Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

Kukułeczka kuka, Antek czołgu szuka

numer 7/2018

Formacja powołana do życia przez Macierewicza to jedna nędza i druga rozpacz.

Na razie dzielni wojacy z Wojsk Obrony Terytorialnej swego męstwa dowodzili jedynie poprzez udział w akcji zwalczania skutków afrykańskiego pomoru świń na wschodnich rubieżach Polski. Ich rola polegała na tropieniu padłych dzików, ale mimo przeszukania ponad 1,5 tys. ha lasów większych sukcesów na froncie nie odnotowano – wykryli ledwie kilka sztuk. Korzyść z operacji była taka, że żołnierze podszlifowali umiejętność posługiwania się mapą i kompasem, czego harcerze i zuchy uczą się od drużynowych na zbiórkach i obozach, ale dowództwo nie kryje zadowolenia, bo terytorialsi „wykazali właściwą zdolność do reagowania na niemilitarne sytuacje kryzysowe”. Problem w tym, że gdy do ojczyzny wrót zapuka nieco przebieglejszy wróg niż martwy dzik, taka umiejętność może nie wystarczyć.

„Wojska Obrony Terytorialnej uczyniły polską armię wreszcie kompletną, związaną na śmierć i życie z narodem. Z niego czerpiącą swoją siłę i możliwości działania. To właśnie WOT sprawiły że armia polska ma dzisiaj tak wielkie zaufanie społeczne. Żaden szacunek na zewnątrz, żadne podziwy, oklaski i podziękowania zewnętrzne nie są warte jednej łzy polskiego obywatela, słów podziękowania, które płyną od Polaków wiedzących, że ich obronicie. Dzięki wam Polska jest bezpieczna” – powiedział Antoni Macierewicz w trakcie swego pożegnalnego przemówienia. Ale choć ukochane dziecię patrioty, pozbawionego teki ministra wskutek knowania służb i lewactwa, niedawno obchodziło pierwsze urodziny, to wciąż istnieje tylko na papierze, kosztuje coraz drożej, a z szumnych zapowiedzi zostaje coraz mniej. Co stało się jasne, gdy po odejściu Macierewicza na żądanie posłów opozycji MON przedstawiło informację „na temat aktualnej sytuacji dotyczącej formowania Wojsk Obrony Terytorialnej”.

 

Martwe dziki

Generał Wiesław Kukuła, dowódca WOT w trakcie posiedzenia sejmowej komisji obrony narodowej w imieniu resortu wywodził, że w WOT służą kobiety i całe rodziny, liczba chętnych przekracza zdolności organizacyjne i wszystko przebiega zgodnie z planem, ale szydło wylazło z worka, gdy zażądano konkretów. I tak okazało się, że zdolność mobilizacyjna trzech przeszkolonych i zaprzysiężonych dotychczas brygad WOT jest nieznana. A to dlatego, że nigdy jej nie sprawdzono. Nie poderwano na nogi żadnej brygady ani żadnego z piętnastu batalionów, bo poziom wyszkolenia żołnierzy jest zbyt niski i rezultaty niechybnie zbawców ojczyzny naraziłyby na śmieszność.

Zdolność do działań antyzaskoczeniowych sprawdzono jedynie w przypadku jednej kompanii, uznanej przez dowództwo za wzorcową, ale rezultaty testu objęte są tajemnicą wojskową. Nawet jeśli założymy, że wypadł znakomicie, fakt, że do niezwłocznej obrony Rzeczpospolitej gotowych jest stu ludzi, optymizmem nie napawa i raczej nie czyni Polski bezpieczną.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 10 komentarzy

Odpowiedz na „MosznaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.