfy mój anioł stróż z izraelskiego MSZ, krygując się, powiedział, że polecono mu delikatnie mnie wybadać, jak przewiduję bieg spraw w Polsce. On nie jest przebiegły, pyta mnie więc wprost.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Gdyby Pan w tym Izraelu został, to pewnie dziś pisałby Pan laurki dla żołnierzy mordujących palestyńskie dzieci.
    A tak jest Pan promieniem światła i nadzieji w klerykalnej, homofobicznej, faszystowskiej Polsce.
    Byt określa świadamość? A może geografia?