Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Kardynał, plagiat i kochanka

numer 44/2015

Życie towarzyskie i naukowe w diecezjach warszawskiej i koszalińsko-kołobrzeskiej.

Czy Jego Eminencji, Dostojnemu Księdzu Kazimierzowi Kardynałowi Nyczowi, Metropolicie Warszawskiemu, zależy na upierdoleniu obrony doktoratu „Małżeństwo i rodzina w świetle personalistycznego nauczania Jana Pawła II” mającego się odbyć na Wydziale Nauk Pedagogicznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego? Doktoratu, który uzyskał dwie pozytywne opinie recenzentów związanych z instytucją reprezentowaną przez Eminencję, czyli Kościołem katolickim. Przecież – na Boga w Trójcy Jedynego i Maryję Zawsze Dziewicę – chyba nie dlatego, że kardynał Nycz ma coś przeciwko personalistycznemu nauczaniu J.P.2 o małżeństwie i rodzinie. Gdyby jednak Jego Eminencji chciało się uwalić rzeczony doktorat, to mógłby to zrobić z trzech powodów. Po pierwsze, że jako Wielki Kanclerz UKSW mógłby to zrobić. Po drugie, dlatego, że poprosił go o to znany mu – z czasów jego wcześniejszej posługi w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej – ówczesny rektor Politechniki Koszalińskiej prof. Tomasz Krzyżyński. Po trzecie, najwyraźniej kardynał Nycz lubuje się – podobnie jak większość katolickiej trzódki – w plotach.

Prof. Krzyżyński machnął 10 czerwca 2015 r. do swojego znajomka z dawnych czasów, Dostojnego Księdza Kardynała, na papierze firmowym swojego wydziału, coś w rodzaju subtelnego donosiku na doktorantkę i jej promotora, sugerując, że być może promotor posuwa się z doktorantką do rzeczy nie do końca obecnych w personalistycznym nauczaniu Jana Pawła II, zwłaszcza w kwestiach związanych z małżeństwem i rodziną.

Prof. Krzyżyński przeprasza za śmiałość w niepokojeniu Jego Eminencji, bo nie chciałby nadużyć jego zaufania, ale wiązanie z tym akurat doktoratem osoby Jana Pawła II wymienianego w tytule dysertacji doktorskiej, oraz Kardynała Stefana Wyszyńskiego, jako patrona uczelni, na której dysertacja miała by być broniona – w pełni tę śmiałość uzasadniają.

Pismo jest pełne aluzji cienkich jak piździ włos, ale na tyle czytelnych, że nawet prosty magister i redaktor tygodnika „NIE” jest w stanie pojąć, jakiej sfery życia dotyczą te sugestie, a cóż dopiero doktor teologii i Metropolita Warszawski, nawet jeśli życie spędził w całkowitym celibacie.

Nycz zadekretował donosik Krzyżyńskiego dalej. (Swoją drogą pismo do Nycza jest tak zabawne, że czytaliśmy je w redakcji na głos, aby rozchmurzyć ciemne, jesienne nastroje.).

Podobny list musiał trafić nie tylko do Nycza. Tuż przed obroną pracy doktorskiej do dziekana Wydziału Nauk Pedagogicznych UKSW dostarczono kurierem (sic!) pismo z Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów podpisane przez szarą eminencję tej komisji, prof. Dr. hab. Huberta Izdebskiego, że rzecz trzeba zbadać.

Dlaczego pan dziekan – zapewne zajęty na co dzień mnóstwem spraw – interweniuje u Jego Eminencji Metropolity Warszawskiego – zajętego jeszcze bardziej nie tylko sprawami ziemskimi, ale i wiekuistymi – w sprawie obrony jakiegoś gównianego doktoratu jakiejś młodej doktorantki na jakiejś – powiedzmy szczerze – nie najwyższych lotów uczelni, nawet jeśli mającej siedzibę w Warszawie? Izdebski to także człowiek zajęty w instytucjach, a tu się pochylił nad taką pierdołą.

Pytaliśmy prof. Krzyżyńskiego o to wszystko, a także skąd czerpie wiedzę na tematy związane z życiem intymnym innych, ale nie raczył nam odpowiedzieć. Naszym skromnym zdaniem dlatego, że dał ponieść się niepotrzebnym emocjom, nie przemyślał sprawy i jej możliwych końcowych efektów dla swoich jak najlepiej pojmowanych dóbr i interesów. Mylić się jest sprawą ludzką, nawet jeśli jest się profesorem.

W redakcji tygodnika „NIE” uważamy, że Jego Eminencja, Dostojny Ksiądz Kazimierz Kardynał Nycz, Metropolita Warszawski, dał się wpuścić w maliny. Ponieważ od czasu do czasu na naszych łamach pozwalamy sobie z Pana Kardynała drzeć łacha, tym razem chcemy mu się podlizać i objaśnić, w jaką intrygę dał się wmanewrować. Aby tego dokonać, musimy opuścić mury UKSW i przenieść się w mury Politechniki Koszalińskiej, bo na tej uczelni pracują główni bohaterowie tej historii.

Najkrócej rzecz ujmując: 10 czerwca 2015 r. (niech Ksiądz Kardynał zauważy, jakaż koincydencja czasowa z pismem prof. Krzyżyńskiego wysłanym do Waszej Eminencji) dr hab. Gizowski bujnął się do rektora Bohdala i podpierdolił dr Hłobił, że ta – eufemistycznie rzecz ujmując – dopuszcza się w opatrzonych swoim nazwiskiem artykułach zapożyczeń na masową skalę. 3 jej książki – 3 trafienia. Jej praca doktorska – kompilacja. Inaczej mówiąc rżnie i plagiatuje co się da i z kogo się da. Tak, jakby sama z siebie nie była w stanie napisać jednego złożonego zdania w języku polskim. Aby nie być gołosłownym, dołączył do tego 7 obszernych tabel porównawczych. Wcześniej Gizowski próbował się w tej sprawie umówić z dziekanem wydziału, prof. Krzyżyńskim, ale ten przez 2 tygodnie go olewał. Za to ktoś spontanicznie zorganizował na wydziale zbiórkę podpisów pod listem z poparciem dla pani dr Hłobił. Wierzymy, że nie sam dziekan.

Plagiat w środowisku akademickim to rzecz tak banalna, jak przylepianie przez gimbusów pod blatami ławek podczas lekcji religii zużytej gumy do żucia. I my byśmy się tak banalną sprawą w „NIE” nie zajmowali, gdyby nie uwikłanie w intrygę Eminencji Nycza.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.