Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Kaczyński golonką Europy

numer 11/2017

Przed szczytem w Brukseli Żydzi zdobyliby Berlin w 24 godziny. Po szczycie Niemcy stały się potęgą zagrażającą Unii Europejskiej.

Wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej zmienił wszystko, a zwłaszcza krzepę naszych zachodnich sąsiadów. Tyle przynajmniej wynika z opowieści Jarosława Kaczyńskiego, a ponieważ to patriota, wielki mąż stanu i jeszcze większy strateg, nie ma powodu, by mu nie wierzyć. Zanim dokonano elekcji, prezes raczył poinformować, że „Niemcy są za słabym państwem, nie mają wystarczającego potencjału ani gospodarczego ani militarnego, by móc dominować na Starym Kontynencie. Berlin potrzebowałby co najmniej dwa razy silniejszej gospodarki i przynajmniej osiem razy silniejszej armii. Z całym szacunkiem dla naszego zachodniego sąsiada, ale w zderzeniu na przykład z siłą Izraela nie sądzę, by był zdolny stawiać mu czoło więcej niż jeden dzień”. Myśl o starciu żydowsko-niemieckim nowa nie jest, przed prezesem wpadł na nią Quentin Tarantino, efektem były „Bękarty wojny”, komedia opowiadająca o grasujących po Germanii grupce obrzezanych mścicieli. Prezes nie jest komediantem, lecz poważnym politykiem, poszedł więc dalej, każąc strzelać do siebie regularnym armiom.

***

Powiewająca nad Bundestagiem izraelska flaga i żydowski obóz koncentracyjny w niedalekim Sachsenhausen to obraz dla polskiego patrioty pociągający, choć niejednoznaczny, wszak nie od dziś wiadomo, że ojczyzna Kaczyńskiego zmaga się nie tylko z żywiołem niemieckim, ale i judejskim. Na dodatek wiktoria narodu wybranego nad nacją panów wbrew twierdzeniu naczelnika wcale nie jest przesądzona.

Z prestiżowego rankingu Global Firepower wynika, że Niemcy pod względem siły militarnej zajmują 9. miejsce na świecie i wyprzedzają Izrael o 7 lokat. Owszem, Żydzi mają 10 razy więcej czołgów i 2 razy więcej pojazdów opancerzonych i tylko ciut mniej żołnierzy (160 tysięcy; Niemcy o 20 tysięcy więcej), ale w powietrzu przewagi nad Bundeswehrą nie mają wcale, zaś na wodzie zdecydowanie ustępują Kriegsmarine. Gdyby Kaczyński miał choć blade pojęcie o zasadach pomiaru potencjału militarnego, wiedziałby, że znaczenie ma nie tylko liczba wojaków, dział, tanków i oddziałów obrony terytorialnej, ale także gospodarka. Niemcy posiadają ponad 2-krotnie większe zapasy złota i obcych walut, niemal 20-krotnie większe rezerwy ropy naftowej, zaś parytet siły nabywczej, czyli wskaźnik obrazujący moc rodzimej waluty, mają 13-krotnie wyższy. Izrael ma też 10-krotnie mniej mieszkańców i o tyle samo mniej obywateli i obywatelek mogących służyć ojczyźnie w oddziałach rezerwowych. Przy tworzeniu rankingu Global Firepower uwzględnia się 50 czynników, w tym natury gospodarczej, finansowej i demograficznej, bo mają one decydujący wpływ na rezultat zmagań wojennych. To dlatego Niemcy uznawane są za dziewiątą potęgę militarną świata, Żydzi zaś klasyfikowani są na 16. miejscu, a Polska na 18.

