Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Gówno na ekrany

numer 49/2015

Kaczyński kupi od nas radio i telewizję za 138 zł.

Rok temu, w 33. rocznicę wybuchu stanu wojennego, na placu Trzech Krzyży w Warszawie PiS rozpoczęło „Marsz w obronie demokracji i wolności mediów”. Wszystko wskazuje na to, że marsz był długi i właśnie dobiegł końca.

Opadnie wreszcie to, co prezes Kaczyński w poszydłowym exposé nazwał „kurtyną, na której wyświetla się film dla maluczkich, ale rzeczywistości nie widać”. Dla niekumających wypada dodać, że to było zdanie o telewizji. Głównie publicznej, ale nie tylko.

Na przerabianie filmu dla maluczkich na rzeczywistość nie trzeba będzie długo czekać. Lada chwila PiS złoży w Sejmie projekt nowego prawa. Prawa, dzięki któremu naród odzyska media. Czy trzeba dodawać, że w tej retoryce, gdy mówimy naród, to myślimy partia? Partia Prawo i Sprawiedliwość.

Jarosław Sellin i Krzysztof Czabański (którzy dziś z urzędu zajmują się odbijaniem mediów) przed wyborami wypowiadali jedynie ogólniki. W kampanijnym rozdaniu rola specjalistki od telewizji przypadła Barbarze Bubuli. To ona oznajmiła, że zamiast mediów publicznych będą narodowe i na dodatek zamiast spółek skarbu państwa staną się instytucjami kultury. Oczywiście „z jednoosobowymi zarządami złożonymi z wybitnych przedstawicieli kultury i mediów”. 75 proc. ich budżetu powinny stanowić środki budżetowe wynoszące 1,5 mld zł.

Hajs ten ma „umożliwić ograniczenie liczby reklam i produkcji komercyjnych oraz zastąpienie ich przez programy realizujące misję publiczną”. Będą zatem filmy i produkcje o historii, „oparte na klasycznych dziełach polskiej literatury”, filmy dokumentalne i reportaże oraz filmy animowane dla dzieci. 2 seriale historyczne rocznie to obowiązkowe minimum dla mediów publicznych. Bubula zapowiedziała więcej programów edukacyjnych oraz „poważnych programów informacyjnych i publicystycznych”. A emitowane one będą w porach najwyższej oglądalności. Jeśli komuś przychodzi skojarzenie z ramówką Telewizji Trwam, to słusznie. Zapowiadana bowiem przez Bubulę telewizja nie będzie liczyła się z nikim i niczym, z wyjątkiem akceptacji władz PiS. A że nie będzie miała widzów? Kto powiedział, że nie?

***

Komercyjna konkurencja telewizyjna ma się dostosować do linii partii. A jak się nie dostosuje, to PiS zacznie się przyglądać „konsolidacji mediów przez zagraniczne firmy”. I nie daj Boże, żeby któryś koncern skupił „więcej niż 20-25 proc. spółek z określonego segmentu mediów”. Biorąc pod uwagę, że tort telewizyjny jest podzielony z grubsza na 3 części (TVP oraz dzieci i wnuczki Polsatu, tudzież TVN), to z udowodnieniem 25-procentowego udziału PiS nie będzie miało problemu.

Bubula zdradziła coś jeszcze. Ma się pojawić więcej mniejszych nadawców. A to dzięki obniżeniu „opłat za koncesje i częstotliwości dla mediów wykorzystujących nie więcej niż połowę ustawowego czasu reklamowego” oraz – uwaga! – dzięki zlikwidowaniu opłat za częstotliwości dla nadawców społecznych.

***

Kto rządzi częstotliwościami i koncesjami? Konstytucyjny organ o nazwie Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Dzięki zapowiedziom Bubuli było jasne, że po wyborach członkowie KRRiT – podobnie jak dekadę temu ich poprzednicy – powinni zacząć się pakować.

Słowo Bubuli staje się ciałem. W projekcie ustawy stoi jak byk, że TVP i Polskie Radio ze spółek prawa handlowego przemienią się w narodowe instytucje kultury. Dzięki temu posunięciu dojdzie do wymiany zarządów.

Ponieważ instytucji państwowych nigdy dosyć, powołana zostanie Rada Mediów Narodowych. Jej pięciu członków będzie działało niezależnie od KRRiT, której z powodu braku większości konstytucyjnej PiS nie może jeszcze zlikwidować.

Radców medialnie narodowych, tak jak w przypadku KRRiT, wybiorą Sejm, Senat oraz Prezydent RP. Obie izby parlamentu są pisowskie. Duda jaki jest, każdy widzi. I dlatego pytanie o pluralizm polityczny Rady Mediów Narodowych jest zbyteczne.

