Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Autor
Michał Marszał

Gdzie Kuchcińskich sześć, tam nie ma co jeść

numer 21/2018

Marek Kuchciński – w młodości lewicujący hippis o ksywie Członek – narzekał podczas przedwyborczego spotkania w Koprzywnicy na protestujących w Sejmie niepełnosprawnych, twierdząc, że „ich wyżywienie kosztuje” i „ktoś musi za to zapłacić”.

Dzieci na wózkach poobgryzałyby być może drzewa na Wiejskiej i zapiły je rosą, gdyby czołowy polityk PiS nie ograniczał im możliwości przebywania na dworze, ale na razie swoje niepełnosprawne brzuszki muszą zapełniać konwencjonalnym pożywieniem. Oczywiście przynajmniej dopóty, dopóki nie uśmierci ich wielka epidemia wróżona przez marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego.

 

***

 

Słowa „Członka” odbiły się w mediach szerokim echem – gotowość poniesienia opłat za wyżywienie niepełnosprawnych i ich rodziców wzięli na siebie Barbara Nowacka i Michał Kamiński („Jeżeli to jest największy problem marszałka, to my zapłacimy”), Michał Szczerba („Proszę te koszty odliczyć od mojego uposażenia”), Joanna Scheuring-Wielgus („Jestem w stanie to zapłacić. Nie boję się marszałka. Biorę odpowiedzialność za to, że wprowadziłam te osoby do Sejmu”), Jakub Stefaniak („Prosimy marszałka o podanie konkretnej kwoty, ile potrzeba na to, żeby wyżywić tę grupę”) oraz niezależny kandydat na prezydenta Warszawy Jacek Wojciechowicz („Mogę zadeklarować, że moja fundacja Instytut Rozwoju Warszawy pokryje te koszty, skoro pisowskiego państwa na to nie stać. (…) Warto pomagać, zamiast gadać. I warto być przyzwoitym”).

Jak to zwykle w życiu bywa, szumne deklaracje nie służyły niczemu innemu niż ugraniu własnego kapitału – a pierdoleniem polityków jeszcze nikt nigdy się nie najadł. Jako człowiek czynu postanowiłem więc wybrać się do Sejmu i zanieść niepełnosprawnym coś, co w przeciwieństwie do zapewnień opozycji da się skonsumować – 30 dużych pizz hawajskich.

 

***

 

Przygotowanie takiego wielkiego żarcia wymaga skomplikowanych zabiegów logistycznych. Upieczenie pizzy w jednej restauracji nie wchodziło w grę, gdyż – jak mi wyjaśniono – uniemożliwiłoby to normalną pracę placówki, a inni klienci „przecież też chcą się najeść”. Hurtowe zamówienie byłoby możliwe, a na dodatek bardziej atrakcyjne cenowo, ale trzeba by je zrobić z kilkudniowym wyprzedzeniem, na które postanowiłem nie marnować czasu – produkt miał być świeży, ciepły i dostępny od zaraz, bo głód na zegarek nie patrzy. Podzieliłem więc zamówienia między 4 najpopularniejsze ogólnopolskie sieci: Dominium, Telepizzę, Da Grasso i Pizzę Hut. I ustaliłem z dyspozytorami, że poczekam na Wiejskiej na dostawców, zapłacę im gotówką, a oni – zaprawieni w bojach z pijakami, narkomanami, a nawet czymś tak śmiercionośnym jak głodni studenci w akademikach – podejmą próby sforsowania barierek oraz licznych sił policji.

