Motto tygodnia: Tusku: na razie są prokuratury, niebawem będą tortury.

Autor
Michał Marszał

Ksiądz pogrzebany żywcem

numer 11/2017

Ks. Jacek Międlar to kapłan z krwi i kości.

Nie jakiś łagiewnicki liberał z „Tygodnika Powszechnego” albo zwolennik kościoła otwartego od papieża Franciszka. Mówi jak jest: światem rządzą Żydzi, masoni i pederaści! Ostatnio został aktorem, ale Żydzi nie dali mu Oscara.

W stacji TV 4 emitowany jest paradokumentalny serial „Policjantki i policjanci”. Nakręcono już 246 odcinków tego mózgotrzepa – w sześciu seriach. Akcja odgrywana przez aktorów amatorów o charyzmie żelazka przyciąga przed telewizory średnio 1,5 miliona widzów. W odcinku puszczonym 28 lutego w jednej ze scen wulgarny rowerzysta zostaje pobity przez przechodnia. W rolę pedałującego i rzucającego mięsem mężczyzny wcielił się nie kto inny, jak ks. Międlar. Akcja wygląda następująco:

Podjeżdża patrol.

– Będziemy potrzebować pańskie dokumenty – mówi niegramatycznie policjantka.

– No i po chuj żeś pan dzwonił? – odpowiada ks. Międlar grający rowerzystę w stronę mężczyzny grającego mężczyznę.

– Pan krwawi, może wezwiemy pogotowie, co? – proponują filmowi stróże prawa.

– Dajmy już spokój. Skończmy ten cyrk, ja chcę jechać do domu i mieć to z głowy, okej? – odpowiada Międlar.

Policjanci są jednak nieustępliwi i żądają szczegółów.

– No po prostu jechałem ścieżką rowerową, on nią szedł, ja się zatrzymałem, żeby mu zwrócić uwagę. No i ten debil się na mnie rzucił – mówi Międlar.

– Proszę szczegółowo opisać, co się działo.

– Kurwa! – mówi wyraźnie wzburzony duchowny. – Zatrzymałem się, a ten mi przypierdolił! Ja się wywróciłem, uderzyłem o asfalt, otarłem sobie gębę, no i sami widzicie.

Fabuła nabiera rozpędu, gdy okazuje się, że cyklista miał przymocowaną do kasku kamerę. Na nagraniu widać, jak w potoku wulgaryzmów jego bohater dostaje od przechodnia w papę.

– Kurwa, jeszcze mi kamerę uszkodził – rzuca na koniec ksiądz, aktor, narodowiec. – Ryj nie szklanka, ale kamery to chujowi nie daruję!

Oscarową kreację w „Policjantkach i policjantach” ks. Międlar postanowił swym fanom wytłumaczyć. Dzień po emisji serialu opublikował na blogu oświadczenie następującej treści: „6 grudnia z samego rana otrzymałem telefon od znajomej, która zajmowała się zatrudnianiem aktorów do seriali. Z samego rana obsada »Policjantek i policjantów« wysypała się i pilnie potrzebowali mężczyzny, który odegrałby tę krótką rolę. Gdyby nie znaleźli zastępcy, otrzymaliby wysokie kary finansowe. Czy mogłem pozostawić znajomych w potrzebie bez pomocy? Myślę, że każdy zachowałby się podobnie. (…) Niektórzy pytają, dlaczego w moich ustach znalazły się wulgaryzmy? A jak zareagowałby rowerzysta, który został pobity przez przechodnia?”.

Fani księdza słabo jednak łykali ten bajer. Pisali w komentarzach: „Jak dla mnie to ksiądz się ośmieszył, a to tłumaczenie tylko księdza pogrąża. Może to Żydzi ukartowali?”. Sugerowali: „Powinien był odmówić, ewentualnie wziąć rolę tego gościa, co w scence dzwonił na policję”. I fantazjowali: „Dobrze, że koleżanka nie kazała ci zagrać w serialu »Zdrady«, bo tam byś pewnie w imię przyjaźni też latał goły i wesoły”.

Wyważona opinia padła tylko raz. „Nie powinien przeklinać, bo to brzydko w chuj!” – napisał jeden z internautów.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.