Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Jądrowe pragnienia Macierewicza

numer 36/2017

Szef MON pieprzy jak potłuczony. Ale jeśli nie pieprzy, to pora zacząć się bać.

Siła gospodarki jest mierzona wielkością Produktu Krajowego Brutto. Mądrale ekonomiczni wyliczają nasz PKB na 470 mld dolarów rocznie. Gdyby to podzielić na mieszkańców Polski, to by wyszło, że nawet w Unii Europejskiej nazwanie polskiej gospodarki silną wywołuje perlisty śmiech.

Siła wojska na papierze wygląda nieźle. Dzisiejsze teoretyczne 120 tysięcy żołnierzy plasuje ją w czołówce europejskiej. Nasi najwięksi sojusznicy z kontynentu nie mają wszak przesadnie wielu żołnierzy. Armie Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii są liczniejsze od naszej nawet nie 2-krotnie. Ba, wojska ci u nas więcej niż ma Białoruś. Ale mniej niż 160 tysięcy skoszarowanych Ukraińców. Tych samych Ukraińców, którym jakoś nie udało się ani utrzymać Krymu, ani odbić Donbasu.

Pewnie dlatego, że przeciwko nim stanęły szacowane na 800 tysięcy ludzi siły rosyjskie. Gdyby zatem myśleć o potencjale żołnierskim zdolnym przeciwstawić się Ruskim, to należałoby wystawić tyle samo wojska, co oni.

I choć brzmi to jak głupi dowcip, wcale takim dla ludzi Macierewicza nie jest. W MON oficjalnie wspomina się o tym, że nasze siły zbrojne powinny liczyć 150-160 tysięcy żołnierzy. Nieoficjalnie coraz częściej komuś wyrywa się fraza o obowiązkowej służbie wojskowej. I to w wersji takiej, jak za komuny, gdy liczebność LWP sięgała ponad 300 tysięcy.

Jednak nawet pisowcy dostrzegają, że łatwe to nie będzie – nie z tego powodu, że nie da się z dnia na dzień wrócić do obowiązkowej obrony ojczyzny. Problemem jest to, że mamy niż demograficzny i nawet gdyby wszystkich młodych, nadających się mężczyzn zapędzić do woja, to więcej niż 150 tysięcy rocznie się z nich nie uskłada. Rada jednak jest.

Pisowcy wpadli na 2 pomysły. Pierwszy: do wojska szłoby się na 2 lata. Drugi: na rok, ale obowiązkowy pobór – tak jak w Izraelu – dotyczyłby również kobiet.

Tak czy inaczej liczba wojska nie przekraczałaby 300 tysięcy. Czy wystarczyłoby to do „samodzielnej obrony ojczyzny”?

Dla ludzi mianowanych przez Macierewicza to za mało. Uważają, że optymalnym rozwiązaniem byłaby 2-letnia obowiązkowa służba wojskowa kobiet i mężczyzn. Dzięki temu mielibyśmy wojsko liczące 550-600 tysięcy. We władzach PiS ta koncepcja jest powszechnie znana. Większość polityków partii rządzącej ponoć gdy o tym słyszy, puka się w czoło. Nie znalazł się jednak nikt, kto wprost by powiedział, że to idiotyzm.

Siła polskiej armii nominalnie jest OK. Ponad 1000 czołgów, więcej niż 3 tys. pojazdów bojowych, 250 wyrzutni rakiet, a nawet prawie 500 samolotów, 250 śmigłowców i niemal 100 okrętów wojennych. A tacy Niemcy mają czołgów 2 razy mniej niż my… Samolotów – ledwie 300 więcej. Podobnie Francja… Statystycznie nie mamy się więc czego wstydzić.

Chyba że znów spojrzymy na Ukrainę. Proszę, ma 4 tys. czołgów i 6 tys. wozów bojowych, ale na Ruskich było to za mało. Przede wszystkim z jednego powodu, takiego, który dotyka i nas. Mnóstwo sprzętu będącego na wyposażeniu armii ukraińskiej i polskiej to złom, ledwie nadający się do ćwiczeń. O jego przydatności bojowej nie ma zatem co wspominać.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • A może wprowadzić służbę jak w wojsku carskim? 20 lat i z głowy.

  • Obowiązkowa, nieobowiązkowa, ale po co do wojska tzw. polskiego?
    Nie lepiej od razu do US Army? YES SIR każdy rozumie, a więcej nie potrzeba.

  • Ten pojeb Antek naprawdę chciałby nas na jakąś wojne posłać,a ja nigdzie nie pójdę dopóki chuja pierwszego w okopach i błocie nie zobacze i to samo tyczy się klechów a co oni kurrrrwa z innej gliny lepieni!

  • Te 500 samolotów to z tymi co Antoś kazał spisac w aeroklubach czyli szybowece i an

  • Miejsce Szalonego Antka jest w wariatkowie. Nie w rządzie. Nie potrzeba nam wojska. Jak Antka ubiorą w kaftan wszyscy będziemy bezpieczni.