Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Kura, która dużo ryczy

numer 22/2017

Nie od dziś wiadomo, że tym, co odróżnia jajka wprost od chłopa od tych z hipermarketu, są dioksyny. W hipermarketowych ich nie ma.

Gdy Lidl, Kaufland, Netto, Biedronka, Carrefour i Piotr i Paweł zapowiedzieli, że kończą w sklepach z jajami z „trójką” na początku, zapanował szumek medialny. Radości obrońców szczęśliwości drobiu nie było końca. Wściekowi produkujących jaja też. Z Ministerstwa Rolnictwa dały się słyszeć antyunijne pomrukiwania. I tylko konsumenci siedzą cicho. Słusznie zresztą.

 

Bez jaj

Konsumenci przywykli, że od lat robi się ich w jajo. Najpierw reklamami, a od jakiegoś czasu modami żywieniowymi.

Konsumenci przeżyli już prozdrowotne działanie margaryn, zastąpione jeszcze zdrowszym oddziaływaniem masła. Zaliczyli medialne szkolenia o trujących właściwościach glutenu i te gluten odtruwające. Odesłali do lamusa historii jaja z białymi skorupkami, bo uwierzyli, że złe są. Potem, gdy okazało się, że kolor skorupki nie ma nic wspólnego z zawartością białka i żółtka, postanowili się z białą barwą jaj przeprosić. Tak samo jak z samymi jajami, które ponad ćwierć wieku temu były oskarżane o masowe zatrucia populacji cholesterolem, co przejawiało się w zawałach serca i wylewach. Nie wiadomo, czy naukowcy badający wpływ jajecznego cholesterolu na naczynia krwionośne wzięli w łapę od producentów jaj, czy właściwie skalibrowano urządzenia badawcze, ale nagle okazało się, że nie dość że jaja nie trują, to na dodatek są zdrowe.

 

Kura, jego mać

Skoro nie jajem go, to kurą – pomyśleli ekolodzy i jęli epatować widmem kur, które, stłoczone w klatkach, zjadają sobie nawzajem pióra, a nawet fragmenty kuprów. O tym, że obrazki te były dobierane ze specjalnie dogęszczonych klatek, wiedzieli nieliczni. Do grupy tej nie należeli również politycy unijni podejmujący decyzje. Machnęli zatem dyrektywę rozgęszczającą klatki. Z mocy prawa zamiast ciasnych klatek, w których na jednego ptaka przypadało 550 cmkw., kury dostały klatki o minimalnej powierzchni 750 cmkw. na nioskę, wyposażone w gniazdo, grzędę, ściółkę i urządzenie do skracania pazurów. Producenci bez problemu do nowego prawa się dostosowali. Kury już się wzajem nie zadeptywały.

Miłośnicy drobiu podrapali się zatem w głowę, bo przecież z czegoś żyć muszą, a tu ich postulat przeszedł bez szemrania. Nie znając się na hodowli ptactwa, sami na nic by nie wpadli. Od czego jednak są fachowcy. Fachowcy od produkcji jaj i od zarabiania na nich kokosów. Tak narodziło się pojęcie dobrostanu kury i numerki na jajkach.

Najgorszy był numer 3. Oznaczał on, że kura przez całe życie nie ogląda słońca i spędza czas w klatce, poświęcając go na robienie jaj. Jaja z tym numerem były najtańsze.

Lepsza dla farmerów i ekologów była „dwójka”. Oznaczała ona chów ściółkowy. Znaczy taki, gdzie ptactwo nie siedzi w klatkach, tylko łazi po gigantycznych halach. Nie wiedzieć czemu do chowu ściółkowego ekolodzy się nie przypieprzali. Mimo że ptactwo zadeptywało się wzajem i wpieprzało własne odchody. No i oczywiście nigdy nie miało okazji obejrzeć nieba. Jajka z tym numerem były od „trójek” znacznie droższe.

Jeszcze wyższą ceną charakteryzują się „jedynki”. Znoszą je bowiem nioski mające dostęp do ogrodzonego wybiegu, w którym na jednego ptaka przypada minimum 4 mkw. powierzchni. Najdrożej sprzedawane są „0” czyli jajka ekologiczne. Ich znosicielki dostają karmę ekologiczną, a antybiotykami leczone są dopiero w ostateczności. Poza tym niczym się od „jedynek” nie różnią.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • brzmi jak gierka w 3 karty,nie sposob wygrac

  • Tak czy siak najdroższe są jaja od chłopa,najlepiej niezbyt starego.

  • O Matko, znata, Ludzieńki taki toast:”No to po maluchu”, powiedział chłop wyciągając jaja z kosiarki. Z temi kurami to bywa różnie – w trójkącik i podłużnie. No bo przynosi baba na targ jaja kurzęce i bierze niebotyczny kesh, że niby te jaja od „szczęśliwych kur” – a któś to sprawdził, kuervas ?! A fermiane jaja, to niby komputer kurom serwuje precyzyjne menu, ale wiadomo co właściciel tam jem w silos mięszajęcy dorzuca, nie daj Boże antybiotyki, albo hormony jakiewiś, żeby te kury niosły się od świtu do nocy, najlepiej jak trzy razy dziennie. Ja już na to machłem ręką, kuervas ! Hej !-