Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
Patryk Sroczyński

Lekkie drżenie łydek

numer 42/2015

O gejach, artystach i księżach oraz o tym, czy jest się czego bać, gdy po władzę sięgnie PiS, „NIE” rozmawia z JACKIEM PONIEDZIAŁKIEM, aktorem.

– Boi się Pan władzy Prawa i Sprawiedliwości?

– Czyli jednak będziemy rozmawiać o polityce…

– Po wyborczym zwycięstwie PiS z publicznej telewizji wylecą „nieprawomyślni” dziennikarze. Sellin już się nie może doczekać, kiedy będzie mógł wyrzucić Lisa. Teatry też są publiczne, dotowane przez rząd. Pan nie jest prawomyślny. Cóż to dla nowego ministra kultury wyrzucić jednego Poniedziałka? Nie dość że geja, to jeszcze geja pyskatego…

– Jest taki polski aktor, teraz na emigracji – Omar Sangare – ciemnoskóry gej. Ktoś powiedział, że dobrze, że nie jest jeszcze Żydem, bo w Polsce miałby potrójnie przejebane… Owszem, w teatrze pojawia się temat obawy przed władzą PiS-u, ale raczej się z tego śmiejemy. Lekkie drżenie łydek pokonujemy czarnym humorem. Może proroczym? Ale w to, że nowi władcy Polski będą zamykać teatry, nie wierzę.

– Są inne sposoby nacisku.

– Gdy PiS poprzednio było u władzy, w Teatrze Rozmaitości powstał wybitny spektakl, z którym zjeździliśmy dosłownie cały świat: „Oczyszczeni”. Napisała go Sarah Kane, lesbijka, która popełniła samobójstwo, genialna dramatopisarka. Reżyserował Warlikowski. Obyczajowa transgresja: na scenie dwóch kompletnie nagich mężczyzn (jednego grałem) całuje się i trzyma za przyrodzenia. Do tego kobieta kazirodczo zakochana w swoim bracie, pedale i ćpunie, który skończył ze sobą, robiąc sobie złoty strzał. Po jego śmierci siostra postanawia obciąć sobie piersi i przyszyć męskość brata…

– Odważne.

– „Po tym spektaklu nic już nie będzie takie samo jak przedtem” – napisał o „Oczyszczonych” Roman Pawłowski w „Wyborczej”. Świetne recenzje, festiwale, nagrody. W przypadku najbardziej prestiżowych wyjazdów, aby promować – to nie jest przesadzony zwrot – polską kulturę, trzeba czasem dopłacić do biletów na samolot. W czasach ministra Ujazdowskiego zdarzało się, że dopłat nie dostawaliśmy.

– Wstydził się dopłacać do bezeceństw?

– Jeżeli miałbym się czegoś obawiać, to właśnie tego, że jedna sztuka jest ideologicznie i obyczajowo właściwa, a inna nie. Jeśli właściwa, to państwo dopłaci, wesprze, pomoże. Ale jeśli nie, to róbcie sobie taką sztukę za własne pieniądze.

– A co Pan sobie myśli? Państwo płaci, państwo wymaga.

– Gdyby państwo kierowało się chciwością, jak prywatny mecenas sztuki, to pół biedy. Robi się niebezpiecznie, gdy państwo – czyli politycy – określa, co jest poprawne i co powinna oglądać publiczność.

Rozmawiali Przemysław Ćwikliński i Patryk Sroczyński

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Funkcjonariusze każdej partii mają swoje poglądy i zawsze będą pomagać swoim. Jedna władza daje na pedałów, innej na klechy.
    Dopóki nie zakazują publikowania czy wystawiania, to nie jest jeszcze źle. Państwowa sztuka i tak jest kiczowata.
    Wyborcza wzywała prokuraturę do ścigania za hasła na demonstracji – i to już jest rodzaj cenzury.