Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Autor
Marian Śrut

Komu dynda św. Stanisław

numer 22/1016

PiS musi zbadać okoliczności przyjęcia przez organ państwowy orderu skalanego przez Rosjan.

Dobra wiadomość: „Marek Michalak, Rzecznik Praw Dziecka, odznaczony Orderem Świętego Stanisława! Rzecznik otrzymał Order II klasy (Krzyż Komandorski z Gwiazdą) i został wpisany do rejestru Kawalerów i Dam Orderów pod pozycją 558. Order wręczył Wielki Mistrz Kapituły Orderu Świętego Stanisława prof. dr hab. Marek Kwiatkowski.

Gratulacje odznaczonym składał również ks. bp dr Antoni Pacyfik Dydycz, Biskup Senior Diecezji Drohiczyńskiej, który koncelebrował mszę poprzedzającą Inwestyturę – ceremonię nawiązującą do tradycji pasowania rycerskiego. Odznaczenie przyznaje się i wręcza zgodnie ze Statutami i Dewizą Orderu »nakazującymi odwagę czynienia Dobra ku chwalebnemu dzieł naśladowaniu«. Przed odznaczeniem Marka Michalaka Kapituła przypomniała jego zasługi na rzecz dobra dzieci”.

Zła: Rzecznik Praw Dziecka przyjął odznaczenie, którego nie ma, albowiem z oficjalnej listy kazał je wykreślić Józef Piłsudski.

Pocieszająca: Dzieckiem we mgle okazał się nie tylko Michalak. Wśród odznaczonych samozwańczym orderem są m.in. Leonid Krawczuk, były prezydent Ukrainy, Krystyna Łybacka, w rządzie Millera minister edukacji, Marian Krzaklewski, eks-przewodniczący „Solidarności”, Jan Kulczyk, Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa, abepe Leszek Sławoj Głódź oraz prałat Henryk Jankowski. Ten ostatni order otrzymał w pakiecie ze stopniem kontradmirała.

Na śmietnik

Odznaczenie ustanowił król Stanisław August Poniatowski w 1765, aby pozyskać stronników i wesprzeć przeznaczony dla podrzutków szpital Dzieciątka Jezus – kawaler orderu, oprócz wpisowego, zobowiązany był co roku płacić 4 czerwone złote na tę placówkę medyczną, co dowodzi, że już ówczesna służba zdrowia borykała się z niedofinansowaniem systemu. Król przez 31 lat nadał ponad 1700 orderów, ale ani nie przysporzyło mu to zwolenników, ani budżetu szpitala nie podreperowało, bo kawalerowie migali się od opłat. Po powstaniu listopadowym OŚS zawłaszczyli Rosjanie, włączając do grona znaków zaszczytnych cesarstwa. Gdy Polska odzyskała niepodległość, zastanawiano się, co z orderem począć. Generał Józef Haller był za restytucją, socjalista Piłsudski uważał, że został skalany i wywalił order króla Stasia na śmietnik historii. Przez następne 80 lat o martwym OŚS nikt nie pamiętał.

Podstępnie i wytrwale

W 1979 r. wskrzesił go Juliusz Nowina-Sokolnicki, mieszkający w Anglii Polak, przedstawiający się jako Prezydent RP, z tym że w odróżnieniu od Edwarda Raczyńskiego czy Ryszarda Kaczorowskiego nie na Uchodźstwie, lecz na Wychodźstwie.

Sokolnicki mianował się Wielkim Mistrzem Kapituły Orderu Świętego Stanisława i odznaczył ponad 3 tysiące obywateli oraz obywatelek z 30 państw, wzorem króla pobierając od kawalerów i dam stosowne opłaty. Ponieważ interes szedł świetnie, wnet znaleźli się rozłamowcy i uzurpatorzy, a w Przeoracie Polskim – taką nazwę nosi Polska w nomenklaturze orderowej – kapituły i stowarzyszenia przyznające OŚŚ zaczęły się mnożyć niczym choroby weneryczne po Światowych Dniach Młodzieży.

W 2009 r. Wielki Mistrz skonał i rozpad przybrał na sile. „Uaktywniły się wtedy działania osób, związanych z dawnym aparatem politycznym PRL-u, zwalczają oni wszystko co ma charakter polski i patriotyczny, królewski i szlachecki. Czynią to od wewnątrz, w sposób wyrafinowany realizując swe specyficzne powołanie – podstępnie i wytrwale” – czytamy w opracowaniu poświęconym hucznie obchodzonej w zeszłym roku 250. rocznicy ustanowienia orderu przez króla.

Król Maniek

Podstępna i wytrwała działalność osób związanych z aparatem PRL doprowadziła do tego, że dziś działa w Polsce 10 stowarzyszeń i kapituł przyznających order świętego Stanisława, każda ma osobnego mistrza i prowadzi odrębny rejestr pąsowych dam i kawalerów (nie ze wstydu, ale od koloru wstęgi). I każda uważa się za jedyną legalną, zaś konkurencję za zbieraninę samozwańców i uzurpatorów.

