Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Hańba trzeciomajowa

numer 19/2017

O tym, że Konstytucja 3 Maja wcale nie była drugą na świecie, nie była też nowoczesna ani demokratyczna, za to stała się największą tragedią narodu polskiego, „NIE” rozmawia z prof. JACKIEM MATUSZEWSKIM, kierownikiem Katedry Historii Państwa i Prawa Polskiego, Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

– Dumnie obchodzimy co roku święto Konstytucji 3 Maja, aktu stanowiącego nowoczesne państwo polskie, a Panu to się nie podoba?

– Wciąż słyszymy o Konstytucji 3 maja te wzniosłe słowa o ratowaniu ojczyzny i tak dalej. Tylko że w ogóle nie o to chodziło. 2 lata wcześniej, w 1789 r. w Paryżu rozpoczęła się rewolucja francuska. Arystokracja ucieka, księży się rżnie, szykuje się jakobinizm, przewraca się dotychczasowy porządek. A polska szlachta niby myśli o reformie państwa? Żeby było wszystkim dobrze?

– Oni myślą o ratowaniu swoich czterech liter?

– Tak! I to jest właśnie Konstytucja 3 maja. Reformy państwa rozpoczęto wcześniej w 1764 r. od czasu, gdy na tron wstąpił Stanisław August, a raczej wsadziła go caryca Katarzyna. W 1768 r. ustanowiono Prawa Kardynalne, w których są podstawowe zasady ustrojowe. I to jest konstytucja w naszym dzisiejszym rozumieniu.

– A jest inne rozumienie tego pojęcia?

– Tak, i to jeszcze bardziej komplikuje sprawę. W państwie szlacheckim konstytucją nazywano każde prawo, każdą ustawę sejmową. Były uniwersały, czyli ustawy podatkowe, i konstytucje, czyli wszystkie pozostałe. My posługujemy się terminem konstytucja w tym jednym oświeceniowym znaczeniu, tymczasem dla nich konstytucją był dowolny akt uchwalony przez Sejm. Każdy akt, nawet taki o wynagrodzeniu starosty oświęcimskiego albo o tym, że na dziurawych drogach nie pobiera się opłat od furmanów. Nawiasem mówiąc, Konstytucja 3 maja została uchwalona nielegalnie…

– To znaczy?

– Po pierwsze obowiązywała rozsądna zasada, że każdy akt, którym ma się zajmować Sejm, ma być dostarczony posłom na 3 dni wcześniej. Wcześniej praktyka była taka, że posłowie uchwalali coś, jakieś konstytucje, a później dopiero to było spisywane. Rozumie pan, jakie były tego konsekwencje?

– Nie poznawali tego, co uchwalili?

– Dokładnie. Dochodziło nawet do takich sytuacji, że po Sejmie wszystkie konstytucje przezeń uchwalone palono, a na następnym Sejmie wszystko odwoływano. Całe dzieło Sejmu 1658 r. kolejny Sejm uchylił. Mówię o tym, żeby podkreślić, jakie znaczenie miał obowiązek zaprezentowania tekstu 3 dni przed jego uchwaleniem…

– Tak samo jak teraz, zdarza się, że posłowie otrzymują akt prawny na kilka godzin przed głosowaniem i nie bardzo wiedzą, za czym głosują…

– Poseł musi wiedzieć, za czym głosuje, a w przypadku Konstytucji 3 Maja większość nie znała tekstu. Sejm był nielegalnie przedłużony. Nielegalnie powiększono jego skład. Po dwóch latach próżnego gadania, gdy nic nie uchwalili, postanowili dobrać dodatkowych posłów, po to by tzw. patrioci, mieli przewagę. Ale nie mieli, wobec tego Sejm był skonfederowany, uchwały w związku z tym zapadały większością głosów. Nie było wymogu jednogłośności. Oczywiście, jak to w państwie szlacheckim, złożono natychmiast protest w tej sprawie. Protest nieskuteczny, bo ci, którzy chcieli Sejmu skonfederowanego, mieli większość.

– Czy Sejm wtedy był wszechwładny?

– Sejm przejął całkowitą władzę w państwie. Na początku zlikwidował Radę Nieustającą, która była w istocie znakomicie, sprawnie działającym rządem. Nazywali ją wtedy Zdradą Nieustającą, carycy Katarzynie na złość, bo to na jej polecenie rada powstała. Gdy popsuli radę, to przez 4 lata rządził Sejm, czyli, delikatnie mówiąc, było bezhołowie. Wracając do samej konstytucji… Mamy okres Wielkiej Nocy, szlachta rozjechała się do domów, uprzednio ustalając, że ponownie spotka się 5 maja. Ale po cichu swoim powiedziano: przyjedźcie 3 maja. Zebrano wojsko, wytoczono armaty, na galerię wpuszczono specjalnie dobranych mieszczan, kibiców, jakbyśmy to dzisiaj nazwali. To wszystko musiało robić wrażenie. Obrady, jak opisują, trwały około ośmiu godzin. Oszukiwano zebranych, np. odczytano depesze sprzed dwudziestu lat, przedrozbiorowe, ze stolic europejskich, np. z Wiednia, że grozi nam wejście obcych wojsk. Ci związani z obozem królewskim jęczeli, że biedna ojczyzna, co to będzie, trzeba coś zaradzić. No i któryś z nich mówi, że król akurat ma projekt. Najjaśniejszy panie, ratuj ojczyznę, ratuj nas przed zagładą!

– Czyli to król przyniósł projekt?

– Król łaskawie. To było byle jak napisane. Poziom legislacyjny wówczas był oczywiście marny, a to jest wyjątkowe źle napisane, na kolanie. Dużo wzniosłych słów, mało precyzji. Doszło oczywiście do rozróby. Np. poseł kaliski Jan Suchorzewski przyprowadził kilkuletniego syna, nóż mu przyłożył do gardła i groził, że go zabije. Nie chcę, żeby dziecko żyło w takim ucisku – krzyczał. Furiata złapali, zabrali mu nóż. Dziecko podobno ze strachu zmarło.

– A jak przebiegało głosowanie?

– Głosowania w zasadzie nie było. Król podniósł rękę, bo chciał coś jeszcze powiedzieć, a wtedy ktoś krzyknął: „Król jest za konstytucją!”. Zwolennicy konstytucji, wcześniej zresztą zaprzysiężeni, że będą za nią głosować, zakrzyczeli wszystkich. Marszałek Sapieha, który miał wątpliwości, chciał protestować, został wzięty na ręce i pod hasłem „Niech żyje marszałek!” podrzucano go do góry.

 

Całość na łamach

 

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Malo tego to byla konstytucja dla dobrze urodzonych a nie pospolstwa i plepsu. Taka demokracja dla elit.

  • Gdyby nie było Konstytucji, nie byłoby tez Targowicy. Rzeczpospolita pewnie przetrwałaby w granicach I rozbioru do 1796 r., czyli do śmierci imperatorowej. Jej syn Paweł I miał słabość do Polaków, a później przyszła epoka napoleońska. I chyba bylibyśmy w lepszej sytuacji, jako państwo przynajmniej formalnie niepodległe.