Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Kochane siedzenie

numer

Chłopcy z miasta, chłopcy z ferajny.

To, jak wielką patologię stworzyła ustawa o świadku koronnym, pokazuje historia gangstera z grupy pruszkowskiej. Już nie wiadomo, kto jest dobry, a kto zły. Kto stoi na straży prawa, a kto się z tego prawa śmieje.

Myśl o warunkowym zwolnieniu zaprząta głowę każdego więźnia. Roman Olszewski od kilku miesięcy robi wszystko, żeby zostać w celi.

O warunkowe zwolnienie dla Olszewskiego występował zarówno zakład karny, w którym przebywa, jak i prokurator, który prowadził przeciwko niemu postępowanie.

Jeszcze niedawno on sam pisał wniosek za wnioskiem.

Zostało mu 1,5 roku odsiadki, ale sąd penitencjarny przychylił się do prośby prokuratury i służby więziennej.

– No to wychodzi pan na wolność – powiedział uśmiechnięty sędzia.

– Nigdzie nie idę – odezwał się Olszewski, pseudonim Sproket.

I na razie nigdzie nie poszedł. Ale wreszcie będzie musiał wyjść.

W więzieniu, w którym przebywa Olszewski, osadzeni wyglądają podobnie: bladzi, wychudzeni, w zielonych uniformach. Cela widzeń monitorowana jest w audio jak i wideo. On wchodzi w białej koszuli, garniturze od Armaniego i lakierkach. Pachnie salonowo. Nie wygląda na gangstera z grupy pruszkowskiej.

Boi się o matkę i o córkę. Żona już dawno nie wytrzymała rozłąki. Wie, że kiedy będzie musiał stąd wyjść za bramą czekać na niego będą nie tylko chłopcy z miasta, czyli pomówieni przez niego bandyci, ale też być może policjanci, którzy przez niego mogą wiele stracić.

Wszystko przez „Masę”, czyli przez Jarosława Sokołowskiego… sprawie „Słowika”, czyli Andrzeja Zielińskiego. „Masa” to dupa, a nie koronny. Powinien lepiej nauczyć się tego, co mu kazał prokurator, a tak to „Słowika” uniewinniono. To przecież miała być popisowa sprawa Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie i wydziału V. Tymczasem prokurator prowadzący postępowanie wyszedł na idiotę. Poza niewiarygodnym świadkiem koronnym nie zebrał żadnych dowodów winy „Słowika”. Potrzebował nowych dowodów. Czyli kolejnego świadka koronnego…

W 2008 r. „Sproketa” zapuszkowano za wyłudzenia kredytów i różne przestępstwa gospodarcze. A że działał w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, dostał 8 lat. Sprawę prowadził wydział V do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.

„Sproket” siedział aż do końcówki głośnego procesu „Słowika”.

Wtedy przyszedł do niego prokurator z wydziału V.

Prokurator wiedział, że Olszewski ma więcej za uszami niż tylko kredyty. Wspomniał o „grubej sprawie”. Jeśli prokuratura przy tym pogrzebie, „Sproket” dostanie co najmniej 15 lat. Ale można tego uniknąć…

Wystarczy, że Olszewski powie to, co chce prokuratura. Dostanie status świadka koronnego, będzie chroniony. Ma tylko potwierdzić to, co mówił „Masa” o „Słowiku”, opowiedzieć o działalności „Masy”, już jak był koronnym i nagadać na żonę „Słowika” Monikę. W ten sposób można będzie „Słowika” przycisnąć, jednocześnie pozbywając się „Masy”, który dał ciała w procesie. Odbierze się mu status świadka koronnego i niech się buja sam z tymi, co chcą mu łeb odstrzelić.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.