Np. Wielkim Mistrzem Kapituły Królewskiego Orderu Świętego Stanisława Wszystkich Ras, Wyznań i Religii ogłosił się Marian Król z podpoznańskiego Puszczykowa. Król – jak wiadomo -może być tylko jeden, zatem więc pozostali mistrzowie zgodnie twierdzą, iż Król Marian bezprawnie używa tytułu i nadaje odznaczenia. „Czy może być wielkim mistrzem ktoś, kto pod rządami junty gen. Wojciecha Jaruzelskiego był wojewodą w stanie wojennym? Ktoś taki brał czynny udział w wojnie wypowiedzianej własnemu narodowi w imię ocalenia komunistycznego reżimu i wiecznej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Czy mogą tu być jakieś wątpliwości?” – piją mistrzowie do mistrza Króla, w latach 1981-86 wojewody poznańskiego.

Król ordery przyznaje nie tylko katolikom, ale także masonom i muzułmanom. Co nie powinno dziwić, zważywszy, że Zdzisław Władysław Andrysewicz, chan tatarski z Muzułmańskiego Związku Religijnego w RP, założył Bractwo Świętego Stanisława, nadające Ordery Świętego Stanisława, a także tytuły księcia, margrabiego, hrabiego, wicehrabiego, barona i stopnie wojskowe (od podporucznika do generała brygady).

Przeciwko szkodliwym, pogłębiającym dezorientację działaniom stowarzyszenia protestuje Bractwo Orderu Świętego Stanisława, gdyż jest nagminnie mylone z Bractwem Świętego Stanisława, bezprawnie nadającym tytuły, ordery i stopnie.

Konfrateria generalna

Zamęt na rynku orderów św. Stanisława pogłębiają okrutnie nazwy organizacji. W grze o stolec prawowitego mistrza oprócz wymienionych uczestniczą m.in. Światowy Order Świętego Stanisława, Międzynarodowe Stowarzyszenie Orderu Świętego Stanisława, a także – uwaga! – Konfrateria Generalna Kustodia Narodowych Znaków Zaszczytnych Honorowa Korporacja Szlachty Sodalicja Rycerska w Polsce.

Co tu kryć – order króla Stasia jest w kawałkach niczym biskup Stanisław ze Szczepanowa w 1079 r. „Tak jak wtedy nie brak różnorodnych siepaczy, których rycerskość sprowadza się do destrukcji. Mimo to, wszyscy oni dumnie nakładają na siebie orderowe krzyże i rycerskie peleryny, czyniąc to dla splendoru i na pokaz. To napawa niesmakiem wielu naszych przyjaciół i zwolenników” – zauważają autorzy jubileuszowego opracowania.

Kościelno-rycerska oprawa uroczystości związanych z nadaniem orderu faktycznie przyciąga uwagę. Msza, po której został odznaczony Rzecznik Praw Dziecka, była odprawiona w reprezentacyjnym kościele św. Krzyża w Warszawie przez dziesięciu kapłanów (w latach 2014-2015 nabożeństwom inwesturowym ochoczo przewodniczył abepe Tadeusz Gocłowski). Skąd chęć wielebnych do chałturzenia? Cóż, tajemnica fatimska to nie jest. Aby zapewnić sobie pomocnictwo Kościoła w celebracji, wszystkie kapituły masowo odznaczają księży Orderem Świętego Stanisława; wielebnych wśród pąsowych kawalerów jest zdecydowanie najwięcej, ale nie wszystkim duchownym to wystarcza – żeby przekonać prałata Jankowskiego trzeba było mianować go kontradmirałem.

Mistrz poskąpił

Obraz na polu bitwy zaciemnia fakt, że mnożą się nie tylko stowarzyszenia, kapituły i mistrzowie, ale także mutacje orderu. Znamienna jest sprawa wielkiego Krzyża Zasługi z Koronami Orderu Świętego Stanisława. Odmianę tę specjalnym dekretem ustanowił sam Juliusz Nowina-Sokolnicki, Prezydent RP na Wychodźstwie i wskrzesiciel OŚS. Ale do dzieła zabrał się Wielki Mistrz Marian Król, w zeszłym roku ustanawiając swój Wielki Krzyż Zasługi z Koronami i w celu wręczania go powołując stosowną kapitułę. Nowa kapituła w pierwszej kolejności odznaczyła Mariana Króla. „Tym sposobem Król zaspokoił swoje ambicje, których poskąpił Wielki Mistrz Juliusz Nowina-Sokolnicki, odmawiając mu w 2009 roku przyznania Wielkiego Krzyża Zasługi z Koronami” – konstatują nieprzyjaciele Króla.

Rzecznik Praw Dziecka dał się odznaczyć Wielkiej Kapitule Narodowej Orderu Świętego Stanisława. PiS w trybie pilnym powinno powołać komisję śledczą, aby zbadać okoliczności przyjęcia przez organ państwowy orderu skalanego przez Rosjan. Bo choć prezes Kaczyński jest kawalerem, to przecież nie pąsowym.

Na marginesie: Ciekawe, co na to wszystko minister od zdrowia Konstanty Radziwiłł herbu Trąby.

 

PS Juliusz Nowina-Sokolnicki, zanim wyzionął ducha, na mocy konstytucji z 1935 r. przekazał prezydenturę Janowi Zbigniewowi Potockiemu, co stawia pod znakiem zapytania legalność wyboru Andrzeja Dudy, o czym donieśliśmy w publikacji „Duda samozwaniec” („NIE” nr 2/2016).

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.