Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Komorowski macha skrzydłami

numer 4/2015

Wybudowali lotnisko, z którego nie odleciał ani jeden samolot.

Prezydent Bronisław Komorowski podczas Międzynarodowych Pokazów Lotniczych Air Show 2013: „Serdecznie gratuluję efektów tej wytrwałości i tej pracy. Cieszę się, że to są m.in. dobre skutki nie zawsze łatwych, ale na czas podjętych decyzji, o tym, aby lotnisko radomskie miało charakter lotniska cywilnego i wojskowego.

Mądre decyzje po latach procentują. Chciałbym życzyć wszystkim, przede wszystkim mieszkańcom Radomia, szczęśliwego zakończenia, odważnego myślenia, jak na przyszłość to lotnisko może służyć miastu i całemu regionowi”.

Idea cywilnego lotniska miała być szybko wcielona w życie, gdyż zgodnie z prognozami ekspertów radomski port miał obsługiwać rocznie 1,5 miliona pilnie wyczekujących jego budowy pasażerów. Ówczesny prezydent Andrzej, nomen omen, Kosztowniak z PiS sypnął groszem i ostro wziął się do roboty. Na prezesa spółki Port Lotniczy Radom powołano Tomasza Siwaka (w 2013 r. jego zarobki z tytułu pełnienia tej funkcji wyniosły 214 278 zł), a jego prawą ręką został Adam Klinert (odpowiednio 214 204 zł). Postawiono na oryginalność i zrezygnowano z tradycyjnej budowy terminalu pasażerskiego. Zamiast niego w lipcu 2012 r. postanowiono sprowadzić używany terminal z Łodzi. Za 2 mln zł kupiono 7-letnią niepotrzebną halę z tamtejszego lotniska, przewieziono ją do Radomia i za kolejne 4,5 bańki zamontowano.

Na powierzchni prawie 3 tys. mkw. znalazło się wszystko to, co na lotnisku niezbędne: hala przylotów i odlotów, taśmociągi bagażowe z wagami, punkty odpraw, bramki, urządzenia do prześwietlania bagażu, pokój dla VIP-ów, kantor wymiany walut, wypożyczalnia samochodów, sklepy wolnocłowe, bary i toalety.

Zabraknąć nie mogło też koniecznej przecież na lotnisku hali sportowej, basenu oraz sal konferencyjnych. Zapewniona została naturalnie droga startowa o długości 2000 m, Służba Informacji Powietrznej, osłona meteorologiczna i przeciwpożarowa, 2 autobusy, a także możliwość jednoczesnego tankowania i wpuszczania pasażerów na pokład samolotów. Zbudowano drogi dojazdowe do portu, kanalizację i podziemny zbiornik na wodę deszczową. Przeprowadzono rekrutację na odpowiedzialne stanowiska, m.in.: komendanta lotniskowej straży pożarnej, szefa Straży Ochrony Lotniska, koordynatora obsługi pasażerskiej, koordynatora rejsu, koordynatora obsługi płytowej wraz z podlegającym mu – a jakże – pracownikiem obsługi płytowej.

W marcu 2013 r. za ponad 3 mln zł pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej sprowadzono jeden z najnowocześniejszych wozów ratowniczo-gaśniczych na świecie – Rosenbauer Panther 6×6. Maszyna ta, z silnikiem o pojemności 18 litrów i mocy 710 koni, służyć miała kilku zatrudnionym na lotnisku strażakom. Nieśmiało wspominano, że do pełni szczęścia brakuje tu jeszcze tylko pasażerów, ale ci mieli niedługo nadlecieć.

Najświeższe doniesienia z płyty radomskiego lotniska są takie, że kilkanaście dni temu prezes spółki był zmuszony zwrócić się do prezydenta Witkowskiego o pożyczenie kolejnych 3 mln zł, gdyż zabrakło pieniędzy m.in. na pensje dla 141 sumiennie przychodzących do roboty pracowników lotniska.

Nie przeszkodziło to jednak w ogłoszeniu przez spółkę przetargu na dostawę w formie leasingu fabrycznie nowego samolotowego podgrzewacza powietrza oraz samojezdnego urządzenia do odladzania i zabezpieczania przez oblodzeniem statków powietrznych.

Przypominamy: na lotnisku, z którego nic poważnego nigdy nie latało, nie lata i najpewniej nie poleci!

Zarząd spółki na tego typu zarzuty odpowiada, że do tej pory w porcie odbyło się ponad 800 startów i lądowań. Miejscowi twierdzą, że tak faktycznie jest, jeśli weźmie się pod uwagę popylające tu małe cywilne awionetki mieszczące najwyżej pilota i jego żonę, Lotnicze Pogotowie Ratunkowe transportujące pojedynczych rannych, a do tego doda wszystkie wykonujące tu regularnie loty gawrony, szpaki i gołębie. Bo nawet Aeroklub Radomski korzysta z lotniska w pobliskim Piastowie.

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że kierownictwo lotniska siedzi z założonymi rękami. Łebscy ci panowie nie za to zgarniają gruby szmal. Skoro nie na lataniu, postanowili zarabiać na czym innym. Zapraszają do organizowania na terenie portu konferencji i spotkań biznesowych. Ponadto organizują wycieczki dla zwiedzających, podczas których można zapoznać się z funkcjonowaniem lotniska-widma. Aby się na nie załapać – jak czytamy w regulaminie – trzeba być  przynajmniej przedszkolakiem powyżej 3. roku życia, stawić się w minimum 10-osobowej grupie w dni robocze między 9.00-15.00 i zapłacić 3,50 zł od łebka, oczywiście po wypełnieniu odpowiednich formularzy.

całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.