Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Matóra to bzdóra

numer

Naukowy dowód na to, że Komorowski jest lepszym kandydatem na prezydenta niż Duda.

Nasze społeczeństwo, składające się w 50 procentach z analfabetów, przez co współcześnie należy rozumieć niemożność sklecenia na piśmie zdania dwukrotnie złożonego i wypowiedzi dłuższej, niż pozwala na to miejsce na widokówce, jest obdarzone książkowstrętem (mniej niż jedna przeczytana książka na rok na obywatela), ale darzy zasady pisowni wielką estymą.

„Gówno” napisane przez „ó” i „dupa” napisana przez „u” – wielkie są to świętości, na których zamach porównać by można do kul wystrzelonych przez Ali Agcę.

Wystarczyło, że Wałęsa miał „łuszkowe” sprawy, a Komorowski cierpiał „bul”, aby sprawę potraktowano na równi z literacką Nagrodą Nobla przyznaną Churchillowi za pamiętniki „Druga wojna światowa” w rękopisie, w których było 3 razy więcej błędów ortograficznych niż pamiętniki te mają stron (a stron miały w pierwszym brytyjskim wydaniu ponad 3 tys.).

1.

Generalnie społeczeństwo utrzymuje, że takich osobników jak Wałęsa, Komorowski czy Churchill trzeba kształcić albo – skoro jest za późno – leczyć. Po prostu wstyd się przyznać, jak to zrobił Palikot, że jest się dysgrafem. Wałęsa zrzucił winę na maszynę piszącą, a Komorowski się pokajał.

Ludzie władzy maskowali tę paskudną niepoprawność poprawnego pisania na różne sposoby. Józef Stalin, któremu pieprzyły się bukwy, po prostu napisał nowy podręcznik radzieckich zasad gramatyki i ortografii – np. zauważywszy, że znak twardy w języku rosyjskim jest niepotrzebny. Niejaki Mustafa Atatürk, wielki reformator stosunków społecznych w Turcji, zwyczajnie zamienił alfabet arabski na łaciński, prawidłowo oceniając, że zanim nowe reguły pisowni zostaną w piśmiennictwie ugruntowane, on już nie będzie rządził i narażał się na sarkazm purystów językowych.

Pierwsi redaktorzy „Mein Kampf” doszli do przekonania, że mają do czynienia z dziełem humorystycznym. Adolf się uśmiechnął – po raz pierwszy i ostatni w życiu, aby nigdy więcej niczego nie napisać. Wszystko, ze swoimi płomiennymi mowami włącznie, dyktował, zresztą z wyrazistością taką, jak gdyby przeżuwał chuja. Dopiero z maszynopisu uczył się mowy na pamięć, aby ją wyrecytować. Napoleon radził sobie w podobny sposób: listy, nawet miłosne, dyktował, do tego 4 naraz. Przynajmniej ośmiu prezydentom USA udowodniono dysgrafię: obaj Bushowie, Eisenhower, Franklin, Jefferson, Kennedy, Washington, Wilson.

Ze skrybów korzystali też prezydent Wojciech Jaruzelski, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński. Zatrudniony ongiś w „NIE” pułkownik Wiesław Górnicki, autor przemówienia z okazji inauguracji stanu wojennego, miał był wspominać, że szefowi zdarzało się, gdy już musiał chwycić za pióro, samogłoskę „ą” mylić z dwugłoską „om”. Lech Kaczyński podobno dlatego nie pisał, że pisać mu się nie chciało. Jarosław Kaczyński z problemu poprawnego pisania wykpiwa się, pisząc odręcznie tak, że recepty lekarskie przy oświadczeniu majątkowym prezesa PiS to podręcznikowe przykłady kaligrafii.

2.

W społeczeństwach cywilizowanych dysgrafia uznawana jest za chorobę z rodzaju wariactw; sklasyfikowana jako zaburzenie osobowościowe.

Na leczenie tego rodzaju półidiotyzmu wydaje się w Polsce kilkanaście milionów złotych i zatrudnia około tysiąca psychologów, aby z dyslektyków uczynić normalnych ludzi.

Jacek Żakowski, który jako pierwszy przyznał się publicznie do dysleksji w roku 1998, za ten akt odwagi otrzymał nawet tytuł honorowego członka Polskiego Towarzystwa Dysleksji.

3.

Generalnie jednak okazuje się w świetle ostatnich badań, że jest to wielce niesłuszne. Do niedawna utrzymywano, że za dysleksję odpowiedzialne jest lenistwo. Potem oskarżono o nią jakiś rodzaj związku chemicznego, którego w mózgu dyslektyka jest nie tyle, ile trzeba. Ostatnio na topie jest pomysł, który z przyczyn poprawności politycznej lewicowcom nie może się podobać, ale tak w ogóle to i owszem.

Dyslektycy – jak powiedzmy Afrykanie, Indianie lub semici – są nieco inną rasą człowieka. Nie wyróżniają się kolorem skóry, dziobonosowatością czy pigmejowatością, tylko konstrukcją mózgu działającego zdecydowanie sprawniej i posiadającego nadzwyczajne użyteczności.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.