Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Jezus farby nie puścił

numer 45/2014

Lud boży nie zwietrzył pedała, bo ks. Dariusz ładnie śpiewał, był miły, bezinteresowny i od człowieka prawie się nie różnił.

Początek Roku Pańskiego 2014. Ks. Dariusz W., wikariusz parafii świętej Trójcy w Niegowie, patrzy za okno. Za oknem szaleje zamieć, na dalekiej Ukrainie szaleje Euromajdan. Kapłan wzdycha, podchodzi do biurka, odpala komputer i na Katoliku.pl czyta o „rozsianych w krajobrazie modlitwach ludu polskiego”, czyli o kapliczkach.

Przydrożne posągi wielebny kocha całym sercem, nie bez kozery na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Księdza Stefana Wyszyńskiego wszczął przewód doktorski „Przydrożne kapliczki jako przejaw kultu maryjnego w Polsce na przykładzie Mazowsza”.

Lecz wielbi nie tylko figury maryjne, dlatego wnet wzniosłą lekturę porzuca i wchodzi na portal gejowski. Po raz setny czyta, że Ukrainiec Aleksander pragnie wejść „w stałe relacje gejowsko-małżeńskie”. Ks. Dariusz zerka na Jezusa dyndającego przy drzwiach. Jezus ani mru-mru. Kreśli znak krzyża, wali setkę dla kurażu i rusza na Ukrainę.

***

Wpis Aleksandra na portalu społecznościowym: „Boże błagam, pomóż mi, tak ciężko na sercu, on tylko w myślach moich błagam!!!! Ty Darku dziś odpoczywasz w spa nie wiadomo z kim w Zegrzu czy w Serocku w hotelu, a ja szukam cię i przeżywam, męczę!!! Podejmuję taką Dareczku decyzje, że w mieście gdzie twoi rodzice mieszkają umrę, dowiesz się – że Olek nie żyje, nie szanowałeś mnie i zostawiłeś mnie jednego w wielkiej brudnej wodzie. Mamo ja ciebie kocham i mi przykro co tak jest w życiu, ale powrotu już nima!!!!!!”.

***

Wielebny przywodzi Aleksandra na polską ziemię. Olek ma lat 21 i nie mówi dobrze po polsku. Ks. Dariusz jest o 10 lat starszy i językiem Jezusa oraz Kaczyńskiego posługuje się biegle. Pierwszy jest uległy niczym ukraińska chłopka, drugi wyniosły niczym polski pan. W intymnym słowniku stworzonym przez parę Aleksander to „Szczurek”, natomiast x. Darek, jak przystało na konserwatystę, każe na siebie mówić per „Niedźwiedź”, co w pełni oddaje nierówność w związku. Mimo różnic – albo dzięki nim – miłość kwitnie, choć kochankom doskwiera to, iż nie mają gniazdka. Włóczą się po hotelach w bałtyckich kurortach, odwiedzają spa, spędzają czas w restauracjach, a nawet nawiedzają macierzystą jednostkę ks. Dariusza. Proboszcz nieco się dziwi, ale tłumaczenie, że Olek to syn znajomej, łyka bez wstrętu. Potem Szczurek wędruje. Na dłużej trafia do rodziców kapłana. Aby oddać swe oddanie, a także podkreślić sakramentalny charakter związku, posługuje się dwuczłonowym nazwiskiem: swoim i polskiego męża. Wszystko na nic: Niedźwiedź się zbudził.

***

„Tak ciężko, nie wierzę co się stało. Trudno się żyje, Darka już nie mam, i dla mnie życie już skończone… siebie winię i winię, bo go tak mocno kocham!!!! Co można powiedzieć kiedy już ja nie z nim, nie z Darkiem swoim, to jak by serce wyrwał, zabrał ode mnie, jak by wody nie piłem miesiąc, wszystkie życia w czarnych kolorach i myśli, Darku, znaj, ja ciebie mocno kocham!”.

***

Aleksander twierdzi, że był bity, a także podpalany, bo Niedźwiedź chciał z nim zerwać, co wywoływało kłótnie. Kryzys narastał. 1 lipca polski kapłan z ukraińskim wybrankiem szykowali się do wyjazdu. W planie była Praga (czeska), a potem jeszcze kawał Europy. W księżej škodzie już grzał się silnik, gdy wybuchła kolejna awantura. Szczurek miał dość, udał się więc do proboszcza w Niegowie. I wszystko mu powiedział. Że W. to homoseksualista, że z nim mieszkał, podróżował i żył jak żona z mężem. Do opowieści załączył dowody w postaci zdjęć oraz wpisów zamieszczonych na portalu gejowskim. Proboszcz dokonał ich analizy. Doszedł do wniosku, że:

  1. a) fotki niechybnie przedstawiają ks. Dariusza w towarzystwie Aleksandra;
  2. b) niektóre są frywolne;
  3. c) daty wpisów pokrywają się z datami nieobecności wikarego.

Zwłaszcza to ostatnie odkrycie proboszcza zasmuciło, albowiem jego podkomendny zwolnienie z obowiązków służbowych uzyskiwał pod pozorem kontynuacji prac nad doktoratem na temat przydrożnych kapliczek. Powiadomił kurię.

