Motto tygodnia: Tusku: na razie są prokuratury, niebawem będą tortury.

Kopacz, ty ciulu

numer 3/2015

Nieodpowiedzialni twórcy programu zamykania kopalń wpędzili premier Ewę Kopacz i cały rząd w konflikt społeczny i polityczny. Sprawili, że wybuchł gwałtowny i spontaniczny protest, który nie był inicjowany przez związkowców. Ta sztuka udała się po raz pierwszy w historii tzw. polskiej transformacji ustrojowej.

Na 30 grudnia do Warszawy wezwano prezesów spółek węglowych. Na naradzie w Ministerstwie Gospodarki oznajmiono im, iż gotowa jest koncepcja restrukturyzacji górnictwa.

Fikcyjna i bardzo zła, a przy tym ograniczona wyłącznie do jednej spółki, czyli do Kompanii Węglowej. W skrócie można powiedzieć, że koncepcja ta polegała na zabraniu kompanii pięciu kopalń. Jedna z nich miała zostać kupiona za złotówkę przez Węglokoks, a pozostałe 4 przekazane do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, a następnie zlikwidowane. Kowalczyk policzył, że operacja ta kosztować będzie 2,3 mld zł. Skąd kompania weźmie te ogromne pieniądze, skoro ma gigantyczne długi i ogromne straty finansowe? Nie wiadomo.

Do likwidacji wytypowano kopalnie: Sośnicę-Makoszowy znajdującą się częściowo w Gliwicach, a częściowo w Zabrzu, Bobrek-Centrum w Bytomiu, Pokój w Rudzie Śląskiej, Brzeszcze w Brzeszczach. Tłumaczono, że zlikwidowane mają być najgorsze kopalnie, czyli te z najgorszym wynikiem finansowym. Możliwe, że Kowalczyk nie wiedział, iż w rzeczywistości są to dobre albo bardzo dobre kopalnie, a ich pechem byli dyrektorzy, którzy prawdopodobnie zbyt rzadko stawiali wódkę prezesom kompanii. Albowiem to właśnie zarząd KW ustalał limity wydobycia dla każdej kopalni. Kopalnia wydobywała tyle węgla, ile jej nakazano, a nie tyle, ile rzeczywiście mogła. To nie kopalnie sprzedawały później ten węgiel, tylko centrala firmy. To centrala decydowała, czy wydobyty już węgiel sprzedany zostanie drożej (elektrowniom w kraju), czy taniej (na eksport), czy może pozostanie niesprzedany na zwałach przy kopalni. W tej sytuacji wynik finansowy kopalń Kompanii Węglowej był fikcją kształtowaną przez zarząd firmy.

Przykład. W 2012 r. zarząd KW pozwolił kopalni Sośnica-Makoszowy wydobyć 3,7 mln ton węgla. W 2013 r. kazał jej dyrektorowi ograniczyć wydobycie do 2,8 mln ton. Strata na tonie węgla z 3 zł skoczyła do 99 zł. I jak tu mówić o rentowności albo o nierentowności?

Protest spowodowała wściekłość

Górnicy o likwidacji kopalń dowiedzieli się z czerwonego paska TVP Info. W ten sam sposób o planach rządu dowiedzieli się prezydenci śląskich miast. Tak się złożyło, że w ani jednym z tych miast nie rządzi PO, wkrótce tym więc zaczęto tłumaczyć wybór kopalń skazanych na śmierć. Gdy na Śląsku i w Małopolsce zaczęły się protesty, zjechał tu prawie cały klub parlamentarny PiS. W radiu TOK FM postawiono tezę, że akcja protestacyjna ma charakter polityczny i jest realizowana przy współpracy z partią Jarosława Kaczyńskiego.

Tymczasem te protesty do dziś nie mają nic wspólnego z polityką. Pierwsze z nich organizowane były spontanicznie, bez udziału związków zawodowych. Związkowcy byli zaskoczeni, że załoga kopalni Brzeszcze w Małopolsce postanowiła rozpocząć podziemny protest. Na teren kopalni Bobrek-Centrum w Bytomiu wdarło się 700 mieszkańców miasta, by poprzeć górników. To nie związkowcy wymyślili, że strajk rozpoczną urzędniczki zatrudnione w administracji rudzkiej kopalni Pokój i kobiety z zakładu mechanicznej przeróbki węgla kopalni Sośnica-Makoszowy. Ani nie oni namówili kibiców Piasta Gliwice do demonstracji. Czy drużynę Górnika Zabrze do podpisania apelu w obronie miejsc pracy górników. Zdaje się, że sytuacja zaskoczyła tych, którzy ją wywołali. Reakcja była dość histeryczna – protestujących odciąć od wszelkiego wsparcia. Nawet duchowego. W Bytomiu na teren kopalni nie wpuszczono księdza. Kobiety strajkujące w kopalni Pokój napisały list do prezydent Rudy Śląskiej z apelem o pomoc. Pani prezydent przyjechała do nich, ale jej również nie pozwolono wejść do zakładu.

Trudno pojąć, jak to możliwe, ale rząd chyba myślał, że pomysł zamknięcia kilku kopalń i likwidacji około 10 tys. miejsc pracy przypadnie górnikom do gustu. Dopiero gdy ci zastrajkowali pod ziemią, a przed kopalniami demonstrowały tysiące ludzi, gdy zaczęły się blokady dróg i torów kolejowych, rząd zaprosił do rozmów związkowców. Premier Kopacz była w Paryżu, wicepremier Piechociński w Indiach. Inni ministrowie mieli widać sprawy ważniejsze na głowie, gdyż do Katowic wysłano urzędników niższego szczebla, wiceministrów Wojciecha Kowalczyka, Jakuba Jaworowskiego i dwóch innych.

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Najwieksza bujda jest wpajanie spoleczenstwu ze najwieksze sektory gospodarki bedac w rekach psnstwowych nie moga przynosic dochodow
    .. i tak nalezy prywatyzowac kokej gornictwo hutnictwo itp.. zlodziejski neoliberalizm jak widac ma sie dobrze. Szjoda ze cierpia na tym ludzie pracy

  • niech kopaczka nie daje 100 milionów euro banderowcom i czekoladowym mordercom lecz niech da lepiej górnikom a nie patrzy na społeczeństwo. My ją oplujwmy w wyborach. ona też ychyba wywodzi się z tego roju .

  • I tak nareszcie zaczyna się mówić prawdę ,że winni za zadłużenie kopalń to rządowe piedzistołki ,pociotki kolesie.Tych nierobów w kopalniach jest więcej niż górników,a wielu z nich prowadzonych jest jak dołowi.Złodziejstwo i oszustwo to exportowe polskie wartośći kwitnące w rządzącej sitwie.

  • Tańszy węgiel na eksport, po co cokolwiek eksportować jak się nie opłaca? Żeby tłusty zachód jeszcze bardziej się upasł na Polakach?