Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

Każdy kabel ma dwa końce

numer 30/2018

Człowiek, który wymyślił sędziego na telefon.

Jarosław Kaczyński, Żoliborz, luty 2017 r.: „Polskie sądownictwo to jest gigantyczny skandal i z tym skandalem trzeba skończyć. Przypomnę sprawę sędziego na telefon i tę sytuację, kiedy z ukaraniem sędziego były bardzo poważne kłopoty i w gruncie rzeczy go nie ukarano. Natomiast dziennikarz, który dokonał tej prowokacji dziennikarskiej – bardzo dobrego, prospołecznego czynu – został ukarany. Tak to w Polsce wygląda”.

Beata Szydło, Warszawa, lipiec 2017 r.: „PiS jest konsekwentny w przeprowadzaniu reformy wymiaru sprawiedliwości. I przeprowadzimy tę reformę do końca. To należy się Polakom. Skończył się czas sędziów na telefon”.

Lipiec, 2018 r., Mateusz Morawiecki, Bruksela: „Czy wiecie o tym, że w czasach wcześniejszych prezes sądu okręgowego był gotów na telefon premiera – to była dziennikarska prowokacja – wybrać spolegliwego sędziego w sprawie afery Amber Gold? Czy takiego wymiaru sprawiedliwości chcemy?”.

Paweł Miter do premiera Morawieckiego: „Przestańcie sobie wycierać twarze sprawą, która do dziś niszczy mi życie, bo nie zrobiliście nic, żeby cokolwiek zmienić”.

To dzięki niemu Ryszard Milewski, prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, został sędzią na telefon. I ikoną patologii wymiaru sprawiedliwości, którą PiS wymachuje od sześciu lat. Nikt tak nie pomógł rządzącej partii w usprawiedliwieniu zamachu na sądownictwo jak Miter. Lecz gdy pisiory zamachu już dokonały i zgodnie z planem oraz ku radości wszystkich Polaków o winie decyduje telefon od Ziobry lub Kaczyńskiego, Miter połapał się, że nie o taką Polskę walczył. Nie dlatego, że jest idealistą , ale dlatego, iż w jego sprawie nikt nie dzwoni.

 

Ukręcić łeb

Wrzesień 2012 r. Paweł Miter dzwoni do Ryszarda Milewskiego, prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Podaje się za urzędnika Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, czyli Donalda Tuska. Milewski, acz nie bez aktywnego udziału Mitera, daje się nabrać – umawia się na spotkanie z premierem, mówi, że sędziowie, mający orzekać w sprawie afery Amber Gold, zostali wybrani rzetelnie i wyznacza termin rozprawy odpowiadający rozmówcy. Miter nagrywa rozmowę i jej treść publikuje w „Gazecie Polskiej Codziennie”. Zostaje bohaterem.

Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze wszczyna postępowanie. Wątek sędziego Milewskiego kończy umorzeniem, ale śledczy chcą się dowiedzieć, czy bohater przy okazji prowokacji nie popełnił czynów zabronionych w postaci podżegania do przestępstwa i podawania się za funkcjonariusza publicznego. W trakcie śledztwa na jaw wychodzą nowe kwiatki, lecz Miter znika i nie można go przesłuchać. W 2014 r. prokuratura śle list gończy. 2 miesiące później partyzant wolnego słowa ląduje w puszce.

Patrioci, zwłaszcza z PiS-u, drą się, że to zemsta polityczna i domagają się „natychmiastowego uwolnienia dziennikarza, który obnażył służalczość sędziów wobec władzy”. Miter wnet wychodzi na powietrze, ale wcześniej prokurator stawia mu zarzuty płatnej protekcji, próby wyłudzenia pieniędzy, fałszowania dokumentów i podawania się za funkcjonariusza publicznego.

Prokuratura znajduje bowiem dowody, że do prezesa Milewskiego dzwonił nie po to, żeby dokonać prowokacji dziennikarskiej i poinformować opinię publiczną o serwilizmie sędziowskim, ale żeby wywiązać się z umowy, jaką zwarł z Marcinem P., właścicielem Amber Gold. W ramach tej umowy przyjął od Marcina P. wynagrodzenie, w zamian zobowiązując się, że dzięki znajomościom w służbach specjalnych pomoże mu w kłopotach, a nade wszystko, że wykaże, iż w aferę Amber Gold umoczony jest Tusk. Nagranie rozmowy z sędzią Milewskim miało być zatem kartą przetargową w rękach Marcina P.: albo się ode mnie odpierdolicie, albo świat się dowie, komu zależy na tym, aby sprawie łeb ukręcić.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 2 komentarze

Odpowiedz na „TewionAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.