Motto tygodnia: Do Wolski przyjechał pan, prawdziwy pan. Jaśnie pan Erdoğan.

Autor
Marian Śrut

Iść po makach i ginąć

numer 45/2015

Rzeczpospolita obojga Biniendów.

Prof. Wiesław Binienda, główny ekspert zespołu badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej pod przewodem Antoniego Macierewicza, oraz dr Maria Szonert-Binienda, małżonka profesora, przybyli do Polski, żeby wziąć udział w wyborach. Bo choć mieszkają za Wielką Wodą, zameldowani są w kraju natrętnie mylonym w USA z Czechami – i prawo wyborcze posiadają.

Profesor nie zdradził, na jakiej liście postawili krzyżyk, ale zaznaczył, że głosowali po polsku, czyli najpierw kościół, potem urna, co raczej trudno uznać za przejaw preferowania ZLewu lub Adriana Zandberga. Tak czy siak Akademicki Klub Obywatelski im. Lecha Kaczyńskiego w Poznaniu wykorzystał okazję i poprosił państwa Biniendów o wygłoszenie referatów. Zgodzili się ochoczo.

Wykład samca

Binienda samiec solo produkował się na Politechnice Poznańskiej, gdzie zaprezentował wykład „Eksperymentalne i numeryczne badania przyczyn katastrofy Tu-154 M w Smoleńsku”.

W nowej Polsce, a więc prawej, sprawiedliwej i grosza na dzieci nieszczędzącej, nikt nie zapytał rektora uczelni o zgodę na jego wygłoszenie. W wywody profesora, wskazujące, że przyczyną katastrofy w Smoleńsku była eksplozja ładunku liniowego umieszczonego na skrzydle samolotu, z uwagą wsłuchiwało się kilkunastu profesorów i kilkudziesięciu doktorantów, ale żaden nie zadał choćby pytania. Tym samym teoria Biniendy zyskała silną legitymację, co dziwić nie może, albowiem prawda budzi wątpliwości wyłącznie w umysłach tępych i niepojmujących wyzwań dziejowych. Lecz było to ledwie marne preludium.

Wykład samicy

Wieczorem profesor te same rewelacje ogłosił w poznańskim Pałacu Działyńskich, ale przedstawienie skradła mu małżonka. Zapowiedziano ją jako bohaterkę intelektualną, czyli zasługującą na większy szacunek niż bohaterka wojenna odnosząca rany na barykadach powstańczych. Dr Maria Szonert-Binienda w pełni zasłużyła na tę pochwałę w trakcie prezentacji wykładu „Kontekst katastrofy smoleńskiej”, rozwijając skrzydła niczym tupolew.

Publikę stanowili wyłącznie członkowie i sympatycy AOK im. Lecha Kaczyńskiego, zatem naukowy wywód rozpoczęła zgodnie ze standardami nauki smoleńskiej: od stwierdzenia, że Polacy nie wybrali do Senatu Marii Anders, córki generała Andresa, bo wskutek działania postkomunistów mają niską świadomość historyczną. Po czym zrugała Polaków za to, że do tego samego Senatu wybrali Bogdana Klicha, człowieka, który rozkazał generałom Wojska Polskiego, żeby wleźli na pokład tupolewa, a sam z nimi nie poleciał. Dr Szonert-Binienda nie wyjaśniła, czy psychiatra kierujący resortem obrony wiedział, że szykowany jest zamach i dlatego nie wybrał się w podróż do Katynia, ale nie musiała: publiczność wyraziła dezaprobatę wobec wyboru zdrajcy głośnymi pomrukami.

Tezy i dowody samicy

Amerykańska uczona uspokoiła atmosferę, wyrażając nadzieję, że w następnych wyborach elektorat się zrehabilituje i zdrajcom mandatów nie powierzy, ale zaznaczyła, iż aby to było możliwe, jest jeszcze wiele do zrobienia. Wtedy na ekranie pojawił się długo wyczekiwany napis: „Dlaczego Prezydent Lech Kaczyński musiał zginąć?” – co znaczyło, że prawdziwe przedstawienie czas zacząć. Pani doktor konieczność uśmiercenia prezydenta wyjaśniła jasno i przekonująco:

