Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Autor
Robert Jaruga

Kaczyński jest Chińczykiem

numer 33/2017

Trzeba przysłuchiwać się uważnie, o czy marzy Jarosław Kaczyński, gdyż jego marzenia stają się rzeczywistością.

W roku 1994 w wywiadzie z Teresą Torańską (telewizyjnym, dostępnym na YouTube) będąc ówcześnie prezesem Porozumienia Centrum, na pytanie: – Kim chciałbyś być? Minister Sprawiedliwości? Premier? Prezydent?

Kaczyński odpowiada: – Ja bym chciał być emerytowanym zbawcą narodu.

I dalej: (…) – Ja najbardziej chciałbym być szefem, silnej, bardzo wpływowej, współtworzącej albo tworzącej rząd partii. No i proszę! Powiadają, że marzenie to w gruncie rzeczy forma planowania. Jednym marzenia się spełniają i realizują swoje plany a innym nie. Kaczyński najwyraźniej należy do tych pierwszych.

Przywiązywać zatem należy wagę, do słów Kaczyńskiego, choćby nieistotnych z pozoru. W roku 2011 Kaczyński rzekł był: Gdyby nie to chore państwo, gdyby nie te sojusze różnego rodzaju interesów i interesików, nasz naród znany z przedsiębiorczości parłby do przodu jak Chiny. Teza ta pojawia się jeszcze kilkakrotnie w wystąpieniach przewodniczącego PiS: Bylibyśmy na czele świata, jak Chiny (Kongres PiS w Przysusze). Polska jak Chiny – takie hasło wygłaszał także na jednej z miesięcznic smoleńskich.

Wałęsa drugiej Japonii nie pobudował, ale kto wie, do czego Kaczyński jest zdolny. Politologowie, analitycy systemów politycznych właściwie postrzegają, że Jarek buduje państwo narodowosocjalistyczne tylko nie dopowiadają, jaki jest to socjalizm. Na pewno nie niemiecki. Na pewno nie radziecki, ani tym bardziej kubański. Ale jest jeszcze mało nam znany

socjalizm chiński.

Na drodze do tego wspaniałego ustroju dzieje się w ciągu ostatnich dwóch lat, więcej niż w poprzedniej dekadzie.

Już w trzy miesiące po objęciu prezydentury Duda jedzie do Chin. W czerwcu 2016 r. premier Chin – Xi Jinping spotkał się z Andrzejem Dudą w Warszawie. Chiński minister ds. jakości żywności Zhi Shuping podpisał umowę w sprawie importu polskich jabłek. W październiku 2016 r. wicepremier Jarosław Gowin udał się wizytą do Chin i spotkał z równorzędnym sobie wicepremierem (prawdopodobnie – bo wicepremierów w rządzie chińskim jest 12). Kwiecień 2017 r., ambasador chiński jedzie do Opola. Miesiąc później premier Beata Szydło jest w Pekinie. Rozmawia z chińskim premierem Xi. Pekin wizytują także szefowie resortów: spraw zagranicznych, rolnictwa, środowiska, kultury oraz energii. 13 lipca 2017 r., szef parlamentu chińskiego spotkał się z premier Szydło oraz prezydentem Andrzejem Dudą na miejscu, w Polsce. W obecnej kadencji Sejmu 22 posłów PiS poleciało do Chin. No i w końcu do Chin ostatnio poleciał wiceprezes TVP.SA Maciej Stanecki – aby podpisać oczekiwaną przez Polaków od stuleci, umowę o wymianie programów i filmów telewizyjnych z rządową telewizją CDTV. Miesiąc później, czyli przed kilkoma dniami, wrócił z Chin prezes Polskiego Radia Mariusz Stabniszewski. Umówił się z Chińczykami, że zgodnie z zapotrzebowaniem polskich radiosłuchaczy, Polacy będą słuchać więcej tego, co Chińczycy nazywają muzyką i z wzajemnością, na zasadach beztantiemowych.

Kaczyński, który nominował wszystkich wymienionych do odgrywanych ról, jest mózgiem polskiej państwowości, wymyślił owe

strategiczne partnerstwo z Chinami.

Dąży do niego, aby osłabić pozycję Unii Europejskiej, nie oglądać się na Niemcy oraz mieć wielkiego mecenasa za plecami Rosji. Zamierzeń tych nawet specjalnie nie maskuje – choć też nie komunikuje o nich wprost.

Zdaje się też, że niektóre pomysły Kaczyńskiego również pochodzą z Chin np. organizacja sądownictwa, którego władze całkowicie wybierane miałyby być przez zdominowany jedną partią parlament, jest kalką chińskiego wymiaru sprawiedliwości. Nigdzie w Europie nie spotykany w takim kształcie, obowiązek rejestracji kart telefonicznych, jest dokładnie taki sam, jak w Chinach. Blokowanie witryn hazardowych też jest pomysłem żółtych ludzi.

W Polsce kochamy Chińczyków za ich sajgonki, oraz za to, że wyprodukować potrafią wszystko, łącznie z papieżem z diodami w oczach, a także krucyfiks z maszynką w brzuszku za cenę, na którą nas stać. O samych Chinach nie wyobrażamy sobie za wiele. Słowem chińszczyzna – nadal określamy coś absolutnie niezrozumiałego.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Się kurwa nabijacie ze zbliżenia z Chinami, a to jest chyba najbardziej rozsądny kierunek polityki zagranicznej.
    Ruskiego nie chcecie, Niemiec was rucha, a USA trzynają was jako najgłośniejszego ratlerka przy płocie wschodnim.

  • Naciągane. Nie wiecie czym tutaj jeszcze poszczuć na Jarka, a tu trzeba dziennie coś napisać…
    Trudny i niewdzięczny job 🙂