Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Głupszy od gówna

numer 12/2016

Sądowe potyczki nauczycielki z wychowankiem.

Tego jeszcze nie było. Uczeń Technikum Elektrycznego w Bydgoszczy, nazwijmy go Piotrem, doniósł na matematyczkę.

– Pani przeklina podczas lekcji – zarzucił jej.

W odwecie Beata (imię nauczycielki zmieniłam) oskarżyła go o złośliwe niepokojenie.

– Udowodnię swoją rację przed sądem – zapowiedział.

Właśnie odbyła się pierwsza rozprawa. Oświatowe trzęsienie ziemi.

 

Kwiecień 2015 r. – Dość tego. Lekceważysz wszystko. Nie dopuszczę cię do matury – powiedziała Piotrowi Beata.

– Dym mu poszedł uszami – pamiętają koledzy.

Napisał skargę do dyrektorki szkoły. Nie w sprawie niedocenienia przez belferkę jego matematycznych talentów, ale języka, którym posługuje się Beata. Bo czy można w normalnym tempie przyswajać zawiłości tabliczki mnożenia, jeśli między liczbami pojawiają się przekleństwa? Choć o niedopuszczeniu do matury też wrzucił kilka zdań. Że Beacie chodzi o poprawienie wyników zdawalności matur z jej przedmiotu i dlatego wywiera presję na słabszych uczniów, aby w ogóle nie podchodzili do egzaminu.

Piotr dołączył nagranie. Nic nadzwyczajnego. Takie tam:

„Czy mam ci urwać łeb przy samej dupie?”, „Po chuj pierwszy wyraz, zamknijcie jadaczki”, „Ja pierdolę”, „Ręce z kieszeni, nie grzeb sobie przy mnie”, „No jak ja cię kopnę w dupę”, „Se, kurwa, jaja robicie, kurwa, zapytam się debila z gimnazjum i będzie wiedział”.

Oraz oświadczenia kolegów, że podczas sprawdzianu matematyczka naruszyła cielesność Piotra, zamachując się kalendarzem.

Od tej chwili cała szkoła skupiła się na słownictwie używanym przez Beatę.

„Jako uczniowie akceptujemy, wręcz pochwalamy, metody pracy oraz postawę tej pani” – napisali uczniowie pierwszej klasy. Pod kolejnym listem parafy postawiła prawie cała inna pierwsza klasa: „Nigdy nie zwracała się wulgarnie ani agresywnie wobec nas, a wszelkie uwagi co do naszego zachowania były przedstawiane w sposób kulturalny”.

Dyrekcja doceniła zgłoszony problem językowy. Postanowiła zapytać innych uczniów z klasy Piotra, jak dobrze matematyczka zna język polski. Bo może powierzchownie, wyłącznie dzięki lekturze „Pana Tadeusza”?

– Swojara, językowo też nie odstaje – pochwalili uczniowie. W ankiecie przyznali, że matematyczka poprawną polszczyznę zarezerwowała jedynie dla klasowej elity: „W przypadku uczniów, którzy nie uczyli się, nie chodzili na zajęcia dodatkowe i nie poprawiali w ustalonym terminie ocen, reagowała emocjonalnie, używając słów żargonowych, często wulgarnych”.

całość na łamach

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Szkoły wychowują pizdy i cwaniaków.
    Szkoda mi tej baby, bo technika kiedy były w cenie, dziewucha z mojej klasy pytała się po 3 latach liceum gdzie się dowód osobisty wyrabia.

    No ja pierdole.

  • Wystarczy przejść obok jakiejkolwiek szkoły, żeby zrozumieć kobietę. Mówiła do nich językiem jakiego używają. To jest dobry przykład hipokryzji, choć może nie bontonu.

  • Ma racje koleś. Te nauczyciele to jest halastra.