Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Kasa, pisiu, kasa

numer 43/2014

Co mają pisowscy prezydenci miast i dlaczego tak dużo?

„Gazeta Polska Codziennie” wzięła pod lupę majątki prezydentów miast. Powód: wybory za pasem i lud smoleński ma prawo wiedzieć, że „oprócz ogromnej władzy w grę wchodzą również niemałe pieniądze”. Organ Tomasza Sakiewicza, jak zawsze wierny obiektywnej prawdziwe, analizie poddał wyłącznie stan posiadania prezydentów wywodzących się z PO lub przez ugrupowanie Tuska popieranych. Jak nietrudno się domyślić, analitykom „GPC” wyszło, że to banda dorobkiewiczów mających w dupie samorządy, za to wykorzystujących prezydenckie stolce do gromadzenia mamony, ziemi, domów, mieszkań i samochodów.

Przesłanie do wyborców jest oczywiste: głosujcie na kandydatów Prawa i Sprawiedliwości, gdyż rycerze Kaczyńskiego funkcje publiczne pełnią nie dla osobistych korzyści, ale dla dobra wspólnego.

Aby sprawdzić, czy ta doniosła teza jest zgodna z materiałem empirycznym, postanowiliśmy analizę niepokornego pisma uzupełnić, zaglądając do kieszeni pisuarowych prezydentów.

 

Radom

PiS ma swoich ludzi na prezydenckich stołkach w sześciu miastach. Największy jest Radom, drugą kadencję władany przez Andrzeja Kosztowniaka.

Pan Andrzej, zanim w 2006 r. wygrał wybory, pracował w Powiatowym Urzędzie Pracy i zarabiał ok. 3 tys. zł brutto. Warchoły radomskie powiadają, że nie mógł liczyć na wyższą gażę, gdyż zajmował się obsługą kserokopiarki, ale faktem jest, że jego odejście z PUP zaowocowało wzrostem bezrobocia, co jest kolejnym dowodem na to, iż pogląd głoszący, że nie ma ludzi nie zastąpionych, to mit ukuty przez wiadome siły. W każdym razie na początku urzędowania w radomskim ratuszu Kosztowniak groszem nie śmierdział: jeździł 11-letnim nissanem primerą, na koncie miał tyle, co kot napłakał, a w skład jego latyfundiów wchodził marny hektar ziemi rolnej i działka budowlana o wartości 30 tys. zł stanowiąca wspólną własność jego oraz małżonki.

Po roku wiekowego nissana zastąpił młodszym o 7 lat audi a6, w 2009 r. został właścicielem dwóch działek budowlanych o wartości 250 tys. zł, a wkrótce konto oszczędnościowe Kosztowniaka spuchło do 170 tys. Kolejny rok służby małej ojczyźnie pozwolił prezydentowi na poszerzenie flotylli samochodowej o mercedesa i zamianę audi, rocznik 2002, na model nowszy o 7 lat. Najnowsze dane wskazują, że Kosztowniak, oprócz dwóch aut, posiada dom wyceniony na 500 tys. zł, na koncie prezydenta mnoży się 220 tys., a do tego jest właścicielem działki budowlanej i kawałka drogi. Łącznie majątek zgromadzony przez niego podczas prezydentowania wynosi około miliona złotych.

Owszem, część doczesnych dóbr nabył za forsę z kredytu, ale pożyczki z banku by nie dostał, gdyby nie dochody uzyskiwane z tytułu władania Radomiem. A są one niemałe – wynoszą ok. 13 tys. zł na miesiąc.

Wyznawcy Jarosława Wielkiego o tak znacznej zdolności kredytowej środki uzyskane z banków powinni przeznaczać na budowę pomników Lecha Kaczyńskiego, dotowanie świątyń i wspieranie matki partii, a nie na zbytki. Tymczasem pomnik prezydenckiej pary w Radomiu wybudowano dzięki publicznej ściepie.

 

Nowy Sącz

Ryszard Nowak, prezydent Nowego Sącza, jest najwierniejszym z wiernych synów Kaczyńskiego, albowiem zanim wstąpił do PiS, był działaczem Porozumienia Centrum. To nieomal zakonnik, czego dowodem jest zakładka o nazwie „religia” na stronie internetowej urzędu miasta. Można się z niej dowidzieć, gdzie i o której odbywają się msze sprawowane przez kapłanów rzymsko-katolickich, co ludowi zapewnia daleko idący komfort duchowy. Pan Ryszard na koncie ma 38 tys. zł, dom o wartości 600 tys. zł, audi a4 z 2009 r. i peugeota, rocznik 2011. Posługę swą pełni drugą kadencję; gdy w 2006 r. zaczynał, był posiadaczem starego opla i długów w PKO S.A. Dziś nie ma po nich śladu. Roczne zarobki prezydenta Nowaka: prawie 140 tys. zł.

