Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

Męczennik który wypił

numer 48/2015

Śmierć jak kromka wódki.

Maj 1983 r. Zmarł w Warszawie pobity przez milicjantów maturzysta Grzegorz Przemyk.

Październik 1984 r. W okolicach Włocławka wyłowiono z Wisły ciało ks. Jerzego Popiełuszki.

Znów minął rok. Trzeba było kolejnej ofiary, żeby dobić komunę. Tak myślała władza, a głupia nie była. Bała się więc kolejnego trupa jak diabeł święconej wody.

Jan Laskowski był wówczas pierwszym sekretarzem KW PZPR w Olsztynie.

– Chłopak wypadł z policyjnego samochodu, stan bardzo ciężki – zameldowały mu służby.

– Zleciłem organom ścigania zrobienie, co w ich mocy, aby wyjaśnić okoliczności- wspomina. Był pewien, że opozycja zrobi z tego szum na całą Polskę. Tylko w jeden sposób można było wyjść z tego z twarzą. Stwierdzić winę milicjanta i przykładnie go ukarać.

Osobiste zainteresowanie Laskowskiego tragedią poświadczają dokumenty. „Zgodnie z życzeniem Tow. Sekretarza uprzejmie przedstawiam do wiadomości materiały…” – meldował prokurator wojewódzki. Sprawę badała grupa, złożona z trzech prokuratorów.

19 października 1985 r., sobota, Olsztyn. Marcin Antonowicz spotkał się z kumplami. Od 19 dni był studentem Uniwersytetu Gdańskiego. Dumny z indeksu, dostał się, bo wygrał olimpiadę z chemii.

Jak ustaliła prokuratura, wypili 1,5 litra wódki. Zmierzali na przystanek autobusowy, gdy zatrzymał ich patrol.

– Takie głośne zachowanie w nocy? – zagadał funkcjonariusz Marek Jackiewicz, lat 20. Może rzeczywiście było ich słychać z daleka, skoro w zimną noc zechciało mu się opuścić samochód, w którym razem z kolegą pełnił służbę.

– Dowodziki proszę – zażądał.

Tylko Marcin Antonowicz podsunął legitymację studencką. I tylko jego milicjant poprosił do samochodu, choć zachowywał się tak jak pozostali. Grzecznie.

– No to pojedziemy na izbę wytrzeźwień – zdecydował milicjant. Razem z zatrzymanym usiadł na tylnej kanapie. Samochód już jechał, gdy student niespodziewanie chwycił go za gardło, odepchnął i wyskoczył. Upadł na jezdnię. Nie ruszał się.

Milicjant zadzwonił na komendę: – Wezwijcie karetkę!

Rodzice Marcina są lekarzami. Dyżur w izbie przyjęć miała jego matka. Poznała syna po swetrze, który udziergała. Zrobiono, co w ludzkiej mocy. Uszkodzony pień mózgu. Trepanacja czaszki.

W nowej Polsce po raz kolejny zbadano wszystkie tajemnicze, niepokojące opinię publiczną śmierci PRL. Prokuratura Okręgowa w Toruniu przeanalizowała akta sprawy Antonowicza pod kątem czynu z art. 152 dawnego kodeksu karnego (spowodowanie śmierci) i 246 (nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego).

Jak poinformował nas Artur Krause, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu, w 1993 r. śledztwo umorzono, bo „nie było ustawowych znamion czynu zabronionego”.

IPN wie swoje. Właśnie zakończyły się uroczystości w 30. rocznicę śmierci Marcina Antonowicza, który „zginął bestialsko pobity” (ipn.gov.pl/aktualności). Gala była wielka, bo przecież zmarły został odznaczony przez Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Senat Uniwersytetu Gdańskiego ustanowił stypendium jego imienia, przyznawane dla najlepszego studenta z terenów wiejskich. Zaś w rodzinnym mieście ma już swoją ulicę.

Bożena Dunat, Michał Karski

całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Sie kurwa przejmujecie, co w 1985 było.
    Od roku 2000 więcej nieuzbrojonych obywateli USA zginęło od kul policji, niż w zamachach terrorystycznych.
    O tym to nie piszecie.

  • Teraz się kurna zacznie. Pieprzony IPN to jedna banda dupowłazów co to Teraz będą masowo produkować męczenników z pijaczków i chuliganów oraz „bohaterów narodowych” z bandytów takich jak „żołnierze wyklęci”.

    • No co się czepiasz? Przybędzie nam nowa grupa opozycjonistów, tych, co klęli. Na milicję. A swoją drogą mogliby się zacząć wreszcie domagać czegoś od rządu ci wyklęci. Milicjanci.

  • Spoko, młodych już to nie rusza. Wiadomo, że komuna mordowała ludzi i chuj, co poradzić. Byle był podwód do beki, jak na tym zdjęciu Żytniej. No kurwa, laliśmy ze śmiechu. Potem ktoś powiedział o co kaman z tym kolesiem, to już w ogóle była beka na maksa.
    Się nie ma co przejmować, dziadki wymrą już za parę lat.