Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Autor
Marian Śrut

Jazda po wyklętych

numer 30/2015

 

Przed rocznicą wybuchu powstania warszawskiego do akcji wkroczyła miejska partyzantka.

1 sierpnia od lat jest okazją do działań podejmowanych przez siły wrogie polskiej racji stanu. W tym roku przypuściły one atak na wielu frontach i z użyciem broni niekonwencjonalnej, albowiem nadchodzą wybory. „Nasilają się ataki na pamięć Żołnierzy Niezłomnych. Dziennikarze, pisarze, a także anarchiści relatywizują historię bohaterów,

którzy dla wielu młodych ludzi stali się symbolem polskich aspiracji niepodległościowych” – zauważyła zagrożenie „Gazeta Polska Codziennie”. Dziennikarze zdrajcy pracują w „Gazecie Wyborczej”, a ojczyźnie sprzeniewierzyli się w ten sposób, że na łamach organu Michnika ukazał się komentarz profesora Jana Widackiego z takim passusem: „Zbiorcza nazwa »Żołnierze wyklęci« obejmuje rożnych ludzi, wśród których, niestety, zdarzały się przypadki bandytyzmu”. Pisarzy sprzedawczyków reprezentuje Katarzyna Bonda, autorka kryminału traktującego wyczyny 3. Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego bez należytej czci i prezentując niebezpieczny pogląd, że różne prawdy historyczne doprowadziły do podziałów, nie tylko pośród historyków, ale także wśród zwykłych ludzi. Lecz numer najpodlejszy wycięli anarchiści – w Poznaniu wywiesili banner przedstawiający zdjęcie sterty trupów i napis „Żołnierze Wyklęci – bohaterowie etycznie równi Armii Czerwonej i Wehrmachtowi”.

Szechterowska żmija

Billboard doprowadził do wrzenia w obozie patriotycznym. Jego przedstawiciele z miejsca bowiem ustalili, że zawisł na nośniku firmy AMS, należącej do Agory, wydawcy „GW”. Wobec tego Szymon Szynkowski vel Sęk, pisuar zawodowy, wystosował do właściciela nośnika list, domagając się podjęcia natychmiastowych działań. „W pełni rozumiem, że państwa firma dopuszcza prezentowanie różnych poglądów i punktów widzenia i nie ponosi odpowiedzialności ani nie utożsamia się z treściami prezentowanymi na nośniku. Granicą nieprzekraczalną, która powinna być zachowana przy prezentacji treści wydają się być jednak przepisy prawa, zasady współżycia społecznego i elementarne dobre obyczaje. Treść billboardu zestawiająca Żołnierzy Wyklętych ze zbrodniarzami, którzy napadli w trakcie II wojny światowej na Polskę, dokonując ludobójstwa i zniszczeń naszego kraju w ogromnej skali w żaden sposób nie spełnia wskazanych wyżej norm” – machnął w epistole działacz partii prawej i sprawiedliwej.

W porównaniu z wypowiedziami prawdziwych obrońców ojczyzny było to wystąpienie łagodne. „Czerwona, szechterowska żmija znów podnosi łeb, by prowokować perfidnym pluciem w twarz Narodowi!” – orzekli oni, podkreślając, że nieboszczki na bannerze są niewiadomej proweniencji i mogą to być np. ofiary Armii Ludowej. Lecz wnet wszystko się wyjaśniło.

Ksiądz w łóżku

Dzieło spłodzili członkowie grupy „ManuFAKtura. Artyzantka miejska”, od lat uprawiająca w mieście nie tylko „partyzantkę” bez „p”, ale także, jak twierdzi, terroryzm bez „t”. Najbardziej znane kampanie billboarodowo-plakatowe: o planie zagospodarowania przestrzennego Poznania debatował Hitler z Himmlerem, służbę w armii promowały uśmiechnięte czaszki żołnierzy, do udziału w wyborach zachęcało hasło „Głosuj na Nikogo. Nikt cię nie oszuka”, a do walki o świeckość oświaty skłaniał slogan: „Pedofilia to grzech – żądamy wycofania religii ze szkół!” , co było odpowiedzią na „Konkubinat to grzech – nie cudzołóż” Krajowego Duszpasterstwa Rodzin.

„Jeśli nie będziemy domagać się swoich praw do świeckiej wolności, możemy być pewni, że wkrótce obudzimy się z księdzem we własnym łóżku” – wyjaśniali powody tej ostatniej akcji „artyzanci”.

 

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.