Motto tygodnia: Zrozumcie to wreszcie – ktoś może was wyhuśtać w areszcie.

Autor
Jaroslaw Ważny

Kult Urbana

numer 27/2019

Moja przygoda z „NIE” zaczęła się jeszcze w domu rodzinnym, w którym ojciec regularnie czytywał Urbanowy periodyk, a ja razem z nim. Na początku podobały mi się obrazki na ostatniej stronie i krzykliwe, mocne tytuły, których w innych gazetach nie spotykałem. Z miejsca też zakochałem się w knajacko-quasi-inteligenckim języku, którym władam jak cepem do dziś. Wstyd się przyznać, że ostatnio coraz rzadziej sięgam po „NIE” nie dlatego, że coś mi nie odpowiada – co to, to nie. Ot, czasu mam coraz mniej i wolę go przeznaczać na rzeczy bardziej wzniosłe i godne niż artykuły prasowe. Ale dla tekstów Urbana robię wyjątek co tydzień, gdy czekam w osiedlowym sklepie w kolejce po majonez i bułki. Stojak z gazetami mam po drodze.

 

Pamiętam jak dziś. Rok 2008 r. Chłodny wrzesień. Lotnisko Okęcie. Przychodzę na swój pierwszy zagraniczny wyjazd z kolegami z grupy Kult, z którymi zacząłem grać niespełna pół roku wcześniej. Wciąż bardziej obcy niż swój, ale doskonale zdawałem sobie sprawę, że trochę czasu musi minąć, żebyśmy wszyscy naraz się zaakceptowali i – co najważniejsze – żeby to miało przełożenie na scenę i muzykę. Siedzimy w sali odlotów. Kazik czyta książkę, Gruda „Gazetę Polską”, a ja, ku ogólnej konsternacji gawiedzi zespołowej, wyciągam z plecaka „NIE”, czym wzbudzam ogólną wesołość większości, w tym nawet pana Janka od „GP”.

Zresztą od tamtego czasu jesteśmy z panem Jankiem kolegami, może nawet przyjaciółmi.

Politycznie różni nas niemal wszystko, ale bylibyśmy przecież ostatnimi durniami, gdybyśmy się dali podzielić polityce i politykom.

Ten szajs zostawiamy zaraz za progiem busa i choć oczywiście w dyskusjach nieraz się polityka pojawia, to jeszcze żaden z nas, mimo że stoimy kompletnie na dwóch jej różnych biegunach, ani się za nią nie obraził, ani o nią nie pogniewał. Choć nie powiem: dużo bym dał, żeby zobaczyć, jak pan Janek bierze Urbanową gazetę do ręki. Choćby w celach higienicznych.

 

Zanim trafiłem do zespołu, co poniedziałek jeździłem tym samym autobusem z akademika na uczelnię. Co poniedziałek w kiosku u pani przy Urzędzie Dzielnicy Bemowo nabywałem „NIE”. Poniedziałkowe zajęcia zaczynałem o dziesiątej, tak że miałem tyle szczęścia, że jechałem we względnym komforcie chwilę po ustaniu porannych godzin szczytu. Zwykle było miejsce, żeby usiąść i rozłożyć płachtę „NIE”, a później oddawać się lekturze mniej więcej przez pół godziny, bo tyle zajmowała mi droga.

Był wiosenny słoneczny dzień.

 

Całość na łamach

 

Urodzony w 1982 r. autor jest dziennikarzem z wykształcenia, muzykiem (puzonistą) zespołu Kult, występuje również z „Buldogiem” i projektem El Doopa.

 

Wasze komentarze 7 komentarzy

Odpowiedz na „ZiutekAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • I już Cię stary lubię. Sam Urbana kultywuję z namaszczeniem, ku zgrozie katolików zapewne.

  • Pamiętam jak na początku lat 90 mojej kolega Maciej Kozłowski – dziennikarz-powiedział, że Urban będzie robił pismo,o którym będzie glosno. Mówił że to będzie przełom w dziennikarstwie. Uwierzyłam mu i od tego czasu czytam NIE jako oddtrudkę na miernotę polskiego dziennikarstwa.

  • Urban przez wiele lat był polskim Assange.
    Szkoda tylko, że dziś NIE redakcyjnie ignoruje istnienie tego dziennikarza, z którym, wydawałoby się, mają tyle wspólnego.

  • A moj romans z Urbanem zaczal sie w latach 1960tych.Mieszkalam na Warszawskiej Pradze i ojciec wysylal mnie po Express Wieczorny a tam na ostatniej stronie byl Kibic.Tak dlugo wracalam do domu (dwie bramy) az przeczytalam.Potem przerobilam ‚Jerzy Kibic Opowiada”,”Szpakami Karmieni” oraz „Wszystkie nasze ciemne sprawy”.I jak tu nie kochac Urbana?Dzisiaj jetem „kibic z dala”,jako ze mieszkam od 1982 w Australii co jednak nie przeszkadza w wielbieniu mojego Bozyszcza.Urban,zyj nam 150 lat bo 100 to za malo..

  • A ja poznałem twórczość Urbana dzięki Radiu Wolna Europa.
    Nadali kiedyś, że właśnie objęta została cenzurą książka Urbana „Wszystkie nasze ciemne sprawy”. Natychmiast pobiegłem do biblioteki publicznej, gdzie jeszcze była.
    Od tego czasu jestem jego wiernym czytelnikiem.