Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Klikniesz i wynająłeś killera

numer 28/2016

W Rosji zapłacisz średnio 179 dolarów łapówki, w USA przekupisz celnika na granicy za 15 tys. dolarów, geparda kupisz za 5 tys., a jajo żółwia na Kostaryce za dolara. O darknecie, czyli miejscu, w którym można bezpiecznie kupić wszystko, co się chce, „NIE” rozmawia ze specjalistą IT o pseudonimie F.

– Co to jest darknet?

– Mówiąc najprościej, to podziemie internetu. Podziemie, w którym można kupić wszystkie najgorsze rzeczy w jednym miejscu.

Czyli narkotyki, ludzi, broń, karty kredytowe, konta, łapówki, głosy wyborcze albo możesz wynająć mordercę. Wszystko, co możesz sobie wyobrazić, możesz kupić w darknecie.

– Jak się kupuje?

– Z morderstwami jest tak, że wchodzisz i podajesz: chcę zabić pana X. Dostajesz zgłoszenia z ceną. Cena zależy od tego, kogo chcesz zabić i gdzie. Najtańsze oferty morderstwa widziałem w Meksyku – za 50 dolarów. Najdroższe ponad milion, ale pewnie nie ma górnej stawki. Albo siedzisz w domu, pijesz herbatę i zamawiasz heroinę czy kokainę. Nie ma różnicy, dostajesz towar pod drzwi. Takie zakupy jak w każdym sklepie internetowym. Ta sama zasada, tylko towar inny. Nie martw się, hakerzy znają i twój, i mój login do komputera i go sprzedają. Żeby wysyłać maile, spam i reklamy. Mają po kilka milionów adresów, haseł i sprzedają wielkim firmom, prywatnym osobom, każdemu, kto chce. Jak jest firma, która chce wykończyć konkurencję, to nie ma wyboru. Kupujesz np. 10 milionów maili i wysyłasz swoją reklamę. Trzeba to tylko kreatywnie schować w kosztach.

– Jak to się dzieje, że w darknecie każdy jest anonimowy?

– Masz specjalną przeglądarkę TOR, która została zbudowana przez rząd amerykański. Możesz się domyślać, do czego amerykanie potrzebowali anonimowej platformy. To inni też się tym zainteresowali: terroryści, dziennikarze czy Edward Snowden… Zafundowała nam to Ameryka, a teraz ma z tym duży problem.

– Jak się tam dostać?

– Internet jest pełen filmików, jak to zrobić.

– Czy w darknecie jest miejsce dla uczciwych ludzi?

– Dużo ludzi używa tej przeglądarki, bo nie chcą być inwigilowani. Nie są kryminalistami, po prostu nie chcą być szpiegowani. Sprawdzają bezpiecznie swoje maile i takie proste rzeczy. Tam jest więcej nieszkodliwych stron, ludzie mają po prostu dosyć tego, że ktoś ich ciągle śledzi i wszystko o nich wie. Zajebują cię przecież reklamami, racja?

– Racja. W darknecie nie ma reklam?

– Nie ma, tam nie może nikt wytropić tego, co lubisz, kim jesteś, gdzie mieszkasz. Sto procent anonimowości.

– Ale policja na pewno też tam siedzi.

– Pewnie, chociażby FBI. 2 lata temu zamknęli pierwszą stronę, która sprzedawała narkotyki, nazywała sie Silk Road. Była nazywana „narkotykowym Amazonem”. Założył ją 26-latek z normalnej amerykańskiej rodziny, wykształcony, ale o anarchistycznych poglądach. Twierdził, że narkotyki powinny być legalne i opodatkowane. Zanim go złapali, miliard dolarów przeszedł przez tą stronę.

– Ale jeżeli jest wszystko anonimowo, to jak łapią tych ludzi?

– Musisz po prostu popełnić jakiś błąd typowo ludzki. Gościa od tej strony namierzyli, bo 2 lata wcześniej wysłał normalnego maila z imieniem i nazwiskiem. O coś pytał na forum. Musieli go złapać w momencie, gdy był podłączony do darknetu. Namierzyli go, bo chodził do biblioteki w San Francisco i tam pracował na komputerze. Przez pieniądze nie byli w stanie, bo chłopak nie wydawał, mieszkał z dwójką innych lokatorów. Nie miał ferrari, tylko żył normalnie: chodził na jogę i palił trawę. Nie korzystał z tych pieniędzy. Miał rodzinę i dziewczynę, nikt nie wiedział, co on robi. Namierzyli go w bibliotece, gdy siedział nad komputerem zalogowany do darknetu. Odwrócili jego uwagę i wyrwali mu komputer, zanim zdążył przycisnąć guzik, który wszystko kasował. Nie zdążył, dostał dożywocie.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.