Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Autor
Michał Marszał

Kaczyński przekracza granice

numer 39/2018

Choć milionom swobodnie podróżujących po świecie Polaków wydawać się może, że tak pięknie jak dziś będzie już zawsze, lada dzień obudzić mogą się w kraju, z którego dać dyla nie będzie łatwo.

Zaostrzenie sporu wokół niezależności naszego sądownictwa, wypowiedź prezydenta o „wyimaginowanej wspólnocie”, czy bajdurzenia Morawieckiego o tym, że do Unii dopłacamy (to jak żeś, kurwa, negocjował? – przyp. M.M.) sugerują, że wkrótce może przyjść nam żegnać się z Brukselą.

Według tegorocznych wyliczeń ministerstwa finansów, od wuniowstąpienia zgarnęliśmy z UE na czysto, czyli już po odjęciu naszych składek, prawie 100 mld euro i jeszcze co najmniej przez dekadę będziemy z Unii więcej brać niż jej dawać. Jedną z największych zalet integracji stała się dla Polaków możliwość nieskrępowanego poruszania po terenie całej wspólnoty. Bez zawracania dupy można dziś jednocześnie studiować w Szwecji, mieszkać w Portugalii i pracować we Francji. Polski paszport stał się zaś dzięki Unii 14. najpotężniejszym paszportem świata – i uprawnia do wjazdu bez wizy aż do 163 krajów.

Jarosław Kaczyński, jak na zbawcę narodu przystało, najlepiej jednak wie, czego Polakom potrzeba do szczęścia.

Z zagranicznych wynalazków prezesowi PiS spodobało się rodeo i frytki. Cała reszta już niespecjalnie.

Przeanalizowałem wszystkie dostępne na rynku biografie Jarosława Kaczyńskiego, a także archiwa największych dzienników i tygodników. Wyłania się z nich obraz prezesa PiS jako człowieka, który zagranicy nie lubi i bywa tam niezmiernie rzadko – a jeśli już, to tylko z obowiązku, krótko, niechętnie i trzymając się jak najbliżej rodaków. Nie interesują go inne kultury, obyczaje, języki, zabytki, ani nawet kulinaria. Radość sprawia mu jedynie szybki powrót na ojczyzny łono.

 

Młodość

Nie licząc egzotycznej dziecięcej wycieczki po Księżyc razem z bratem, Jarosław Kaczyński pochwalić się może wyłącznie jednym prywatnym zagranicznym wyjazdem – i to nie tylko w młodości, ale w całym swoim prawie 70-letnim życiu! Jak czytamy w wywiadzie rzece „O dwóch takich… Alfabet braci Kaczyńskich”, w 1967 r. 18-letni bliźniacy wybrali się wraz z matką w rodzinne strony ich ojca – do Odessy w Związku Radzieckim. Mówi Jarosław: „To był przyjemny pobyt. Ciepła, słoneczna Odessa i tanie, lekkie wino sprzedawane na ulicach. Można było pić w nieograniczonych ilościach. – Czyli raj? (pytanie dziennikarza – przyp. M.M). Przeciwnie, zaopatrzenie na poziomie katastrofalnym. Oni jeszcze parę lat wcześniej jedli chleb z trocinami. A co jedli przy nas? Kiepski chleb, bułki paryskie, mortadelę. Tylko owoców i warzyw było pod dostatkiem. No i alkohol bez ograniczeń. (…) Mieszkali w trzech pokojach. W tym momencie tam było czternaście osób. Mieli wannę, ale to byt zupełny wyjątek. (…) Po powrocie do Polski mieliśmy wrażenie, że wracamy do strefy wolności i zamożności. To się kojarzyło z Gomułką. Mnóstwo ludzi wyjeżdżało już za granicę. Mama, cioteczny brat, jeździli do rodziny w Anglii. Ja nie pojechałem, tylko dlatego że nie chciałem”.

Oprócz potwierdzenia tej wycieczki w książce Sławomira Ceckiewicza „Lech Kaczyński. Biografia polityczna 1949-2005”, nigdzie – w żadnym źródle drukowanym – nie udało mi się znaleźć jakiejkolwiek informacji o tym, by prezes PiS kiedykolwiek jeszcze prywatnie udał się za granicę. Owszem, w publikacji „Polska naszych marzeń” Kaczyński opisuje, że w 1976 r. udał się na wakacje – ale do Sopotu, bo akurat jego brata i żony nie było tam w mieszkaniu.

W książce Michała Krzymowskiego „Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego” przeczytać możemy, że latem 1980 r., gdy rozpoczynały się strajki, rodzice Jarosława zostawili go samego w warszawskim domu i pojechali na wczasy. Ten wkrótce później, w sierpniu, postanawia jechać na Wybrzeże. Ale nie by protestować – lecz na urlop do Władysławowa. „Wracając z półwyspu, nawet patrzy z okna pociągu na Stocznię Gdańską, w której toczy się strajk. O tym, że zakład stanął, dowie się dopiero w Warszawie” – czytamy.

O urlopowych zwyczajach braci Kaczyńskich donosiła jeszcze w 2010 r. „Gazeta Współczesna”. Sołtys miejscowości Ołdaki-Magna Brok na Podlasiu wspominał na jej łamach, że 7-8 letni bliźniacy przyjeżdżali tu do ciotki, ale nikt się z nimi nie bawił.

Jedyną wzmianką dotyczącą zagranicznych wyjazdów z PRL, o których wspomina sam prezes, jest wątek wyjazdu Radosława Sikorskiego na studia do Londynu. W książce „Polska naszych marzeń” Kaczyński pisze: „Dla mnie jego wyjazd do Anglii prosto z liceum (w 1981 r.) jest co najmniej tajemniczy”.

O tym, że Kaczyński nie lubi wychylać się poza kraj, mówiła też w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” w 2005 r. jego matka Jadwiga: „Jarek jest typem samotnika. Ma przyjaciół, wypróbowanych od lat, ale nie otacza się tłumami. Odpoczywa, jeżdżąc po Polsce. W lesie, na wsi – spokojnie”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.