Motto tygodnia: Może tym razem się uda – mówi do nowego rzecznika prezydent Duda.

Gruzin, finka i Ziobro

numer 1/2018

Obrona tylko dla bogatych Polaków.

Gruzin. Fizjoterapeuta po Akademii Medycznej w Baku. Mistrz Gruzji w judo. Obcy.

Ale Beka G. ożenił się z Polką. Nauczył się języka, tutaj zamieszkał.

– Ojczyzna z wyboru – mawiał. Dalej uprawiał sport.

– Wielki talent, sukcesy w Pucharze Polski. Na razie brązowy medal – opowiadał dziennikarzom jego trener.

O Bece zrobiło się bardzo głośno nie z powodu sportu, ale noża. W sylwestrową noc 2014 r. zabił Artura S. z Krosna, ale sprawa zakończyła się pod koniec grudnia 2017 r. Zadźganym był chłopak z „dobrej rodziny”, 23 lata. Ofiara przyjechała do Bukowiny Tatrzańskiej z tych samych powodów, co judoka. Żeby się zabawić. Obaj panowie byli z rodzinami.

Polakowi towarzyszyła grupa rówieśników – czterech kolegów, 3 koleżanki. Judoce żona Polka, jej siostrzeniec i kumpel z Gruzji z rodziną. Żona i dwójka małych dzieci.

 

Polski honor

To miał być fajny Sylwester. Ci z Krosna spędzili popołudnie w Zakopanem. Popijali alkohol. Za dużo ludzi, trzeba uważać, aby na deptaku kogoś nie potrącić – uznali. Noc postanowili spędzić w Bukowinie. Z pensjonatu wywabiła ich muzyka. Dochodziła z „Karczmy pod świerkiem”. To było to.

Zsunęli stoliki, zamówili alkohol. Zrobili po kusztyczku. Wtedy pojawili się Gruzini. Prosto ze stoku. Z nart.

– Ty, kurwa, daj zapalniczkę – usłyszeli nowi przybysze na dzień dobry.

– Proszę grzeczniej! – poprosił Beka. Mówił z obcym akcentem.

– Ruski! – nie mieli wątpliwości Krośnianie.

Kilka tygodni wcześniej Rosjanie zajęli Krym.

– Co on tu robi?! Niech wypierdala do siebie.

Ktoś z obsługi usłużnie podał ogień.

– Widać było, że może być ostro – wspominała potem kelnerka. Gruzini ewakuowali się na pięterko.

– Chodźmy stąd, dzieci są zaniepokojone – powiedział któryś. Rzeczywiście gówniarstwo piszczało. Głośna muzyka, rozochocone towarzystwo, krzyki.

Mężczyźni wyszli z knajpy znaleźć inne miejsce. Obeszli pobliskie lokale. W okolicy żadnego wolnego stolika. Wrócili „Pod świerk”. Przecież dzieci musiały zjeść kolację.

– Ci z Krosna szukali zaczepki z Gruzinami i poszli na piętro. Próbowałem ich uspakajać – zeznał potem właściciel.

– Pytali mojego chłopaka, czy w razie czego stanie po ich stronie – mówiła Irena, która spędzała Sylwestra w tej samej knajpie. „Tak jak nasi dziadkowie walczyli przeciw Ruskim, tak i my”.

Gruzini opuścili restaurację przed północą. Uregulowali w barze rachunek, zamierzali grzecznie odjechać. Mężczyźni z grupy polskiej wstali od stołu, jeden chwycił kufel w charakterystyczny sposób, jak gdyby chciał nim uderzyć.

– Jak mogliście wpuścić Ruskich do lokalu?! – krzyczała jedna z dziewcząt.

– Jeden rzucił w naszą stronę „polskie kurwy” – zeznawał Daniel G. – Każdy ma jakiś honor. Podniosłem się urażony i poszedłem wyjaśnić sytuację.

– Kobieta, która była z Gruzinami, poprosiła, żeby zostawić ich w spokoju. Już wychodzą i są z dziećmi – zeznał któryś z gości. Jedna z gruzińskich żon zadzwoniła na numer alarmowy. – Pomocy, jesteśmy atakowani! – prosiła.

Polaków było czterech, Gruzinów dwóch. Obarczonych kobietami i dziećmi. Polacy mieli noże.

– Restauracyjne, tępe – bagatelizowała potem w sądzie obrona. Atakowanym udało się schronić w samochodzie. Polacy otoczyli wóz. Nie pozwalali odjechać. Dzieci płakały.

Beka wysiadł. Ci z Krosna ruszyli za nim gromadą. Mistrz judo pokazał klasę. Nie potrafili go złapać, uderzyć ani przewrócić.

– Zauważyłem u któregoś napastnika nóż. Wyrwałem go – wyjaśniał policji.

Wszystko trwało może pół minuty. Krośnianin Artur S. się przewrócił. Jego kolega zaczął krwawić.

– Był przyklejony do Beki – twierdzą świadkowie. – Gdy Artur osunął się na ziemię, Polacy odstąpili od pościgu. Gruzini odjechali do Warszawy, bojąc się, że miejscowi zorganizują kolejny kipisz.

Beka nie miałby kłopotu z ucieczką do Tbilisi. Ale ożenił się z Polką. Chciał tu żyć. Pomyślał, że stawi czoło Temidzie. Przecież działał w obronie własnej.

– Byliśmy w szoku. Miał sam zgłosić się na policję. Ale telewizja już wydała wyrok. Zanim wróciliśmy do domu, dowiedzieliśmy się, że Artur nie żyje. Dostał cios w serce. Ten drugi jest w szpitalu. Ranny w dolną część pleców i pośladek. On dosłownie wisiał na mężu, który próbował go strącić. O Bece mówiono „nożownik”- tłumaczyła Sylwia B.

Prokuratura Rejonowa w Zakopanem oskarżyła Bekę o rozmyślne zabójstwo i próbę zabójstwa. Zażądała 15 lat więzienia.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 5 komentarzy

Odpowiedz na „taki powinien być wyrokAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.