KRRiT, według koncepcji PiS „stanie na straży wolności słowa”. Stanie jeszcze bardziej niż ta w ostatnim składzie, która na telewizje nakładała na prawo i lewo kary finansowe. Raz 5000 zł dla TVP za grepsy kabaretu Limo zaskarżone do rady przez Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski za „rozpowszechnianie treści godzących w uczucia religijne katolików oraz sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym”. A raz 250 000 zł dla TVN za „emisję treści zagrażających prawidłowemu rozwojowi małoletnich”.

Jeśli tak wyglądał liberalizm platformianej rady, to Solorz i właściciele TVN powinni liczyć się z tym, że jak podskoczą, to wszystko, co zostanie pokazane lub powiedziane w ich telewizjach, będzie obłożone dowolnie wysoką karą.

***

Skąd pewność, że skład KRRiT mimo kadencyjności ulegnie całkowitej zmianie? Stąd, że rada jest ustawowo zobligowana do przedstawiania Sejmowi, Senatowi i Prezydentowi corocznego sprawozdania. A jak sprawozdanie się nie spodoba, to prawo nakazuje radę rozgonić i wybrać do niej nowych ludzi.

Nowi przedstawiciele ludu pisowskiego w radzie dzięki nowej ustawie będą mogli za czapkę gruszek dać dowolną koncesję każdej wspieranej przez SKOK-i telewizji.

Właśnie temu ma służyć zapowiadana przez Bubulę obniżka taryf. Bierecki nie jest głupi i zna lepsze sposoby zagospodarowywania szmalu SKOK-ów niż płacenie państwu według obowiązujących teraz taryf.

Kolejnym beneficjentem nowego prawa medialnego będzie redaktor dyrektor Rydzyk. Nadawcy społeczni mają przecież za koncesje nie płacić. Nadawcami społecznymi są media z Torunia.

***

Pomysł na zdobycie 1,5 mld zł niezbędnych do finansowania mediów, których nikt nie będzie oglądał, jest prosty. Zamiast abonamentu pojawi się „opłata audiowizualna”. Wyniesie ona ok. 10 zł. Do tej chwili nie zdecydowano, kto będzie pobierał opłatę. Opcje są dwie: jedna z wykorzystaniem podatków PIT i CIT, druga z doliczaniem dychy do rachunków za prąd.

Co jest genialnego w koncepcji opłaty audiowizualnej powszechnej i obowiązującej nawet tych, co nie mają radia ani telewizora? To, że zostanie sprzedana propagandowo jako działanie rządu PiS na rzecz obywateli. Jeszcze powszechniejsze niż 500 zł na dziecko. Bo jeśli teraz abonament RTV wynosi 21,50 zł, to po nowelizacji w kieszeni każdej polskiej rodziny zostanie każdego roku 138 zł.

I wyjdzie na to, że za równowartość 7 butelek taniej wódki Polacy bez szemrania oddadzą Kaczyńskiemu media elektroniczne.

Gdy Rada Mediów Narodowych zostanie powołana, na jej czele stanąć ma obecny wiceminister kultury red. Krzysztof Czabański. Z prezesem Kaczyńskim związany od zawsze. W swoim czasie – w 1993 r. – wspólnie z Kaczyńskim i Sławomirem Siwkiem oskarżany o działanie na szkodę Fundacji Prasowej „Solidarność” poprzez rzekomo nielegalne finansowanie przez nią PC.

Na czele Telewizji Polskiej S.A. stanąć miałby drugi wiceminister kultury red. Jacek Kurski. W ten sposób w końcu będzie po raz pierwszy ważniejszy medialnie od Jarosława Kurskiego i uleczy kompleks starszego brata.

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Niech będzie i ten PIS, byleby filmów reklamami nie przerywali. To nie Ameryka!

    • Reklamami z pewnością nie będą przerywać bo telewizja pisowska będzie taka, że ludzie robiliby sobie herbatę i sikali między reklamami.

    • Między filmami będzie modlitwa i kazanie. Dnia następnego Pan Dozorca Anioł będzie odpytywał.

  • A niech robią, co chcą. Bo większego syfu. jak za obecnej koterii już być nie może.
    Mnie tam już wszystko jedno, dawno pożegnałem się z marzeniami o przyzwoitej telewizji publicznej w tym kraju. Jakoś przeżyjemy, a co nas nie zabije to nas wzmocni.

  • Niedlugo juz politycy z PiS-u (wraz ze swoim naczelnikiem) oglosza, ze „raz zdobytych mediow nie oddamy juz nigdy”!