***

Diagnoza Kaczyńskiego, jak tylko polska dyplomacja odniosła sukces w Brukseli i zdrajca Polski został szefem Rady Europejskiej, uległa diametralnej zmianie. Słabiutkie, niedorozwinięte gospodarczo i niezdolne przeciwstawiać się żydowskiej nawałnicy dłużej niż 24 godziny Niemcy, w ciągu 20 minut – tyle trwał wybór Tuska – nabrały mocy. „To, co się stało, jest wynikiem tego, że Unia została zdominowana przez jedno państwo. A właściwie przez jedną osobę. To jest sytuacja dla Wspólnoty groźna. Niektórzy zawsze zgadzają się z panią Merkel. Duże państwa miały swoje interesy, a mniejsze się dostosowały” – wyjawił prezes wszystkich Polaków. O jakie interesy dużych państw chodzi? Kaczyński zna odpowiedź także i na to pytanie: „Chodzi o to, by Niemcy płaciły długi dużych państw Południa, takich jak Hiszpania i Włochy. Hiszpania jest w bardzo ciężkim pacie politycznym, a Włochy są w takim kryzysie, że komik jest najpoważniejszym kandydatem do władzy”.

***

Nieszczęście w postaci komika u władzy po katastrofie smoleńskiej Polsce na razie nie grozi. Chociaż Andrzej Duda i Witold Waszczykowski bardzo się starają wypełnić tę lukę, Lechowi Kaczyńskiemu nie dorastają do pięt, a naczelnik to zawołany tragik. Po brukselskim szczycie, zatrwożony losem ojczyzny i Europy Kaczyński bardzo niedokładnie się goli, resztki zarostu podkreślają dramat Starego Kontynentu i wskazują całkowite oddanie prezesa sprawie polskiej. Nic dziwnego, że suwerenowi wcale nie jest do śmiechu. Może byłoby śmieszniej, gdyby szef PiS wyjaśnił, w jaki sposób pogrążone w ruinie Niemcy nagle stały się kontynentalnym hegemonem, ciągnącym za wszystkie sznurki i zdolnym do spłaty długów Włoch i Hiszpanii. Niestety, poprzestał na wyjawieniu publice powodów zdrady Viktora Orbána. „Zaskoczenie nie było bardzo radykalne, wiedziałem, że jest pod potężnym naciskiem. Ale to nie oznacza, że nie mam w tej sprawie uczucia zawodu” – rzekł, i jasne jest, iż to nie Polska naciskała na Węgrów.

Przed szczytem w ustach Kaczyńskiego Orbán był „twardym politykiem, który zapowiedział, że nie poprze kandydatury Tuska, jeśli nie uzyska on poparcia kraju ojczystego”. Najwyraźniej premier Węgier doszedł do wniosku, że Polska nie może być krajem ojczystym niemieckiego kandydata.

Kandydata na stanowisko, o które rząd Rzeczpospolitej walczył jak o papieski tron, aby po przegranej zakomunikować miastu i światu, że „przewodniczący Rady Europejskiej to bardzo dobrze płatna, ale nic nieznacząca posada”.

***

Tymczasem wystraszone nieugiętą postawą Kaczyńskiego Niemcy potężnie nacisnęły na unijny komitet ds. żywności i peklowana golonka, narodowy przysmak zwykłych Polaków, wróci do sklepów.

Chodzi o to, że w 2014 r. Bruksela przeforsowała antypolski przepis zabraniający używania azotynów i azotanów przy produkcji tej potrawy. Sęk w tym, że bez tych substancji peklować golonki się nie da, zatem ku rozpaczy suwerena, zakłady mięsne wstrzymały produkcję. Teraz unijni urzędnicy zmiękli i anulowali swoją decyzję, orzekając, że azotyny i azotany do peklowania stosować jednak można. Powrót marynowanej golonki do narodowego menu oznacza, że nie fikną nam ani Żydzi, ani Niemcy, bo syty naród stawi czoła wszelkim nawałnicom. To oczywisty efekt bohaterskiej postawy Beaty Szydło podczas szczytu brukselskiego i największy sukces pisowskiej dyplomacji. A także dowód na to, że warto mieć i zasady, i golonkę. Zwłaszcza ogoloną.

MACIEJ MIKOŁAJCZYK

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.