Motto tygodnia: Pyton grasuje, a policja protestuje.

Iwan leci migiem

numer 24/2018

Polscy piłkarze wciąż mają szanse, aby zbojkotować mundial i pokazać światu, że mikromanię narodową mamy za sobą.

Wyjazdu do Rosji odwołać rzecz jasna już nie sposób, ale protest może polegać choćby na heroicznym oddawaniu meczów walkowerem i moczu na ruskie pomniki oraz prezentowaniu na każdym kroku gestu Kozakiewicza. Szczegółowy repertuar zachowań zawodników powinien ustalić wielki strateg Adam Nawałka wraz z wracającym do formy po kontuzji prezesem Kaczyńskim, jeszcze większym strategiem. Gra jest warta świeczki, bo korzyści z bojkotu będą dalekosiężne i globalne. Oto najważniejsze.

 

Oko na ofiary

Międzynarodowa opinia publiczna nie może ani na chwilę zapomnieć, że mistrzostwa rozgrywane są w kraju stojącym za zamachem na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kopiąc w gałę, radując się z bramek i gryząc przeciwników po piszczelach, nasze orły przyłożą rękę, a właściwie nogę do „pudrowania znaczonej krwią rzeczywistości”*, przyczynią się do tego, że „świat przymknie oko na ofiary, (…) nie wspomni o niewyjaśnionej do tej pory katastrofie polskiego samolotu Tu-154 M z 96 osobami polskiej delegacji”. Biało-czerwoni nie mają prawa uczestniczyć w takim przedstawieniu. Jeśli odmówią udziału „w festiwalu hipokryzji i obłudy, podczas którego telewizyjna rzeczywistość ociepli wizerunek reżimu”, reprezentacja piastowego rodu i cały ten ród znajdzie się ustach świata i zyska rozgłos większy niż po wysłaniu Hermaszewskiego w kosmos.

 

A więc wojna

Rosja po każdym mundialu wywołuje wojnę.

Mistrzostwa Niemczech w 2006 r. 2 lata później prezydent Lech Kaczyński ogląda rozgrywany w ramach mistrzostw Europy mecz Polska-Austria, z dumą dzierży szalik w barwy narodowe z napisem „aksloP”. Po miesiącu Putin napada na Gruzję, naprzeciw tankom mężnie staje Lech Kaczyński i przeciwstawia się rosyjskim dążeniom imperialnym. Rok 2010, mundial w RPA. Rok później Rosja bombarduje Syrię, prezydent Kaczyński nie żyje, nie przeciwstawia się więc rosyjskim dążeniom i ruskie samoloty latają jak chcą po syryjskim niebie.

Rok 2014 mistrzostwa w Brazylii. Rosja dokonuje napaści na Ukrainę, potwierdzając polityczne proroctwa Lecha Kaczyńskiego.

Ergo: Nie sposób założyć, że po mistrzostwach zorganizowanych u siebie Federacja Rosyjska nie zechce wywołać żadnej wojny. Cóż, „kremlowscy stratedzy wydarzenia sportowe traktują jako pretekst do wyrównania rachunków z państwami, których nie lubią” i nikt tego nie zmieni.

 

Na celowniku

Pytanie jest tylko takie: „Kogo Rosja zaatakuje po mundialu?”. Wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że będzie to jakiś kraj bałtycki. Bałtyk to na razie jedyne nasze morze, a ponieważ Ruscy „skłócili już nas z Żydami, wykorzystując do tego dawnych oficerów i byłych współpracowników sowieckich tajnych służb ulokowanych w Izraelu i teraz sposobią się do zakłócenia jesiennych wyborów samorządowych w Polsce”, przy czym skłócenie nie będzie polegać na prostackim sfałszowaniu, ale na „skłóceniu wszystkich ze wszystkimi, by Polacy skakali sobie do gardeł”, co jednakże ma być ledwie „próbą generalną przed wyborami parlamentarnymi i prezydenckimi”, jasne, że to Polskę Putin ma na celowniku. W tej sytuacji pozbawiony dostępu do barku Sławomir Peszko i Kamil Glik z całkiem stłuczonym barkiem oraz zawodnicy ze sprawnymi barkami nie mogą brać udziału „w imprezie odbywającej się w najbardziej krwiożerczym kraju na świecie”. Kraju, który zaraz po mundialu uderzy na Rzeczpospolitą, ich ojczyznę.

Bojkot w wykonaniu Lewandowskiego i spółki niechybnie zachęci do protestu inne nacje, a wtedy pojawi się światełko w tunelu, czyli nadzieja, że mundial zostanie odwołany i Rosja po mistrzostwach wyjątkowo wojny nie wywoła, za co świat będzie Polsce na kolanach dziękował.

 

Całość na łamach

* Wszystkie cytaty pochodzą z prasy prawicowej, m.in. z „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie” i „Warszawskiej Gazety”.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.