Jako pierwszy na miejscu pojawił się ukraiński dostawca z Dominium. Siły porządkowe zgromadzone przed biurem przepustek kazały mu – mówiąc oględnie – spadać na bambus. Podszedłem więc do policjantów i starałem się wyjaśnić, że jako kupujący działam z pobudek humanitarnych i jeśli nie niepełnosprawnym, to niech pozwolą ulżyć chociaż marszałkowi Kuchcińskiemu, który widząc marnowanie publicznych pieniędzy, spać nie może i za frajer dłużej karmić ludzi nie chce. Odsyłano mnie od szlabanu do szlabanu, aż wreszcie przedstawiciel Straży Marszałkowskiej wykonał kilka telefonów i oświadczył, że absolutnie nie ma na to szans, by ktoś ode mnie lub ja sam wlazł na teren Sejmu. Mógłby mi ewentualnie pomóc jakiś poseł lub inna wysoko postawiona figura, ale jako zwykły obywatel na teren świątyni demokracji się nie dostanę, bo nie mam przepustki, a jej jeszcze długo nie wyrobię, bo nie. Przed Sejmem żadnych posłów niestety nie spotkałem, bo są w połowie prawie miesięcznych wakacji od podnoszenia rąk i naciskania przycisków.

– Zresztą tam nie ma aż tylu protestujących… – stwierdził strażnik, gdy odchodziłem z pierwszym stosem pudełek.

– A pan co?! – zaprotestowałem. – Nigdy nie widział małolata, który się dorwał do hawajskiej?

 

***

 

Według przedstawicieli resortów siłowych, w budynku przebywało jedynie troje strajkujących. Wedle lokatorów pobliskiego miasteczka namiotowego, w Sejmie strajkowało właśnie 10 osób, w tym dwie dziewczynki, trzech chłopaków, 4 matki i jeden ojciec.

Wkrótce zaczęły podjeżdżać skutery pozostałych dostawców. Kilku po wytłumaczeniu, jak szczytny cel ich tu sprowadza, zrezygnowało z napiwków i podejmowało stanowcze próby dostarczenia zamówienia do rąk własnych. Wszystko kończyło się tak samo – eksmisją za bramę.

Jako że towar zaczynał stygnąć, podjąłem próbę ostatniej szansy i zadzwoniłem do biura szefowej Kancelarii Sejmu, aby sama się po pizzę pofatygowała. Byłem gotów odpalić jej nawet za fatygę jedno pudło – i to nie szczędząc sosów. Skończyło się jednak tylko na gadce sekretarki: – Dopóki te panie nie zakończą protestu, nie będzie żadnego wchodzenia.

 

***

 

Gdyby Marek Kuchciński poważnie traktował swoją wypowiedź, utworzyłby wegetującym od ponad miesiąca na korytarzu niepełnosprawnym swobodny kanał zdobywania żarcia innego niż sejmowe. Skoro tego nie robi, najwyraźniej chce oblężników wziąć głodem lub – jak marszałek Karczewski – chorobą.

Gdyby swoje słowa poważnie traktowała opozycja, a także dobrze sytuowani posłańcy tacy jak Lech Wałęsa, kardynał Nycz czy Agata Duda, przedstawiciele rodzin osób niepełnosprawnych nie musieliby przed Sejmem prosić codziennie Polaków o tak podstawowe produkty jak woda czy chleb dla dziesięciorga protestujących.

Początkowo sądziłem, że niechęć przedstawicieli władzy do mojej inicjatywy wzięła się z częstej wśród Polaków nienawiści do pizzy z ananasem, ale na hasło, że jutro przyjdę z pierogami, a pojutrze z chińszczyzną, strażnicy porządku zareagowali podobnie – pełnym litości rozbawieniem.

17 pudeł z pizzą rozdałem więc bezdomnym, 5 zabrały pracownice naszej księgowości, a jedną opierdolił redakcyjny pies i teraz leży do góry brzuchem i się nie rusza.

Gdyby ktoś chciał się poczęstować zimnymi resztkami pozostałych siedmiu – w tym oczywiście kardynał Nycz, Pierwsza Dama, prezydent Wałęsa, „Członek” Kuchciński lub liczykrupy z opozycji – zapraszamy do redakcji tygodnika „NIE” na ul. Poznańską 3, lokal 9. Spokojnie – nie trzeba będzie za nic płacić.

 

MICHAŁ MARSZAŁ

Wasze komentarze 8 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.