  1. a) w kwietniu 2008 r. podczas szczytu NATO w Bukareszcie do Sojuszu nie przyjęto Gruzji i Ukrainy, ani nawet nie obiecano tym krajom, że kiedykolwiek zostaną przyjęte, ale Lech Kaczyński odniósł wielkie zwycięstwo: szefowie paktu oświadczyli, że z radością witają aspiracje obu państw do przystąpienia do NATO; Rosjanie ponieśli straszną porażkę i ze zgryzoty kilka miesięcy później najechali na Gruzję;
  2. b) Lech Kaczyński natychmiast poleciał do Tbilisi na wywołaną wskutek swego zwycięstwa wojnę i tam ogłosił, że sąsiedzi pokazali twarz znaną Polsce od lat, co Rosjan doprowadziło do furii;
  3. c) wyrazem wściekłości sowietów było oświadczenie ichniego ministra od sytuacji nadzwyczajnych; stwierdził on, że ruski parlament powinien wprowadzić odpowiedzialność za negowanie sowieckiego zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej, a liderzy krajów, którzy temu zaprzeczają, czytaj Lech Kaczyński, powinni mieć zakazany wstęp na ziemię rosyjską;
  4. d) oddziały ministerstwa sytuacji nadzwyczajnych jako pierwsze dotarły na miejsce tragedii smoleńskiej;
  5. e) we wrześniu 2009 r. z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny Lech Kaczyński przypomniał, że w 1938 r. wybrano hańbę zamiast honoru, a wojny i tak nie uniknięto, co Putina doprowadziło do szewskiej pasji, bo nasz prezydent powiedział światu, iż polityka ustępstw zawsze prowadzi do tragedii;
  6. f) świat co prawda nie słuchał Lecha Kaczyńskiego i Barack Obama ogłosił politykę resetu wobec Rosji, ale myśl o konieczności zgładzenia polskiego prezydenta zaczęło nabierać realnych kształtów;
  7. g) 17 września 2009 r. – rocznica napaści ZSRR na Polskę; tego dnia USA wycofały się z pomysłu instalowania tarczy antyrakietowej w RP; sowieci także wiedzieli, jak ważna to dla nas data, przeprowadzili więc atak cybernetyczny na polskie instytucje rządowe;
  8. h) nasz Sejm podjął uchwałę, że w 1939 r. Polska padła ofiarą dwóch totalitaryzmów, czyli postawił stalinizm i nazizm na tym samym poziomie, co było kolejnym policzkiem wymierzonym Rosjanom przez Lecha Kaczyńskiego;
  9. i) prezydent poleciał do Nowego Jorku i powiedział, że trzeba zmienić sposób myślenia o Rosji; ponadto zapowiedział, że mimo iż nie przysparza mu to popularności, lecz jedynie bólu, będzie kontynuował walkę, co było prawie jak wypowiedzenie wojny.

Wniosek: Za tę postawę Lech Kaczyński musiał zapłacić cenę najwyższą.

Postulaty samicy

Już tym logicznym wywodem uczona dowiodła, że prezydent musiał zginąć, ale aby nie pozostawić złudzeń, przypomniała, że Rosja z Polską prowadzi wojnę. Na razie hybrydową, opartą na dezinformacji i manipulacji.

Według dr Biniendy moda na wyśmiewanie licznych dokonań prezydenta tysiąclecia jest tejże wojny przejawem, a udział w niej biorą nie tylko ruskie służby, ale także media polskojęzyczne typu „Gazeta Wyborcza”. Zmagania wojenne zapoczątkowano w 2008 r. po ogromnym sukcesie Lecha Kaczyńskiego na szczycie NATO w Bukareszcie, polegającym na wydaniu oświadczenia o radosnym powitaniu aspiracji Ukraińców i Gruzinów. Od tego czasu aż po dziś samotnie walczący z imperializmem rosyjskim bohater wielu narodów przedstawiany jest w Polsce jako uparty nieudacznik i zawistnik mający problem z operowaniem językiem polskim, co jest zgodne ze starą zasadą zamachowców: polityczne morderstwo najpierw trzeba sprzedać społeczeństwu, a propagandową akcję należy zacząć długo przed egzekucją. Innymi słowy Polakom wmówiono, że Lech Kaczyński był takim głąbem, że Rosjanie nie mieli powodów, by go zgładzić.

Owacje dla samicy

„Operacja Kaczyński” prowadzona przez Rosjan przy pomocy polskich zaprzańców trwa, ale nie jest to jedyna kampania sowietów. W najlepsze prowadzą „operację Macierewicz” (dowód: Macierewicz po przeczytaniu pytania, czy Tusk był agentem Stasi, odpowiedział, „poznacie go po owocach”, a szum medialny powstał taki jak gdyby przespał się z papieżem), „operację Jarosław Kaczyński” (ten dobrotliwy i łagodny patriota przedstawiany jest jako demon), a także „operację Binienda”. Ta ostatnia jest kluczowa z punktu widzenia polskiej racji stanu, co uczona pominęła zapewne przez skromność. W jej ramach w organie Michnika ukazał się tekst oskarżający ekspertów zespołu Macierewicza, w tym małżonka pani doktor, iż ich wiedza o wypadkach lotniczych opiera się na tym, że w młodości sklejali modele samolotów i widzieli w szopie wybuchy. Publikacja ujrzała światło dzienne 17 września, a Grand Press za najlepszego newsa otrzymała 13 grudnia. To oczywisty dowód, że maczali w tym palce oprawcy Lecha Kaczyńskiego, bo kto, jeśli nie oni, lubi policzkować Polaków w momentach ważnych i symbolicznych?

Na koniec Maria Szonert-Binienda zaprezentowała dane wręcz porażające: w 2008 r., gdy prezydent Lech Kaczyński jeszcze walczył z rosyjskim imperializmem, 71 procent Polaków wyrażało gotowość oddania życia za ojczyznę. 6 lat później już tylko co piąty.

– Ale to już się skończyło, bo wreszcie nadeszły lepsze czasy dla patriotów i niepokornych uczonych! – zawołała radośnie Binienda.

Głos z sali: – Niech pani doktor wskaże tych, co nam młodzież zdeprawowali, nam potrzebne są nazwiska

Pani doktor: – Okay!

Owacje na stojąco.

Cóż, w Polsce Macierewiczów i Biniendów nazwiska sprawców są najważniejsze. A gdy wojna hybrydowa przejdzie w totalną, Polacy pokażą, że gotowi są nie tylko wybierać wyłącznie Marie Anders, ale także ginąć pięknie jak pod Monte Casino. Beata Szydło to tylko pokrywka, a pod nią maki zamiast rosy piją polską krew.

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.