Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Autor
Marian Śrut

Jaki śliczny potworek

numer 21/2016

Po zakazie skrobanek zakaz badań prenatalnych.

Fundacja Pro – Prawo do życia nie dała żyć Pro-Familii z powodu pięciu aborcji. Wszystkich dokonano ze względu na wyniki badań prenatalnych. Wskazywały one „na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu”.

Jeden z zabiegów przeprowadzono, bo lekarze wykryli, że dziecko urodzi się z zespołem Edwardsa. Niektóre z czterdziestu objawów choroby: w czaszce cysta splotu naczyniówkowego (zbiornik z płynem), dolichocefalia, czyli długogłowie, hiperteloryzm (powiększony rozstaw oczu), wąskie szpary powiekowe, stopy końsko-szpotawe, deformacje zgięciowe palców, rozszczep kręgosłupa, wady serca i nerek, zarośnięcie przełyku, niepełnosprawność intelektualna.

Średnia długość życia: 7-14 dni. 95 procent umiera w pierwszym roku życia.

Z poradnika „Ryzyko późnego macierzyństwa”: „Dziecko z zespołem Edwardsa nie jest w stanie samo jeść, dlatego musi być karmione sondą lub przez wytworzoną gastrostomię (przetoka prowadząca wprost do żołądka). (…) Nawet jeśli przeżyje dłużej niż rok, nie jest w stanie samo chodzić, a jego zdolności poznawcze i komunikacyjne są bardzo ograniczone. Stan dziecka jest przez cały czas ciężki i wymaga stałej opieki lekarskiej, nawet jeśli można zabrać maleństwo do domu”.

Przypadek płodu z zespołem Edwardsa dla losów rzeszowskiego szpitala okazał się kluczowy.

Ordynator oddziału ginekologicznego, uzasadniając konieczność zakończenia ciąży, w trakcie wywiadu dla TV, nieopatrznie użył bowiem sformułowania: „Terminacja dotyczyła dziecka z zespołem wad wrodzonych”. Obrońcy życia dziecko we frazie połknęli natychmiast.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.