Motto tygodnia: Kto obchodzi, mocne niech przyjmie życzenia wielkanocne.

Autor
Michał Marszał

Kaczyński cały w gównie

numer 51-52/2018

Nie uwierzycie, skąd się bierze sztuka wysoka.

Artur Klose jest artystą polskiego pochodzenia, od 27 lat mieszkającym w Niemczech. Gdy trafił tu jako 20-latek tuż po ukończeniu liceum plastycznego na Śląsku, nie umiał nawet podstawowych praktycznych zwrotów, takich jak „Guten Morgen”, „Danke”, „Hände hoch” czy „Wie viel kostet Sex ohne Kondom”.

Po pięciokrotnej zmianie miejsca zamieszkania, czterech szkołach, trzech zawodach, siedmiu autach, czterech psach i prawie czterdziestu latach poszukiwań odnalazł wreszcie swój styl malarski, który do tej pory skutkował m.in. aresztowaniem, wizytą antyterrorystów, przeszukaniami domu, zarzutami prokuratorskimi i szeroko komentowaną w niemieckich mediach kompromitacją tamtejszej policji. Artur Klose najchętniej portretuje bowiem polityków. A czyni to nie za pomocą farb, lecz gówna.

 

Przygodę z ekskrementami Klose rozpoczął na dobre w 2016 r., kiedy to dzięki stolcowi uzyskał wyróżnienie w konkursie „NIE im oko”, polegającym na robieniu zdjęć z naszym tygodnikiem w możliwie najbardziej atrakcyjnych okolicznościach.

Wielokrotnie wystawiany jako przedstawiciel niemieckiej kultury, od Lwowa po Syberię, Klose postanowił odwdzięczyć się Wschodowi, ściągając do siebie na warsztaty tamtejszą uzdolnioną młodzież. A że na to potrzeba pieniędzy, poczłapał do niemieckich polityków, tak otwartych przecież na biedę, uchodźców i ongiś nazyfikowany świat.

Uwe Schmidt, wywodzący się z SPD lokalny prominent, zaczepiony przez Klosego tuż przed wyborami, oznajmił: – Oczywiście, pomożemy, potrzeba nam takich inicjatyw!

Podał artyście prywatny e-mail, obiecał pilne spotkanie i został za to oklaskany przez obecnych podczas rozmowy mieszkańców.

Po wygranych wyborach Schmidtowi wyleciało jednak z głowy, że coś obiecywał. Klose przypomniał się więc, pisząc, iż chce się spotkać. Po kilku tygodniach propozycję ponowił. Następnie wysłał list. Odpowiedź nie nadeszła. Nie było to załatwione jak niemiecka solidność nakazuje – i tu w artyście z Polski odezwała się słowiańska część jego duszy. Zwrócił uwagę, że gdyby zmieszać na palecie kolory rządzących w mieście czerwonych (SPD) i zielonych (Die Grünen), to wyszłoby z tego gówno.

Idąc śladami Gerharda Richtera (najdroższy żyjący malarz świata, w latach młodości zrobił serię 48 portretów mężczyzn najważniejszych dla niemieckiej kultury, nauki i techniki), Klose postanowił wykonać 48 portretów niekoniecznie lubianych przez siebie ludzi, ale portretów wykonanych z różnego rodzaju gówna pochodzącego z odmiennych rejonów świata. Na razie obrazy powstały 2 – portret landrata Uwe Schmidta wykonany z kup bezdomnych ukraińskich psów. Oraz prezesa Jarosława Kaczyńskiego, misternie skomponowany z odchodów polskich wsiowych kaczek.

 

Obróbka stolca do celów malarskich wymaga wielomiesięcznego suszenia na słońcu. Następnie kupę rozdrabnia się w pył i miesza z klejem. Tu Klosemu przydały się wyrzucone przez poprzedniego właściciela domu narzędzia dentystyczne, bowiem po II wojnie światowej ekshitlerowiec zajął się tym, na czym oprawcy znają się najlepiej: wyrywaniem ludziom zębów.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.