 

Ostrołęka

Janusz Kotowski Ostrołęką rządzi od ośmiu lat. Na początku miał mieszkanie o wartości 100 tys. zł oraz współwładał z małżonką gruntami wycenionymi na ok. 50 tys. Przemieszczał się zaś za pomocą archaicznego opla astra, rocznik 1995. Dziś jest właścicielem chałupy jak się patrzy (115 mkw.) wycenionej na ok. 400 tys. zł i ujeżdża peugeota 307, rocznik 2007, oraz toyotę saris, rocznik 2005. Warto zaznaczyć, że panu prezydentowi tak pięknie obrodziło, mimo że nie zaciągał kredytów. Kotowski zna się na cudach, gdyż studiował w Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, ale brak zobowiązań nie jest przejawem działania sił nadprzyrodzonych. Prezydent nie zaciągał bowiem kredytów z powodów naturalnych – jego roczne wynagrodzenie przekracza 160 tys. zł.

 

Siedlce

Wojciech Kudelski zawiaduje Siedlcami od 2006 r., ale na polu społecznym aktywny jest od dawien dawna. W 1990 r. był inicjatorem i koordynatorem budowy pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego w Siedlcach, 3 lata później przyczynił się do znaczącej poprawy stanu bezpieczeństwa w mieście, inicjując ufundowanie Komendzie Rejonowej Policji sztandaru z wizerunkiem Matki Bożej Kodeńskiej – Królowej Podlasia i Matki Jedności. Kult Królowej Podlasia nie mógłby się rozwijać, gdyby nie Mikołaj Sapieha, który w XVII w. w Watykanie skradł obraz przedstawiający urocze oblicze Matki Jedności. Świadczy to tym, że dialektyka jest wiecznie żywa…

Wróćmy do prezydenta Kudelskiego. Otóż ten święty mąż zgromadził na koncie ponad 300 tys. zł i 2 tys. zielonych. Ponadto jest właścicielem domu o powierzchni 470 mkw. (jego wartość właściciel skromnie szacuje na 600 tys. zł), mieszkania (260 tys.), gospodarstwa agroturystycznego (400 tys.) i działki budowlanej (100 tys.).

Prezydent Kudelski jeździ volkswagenem turan, rocznik 2011, a jego łączne dochody przekraczają 200 tys. zł. A to dlatego, że pensja włodarza miasta to niejedyne źródełko dochodu – dostaje szmal za wynajem mieszkania (19,5 tys. zł rocznie) oraz z tytułu emerytury (blisko 25 tys.).

W 2006 r. święty Wojciech miał dziesięciokrotnie mniejsze oszczędności i jeździł fordem fokusem z lat 90. Dzięki wsparciu Królowej Podlasia prezydentowi Siedlec nieźle się więc powiodło.

 

Głogów

Na tle swych majętnych towarzyszy marnie wypada Jan Zubowski, prezydent Głogowa. Zachomikował on raptem 30 tys. zł w gotówce, jest właścicielem kwadratu wartego ćwierć miliona i jeździ zdezelowanym fiatem brava. Prawdziwi Polacy zasługują na więcej.

 

Elbląg

Jerzy Wilk w Elblągu panuje dopiero od lipca zeszłego roku. W tak krótkim czasie zdołał powiększyć swe oszczędności z 25 do 55 tys. zł. W wyborcze szranki stawał pod hasłem skończenia z układami i kolesiostwem.

***

W tegorocznych wyborach PiS ruszyło do boju z hasłem: „Słuchać Polaków, zmieniać Polskę”. Jak twierdzi prezes Kaczyński, Polaków należy słuchać, bo oni nie oczekują cudów. Chcą tylko „pracować, przyzwoicie zarabiać, nie chcą wyjeżdżać i mieć szanse na miejscu”.

Gdy zatem Prawo i Sprawiedliwość dojdzie do władzy, z miejsca rodakom szanse załatwi. Przynajmniej wybranym, bo prezydenci i burmistrzowie z PiS emigrować z ojczyzny na pewno nie zechcą.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.