Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

Kredyt w srebrnikach

numer 30/2018

Patrioci z PiS-u biorą kredyty u zagranicznych bankierów.

O pilnej potrzebie repolonizacji banków Prawo i Sprawiedliwość mówiło od lat i równie często jak o repolonizacji mediów. Różnica jest taka, że media wciąż są w łapskach wrogich polskiej racji stanu ośrodków zagranicznych, a banki w znacznej mierze powróciły do macierzy, co w 2017 r. z dumą zakomunikował rząd, po tym jak PZU i Polski Fundusz Rozwoju, instytucje kontrolowane przez państwo, kupiły od makaroniarzy PeKaO. „Repolonizacja jest zakończona. Ponad połowa sektora bankowego należy do polskich banków” – oświadczyła wtedy Beata Szydło, wówczas wybitna reprezentantka rządu. Od tego czasu lokowanie pieniędzy u niemieckich czy hiszpańskich lichwiarzy albo nabijanie kabzy cudzoziemskim wyzyskiwaczom odsetkami z tytułu zaciągniętych kredytów przestało być koniecznością i stało się równie antypolskie i szkodliwe jak używanie nazwy „polskie obozy koncentracyjne”. Jak wyjaśnił premier Mateusz Morawiecki, „kapitał ma bowiem narodowość i celem każdego Polaka winno być budowanie i wzmacnianie polskiego kapitału i polskiej własności”. Premier z pewnością wie, co mówi, bo przez 9 lat prezesował bankowi należącemu do konkwistadorów z półwyspu iberyjskiego, którzy próbowali Polskę skolonizować i tylko dzięki jego wybitnym zdolnościom do sabotażu udało się nam uniknąć losu Florydy lub Kostaryki. Polak, a w szczególności Polak prawdziwy ma zatem obowiązek pić polską wódkę, jeździć polskimi samochodami, jeść polskie świnie i brać polskie, czyli zaciągnięte w polskich bankach kredyty, a kto tego nie pojmuje, ten zdrajca i warchoł na usługach Unii Europejskiej. Sęk w tym, że tej kanonicznej prawdy nie przyjmują do wiadomości nie tylko politycy obozu zdrady narodowej, ale także wybitni przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, partii skupiającej patriotów podnoszących z kolan partię.

 

***

Oto Dorota Arciszewska–Mielewczyk, założycielka stowarzyszenia Powiernictwo Polskie, mającego walczyć na niwie gospodarczej z obcymi żywiołami, a także członkini Obrony Dobrego Imienia Polski i Polaków, kredyt mieszkaniowy w kwocie ponad 600 tys. zł, zgodnie z zasadą, iż kapitał ma narodowość, wzięła w PKO Bank Polski, ale było jej mało i 150 tys. pożyczyła jeszcze od FGT Investment Fund, spółki cypryjskiej. Komu służy taki dualizm?

Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w dualizmy i niedopowiedzenia się nie bawił i zassał 75 tys. franków szwajcarskich z mBanku. Do tego prawa ręka Morawieckiego ma też otwartą linię kredytową na ponad 100 tys. zł. A nie jest to polski twór choćby w maleńkim kawałku, nie należy także do naszych wypróbowanych przyjaciół Żydów, albowiem mBank kontrolowany jest przez Niemców, plemię usiłujące Polskę zgermanić, od kiedy Mieszko otarł wąsy po chrzcie.

Ukryta opcja niemiecka w szeregach PiS-u jest najwyraźniej silnie reprezentowana, bo w tej samej instytucji finansowej kredyty zaciągnęli także Marek Sasin (57 tys. franków szwajcarskich) i Marcin Horała (do spłaty pozostało mu 18 tys. franków). To nie byle jacy kredytobiorcy, bo pierwszy przewodniczy Komitetowi Stałemu Rady Ministrów, zaś drugi to wschodząca gwiazda na pisowskim firmamencie i świeżo upieczony szef sejmowej komisji śledczej ds. VAT-u. Kto jak kto, ale Horała powinien więc wiedzieć, że pożyczanie w niemieckim banku lukę podatkową pogłębia, gdyż oczywiste jest, iż niemieccy bankierzy transferują pieniądze za granicę, aby wzmacniać rodzimą gospodarkę i osłabiać polską.

Z kolei Patryk Jaki zadłużył się na 100 tys. zł, na szczęście w holenderskim ING. Na szczęście, bo Holendrom od biedy można wybaczyć, że ochoczo wstępowali do SS, ale Niemcom powstania warszawskiego wybaczyć nie można, trudno więc sobie wyobrazić kandydata na prezydenta stolicy z kredytem w niemieckim banku. U holenderskich wiatraków zapożyczyła się też Joanna Kopcińska, złotousta rzecznika rządu (65 tys.).

Minister Beata Kempa kredytów ma furę i jak przykazał pan, pożyczała głównie w PKO BP, ale forsę na furę w postaci lancii pobrała z hiszpańskiego Santandera, nie wiedzieć dlaczego przekraczając linię programową partii.

Poseł Dominik Tarczyński płaci zaś odsetki jankesom i angolom, gdyż zaciągnął zobowiązania pieniężne w amerykańskim Pra Group i angielskim Lloydsie.

 

***

Ryba psuje się od głowy i trudno wymagać od zwykłych Polaków, aby widząc zepsute głowy liderów, wspierali polski kapitał, pijąc wyłącznie polską wódkę i biorąc kredyty w polskich bankach, co może zniweczyć plan gospodarczy Morawieckiego.

Lecz z góry idą też inne przykłady.

To, jak należy zadłużać się godnie i zgodnie z polską racją stanu, zaprezentował Jarosław Kaczyński. Naczelnik zaciągnął bowiem 120 tys. zł kredytu w SKOK im. Stefczyka, dzięki czemu odsetki trafiają do na wskroś polskiej instytucji, zatem mają barwę biało-czerwoną, a w oświadczeniu majątkowym wyjaśnił, iż pozyskane pieniądze przeznaczył „na pokrycie kosztów upamiętnienia mamy”.

Krystyna Pawłowicz w ogóle zaś nie ma zobowiązań finansowych, bo wybitna ta posłanka, profesorka nadzwyczajna Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Ostrołęce oraz członkini Krajowej Rady Sądownictwa, nie musi brać pożyczek, aby ojczyzna rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatnio.

Jeszcze Polska nie zginęła!

 

MACIEJ MIKOŁAJCZYK

Wasze komentarze 2 komentarze

Odpowiedz na „richatAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.