To był kres burzliwych stosunków polsko-ukraińskich.

***

„Niedźwiedziu, wiem ty mnie nie kochał i nie cenił (…ale sobie dam radę, już cię nie chcę) ja ciebie kochałem i ceniłem, troszczyłem się o ciebie, ty sam wiesz! ale znaj, takiego jak ja więcej nie znajdziesz… Z takimi jak ty Darku nie chcę mieć żadnej sprawy… mogę tylko ci podziękować za to, co się stało”.

***

Powody tak błyskawicznej reakcji były 2. Aleksander, zanim trafił do proboszcza, łaził po wsi i płacząc, z silnym wschodnim akcentem pytał miejscową ludność, czy ks. Dariusza nie widziała, wywołując powszechne zgorszenie. Na dodatek wkradł się kontekst historyczny. Albowiem rok wcześniej jakiś życzliwy parafianin na wiadukcie położonym niedaleko kościoła czarnym sprayem machnął napis o treści: „Ksiądz wikary to pedofil!”. Nie wiadomo, czy twórca, wzorem swych pasterzy, utożsamił pedalstwo z pedofilią – to wersja bardzo prawdopodobna. W każdym razie ks. Dariusz w parafii pozostał, na wszelki wypadek odsunięto go jedynie od kuszącej współpracy z ministrantami. Wszystko rozeszło się po kościach wskutek poręczenia parafian, a także dzięki proboszczowemu poparciu. Gdy młody bojownik ukraiński zademonstrował dowody niepodważalne, niezwłoczne poinformowanie kurii leżało w interesie proboszcza.

***

„Wiem gdzie jesteś, ale nie mam już siły jeździć… (Wróć się Darku!!!! i tak już nie jesteś w swoim zawodzie, a że masz do mnie uczucia, byłeś ze mną pół roku, Niedźwiedziu, twój Szczurek cię kocha, przyjedź do mnie!!!! masz mój tel. odezwij się!!!!!! Darku, masz skejp, czemu nie zadzwonisz, proszę!!!!!… Dareczku, Niedźwiedziu tak tęsknię, tak mocno tęsknie!!!!!”.

***

To był zły czas dla heretyków, gdyż kuria pod przewodem arcybiskupa Henryka Hosera zmagała się z ks. Wojciechem Lemańskim, owszem, heterykiem, ale prawdopodobnie obrzezanym, nie mogła więc okazać słabości. I „w związku z potwierdzonymi zarzutami odnośnie wykroczeń przeciwko szóstemu przykazaniu” wnet nałożyła na ks. Dariusza karę suspensy. Nie bez znaczenia było to, że wikariusz cudzołożył z mężczyzną, homoseksualizm jest bowiem przez kodeks kanoniczny traktowany jak ciężkie przestępstwo, zagrożone najwyższym wymiarem kary, czyli przeniesieniem do cywila. Dodatkowo w katechizmie można przeczytać, że „akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane i w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane, gdyż są sprzeczne z prawem naturalnym, wykluczając z aktu płciowego dar życia”. A co najważniejsze zagorzałym wrogiem homoseksualizmu jest abepe Hoser, który stawia odmienną orientację w jednym szeregu z pedofilią, głosząc, iż „akty homoseksualne i czyny pedofilskie są zdradą powołania kapłańskiego, zaprzeczają bowiem przykazaniom Bożym oraz Ewangelii, której głoszenie jest jednym z głównych zadań duchownych”.

Ergo: kuria zapowiedziała, iż zamierza suspendowanego ks. Dariusza poddać leczeniu. Jeśli kapłana uda się wyleczyć z homoseksualizmu, będzie to cud donośniejszy niż wszystkie dokonane przez J.P.2 i przez wszystkich świętych. Naprzód, uczeni w piśmie doktorowie Oko, ratujcie brata swego ze szponów strasznego choróbska, pora dowieść, że głosicie prawdę.

***

„Biały miś, pamiątka taka mi została, a miałeś mnie jako pamiątkę, tak mówiłeś. A teraz ze mnie kłębek nerwów, nie znałem że będę tak przeżywał, ciężko mi już tyle czasu, ale mam cię w tyle”.

***

Tymczasem w kościele w Niegowie odczytano kuriewne oświadczenie wzywające osoby, które w jakikolwiek sposób czują się skrzywdzone przez ks. Dariusza W., aby zgłosiły ten fakt proboszczowi lub bezpośrednio kurii. Aleksander nie zgłosił się ani do proboszcza, ani do kurii. Po rozstaniu z Niedźwiedziem przez pewien czas zamieszczał rozpaczliwe wołania na stosownych portalach, potem przepadł bez wieści, kto wie, może wrócił do ojczyzny i znalazł się w rękach separatystów, z natury rzeczy niewiedzących, co to księża delikatność.

Proboszcz św. Trójcy i świeccy mieszkańcy Niegowa do dziś nie mogą uwierzyć, że dali się wikaremu wyprowadzić w pole i nie rozpoznali, z kim tańczą. Rozgrzesza ich to, że ks. Dariusz czysto śpiewał, był miły, bezinteresowny i od człowieka prawie się nie różnił. A Jezus farby nie puścił.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.