Motto tygodnia: W Kijowie w jednej chwili, w Warszawie w drugiej chwili. Struś Pędziwiatr? Nie. Micheil Saakaszwili!

Autor
M.Z.

Kaczyński syn targowicy

numer 49/2017

A papież ich pobłogosławił.

Nazwa konfederacji targowickiej w dzisiejszych walkach politycznych funkcjonuje jak obelga, zupełnie w oderwaniu, a po części wręcz sprzecznie z pierwotnym historycznym znaczeniem. Jest używana i nadużywana przez obóz rządowy dla piętnowania zabiegów opozycji o wsparcie Unii Europejskiej. Czasopisma obozu rządowego roją się od publikacji piętnujących współczesną targowicę jako zdradzieckie kalanie własnego gniazda. Młodziankowie narodowi śladem jakobinów polskich z końca XVIII w. wieszają portrety domniemanych targowiczan na szubienicach. Z rzeczywistą historią konfederacji targowickiej te współczesne konotacje niewiele mają wspólnego. Są fałszem historii i nadużyciem intelektualnym. Opozycja jednak broni się niemrawo i mało kompetentnie.

 

Konfederacja targowicka była potępiana przez obóz patriotyczny nie dlatego przede wszystkim, że zabiegała o poparcie obcych. Takie zabiegi mieściły się w obyczajach epoki i wszystkie ówczesne polskie frakcje polityczne wsparcia obcych potencji szukały. Obóz konstytucji majowej również liczył na pomoc Prus, w razie potrzeby zbrojną. Targowiczanom miano za złe głównie to, że protekcji szukali w Rosji, u mocarstwa zdecydowanie Polsce nieprzyjaznego, od dziesięcioleci dybiącego na jej suwerenność, inicjatora pierwszego rozbioru. Dzisiejsza opozycja inaczej – zabiega o poparcie dla swej sprawy w organizacji międzynarodowej, do jakiej Polska należy i czerpie stąd niemałe korzyści. Nie u wrogów, lecz u przyjaciół Polski, na dodatek uprawnionych do interesowania się stanem praworządności i demokracji w tym kraju. To różnica niebagatelna, ale są też inne.

Na potrzeby propagandy mitologizuje się bez umiaru obraz historycznej targowicy i jej adwersarzy.

 

Jan Pietrzak, sędziwy bard kolejnych reżimów ostatniego półwiecza, w felietonie na łamach „Sieci Prawdy” tak to opisuje: „11 listopada otrzymaliśmy poglądową lekcję historii. Jakby kalka sprzed wieków. Po uchwaleniu Konstytucji 3 maja naród radował się na ulicach niepodległością. Wiwat król, wiwat Sejm, wiwat wszystkie stany! A zdrajcy w sąsiednich stolicach żarliwie przekonywali despotów do interwencji w Polsce. Sześciu europarlamentarzystów głosujących przeciwko Polsce po sfingowanej dyskusji nad »przestępstwami« rządu to spadkobiercy tamtych zaprzańcow”. Pietrzak nigdy nie był mocny z historii, teraz też mu się myli.

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Jan pietrzak to typowy przyklad lizodupa . Lizal komunistom to i kaczystom lize z przyjemnoscia.

  • W niedalekiej przyszłości szykuję się w pip nie tylko pomników Wojtyły ale również Kaczyńskiego !

    Kto ma uszy niechaj słucha.