Motto tygodnia: Idzie PiS przez las, nagle w gówno wlazł.

Fabryka potworków

numer 9/2015

Obrońcy życia i inni katoliccy fanatycy zyskali nowych sojuszników: profesorów medycyny.

Profesorowie żerują na służbie zdrowia. O tym ciągle piszemy. Teraz przeprowadzili rewolucję w zakresie badań prenatalnych. Istnieje wielkie ryzyko, że zmiany, które wprowadzono zabiją tę dziedzinę medycyny w Polsce. Tylko niewiele instytucji będzie miało prawo do zawierania umów o wykonywanie badań prenatalnych z Narodowym Funduszem Zdrowia. A specjaliści, którzy się tym dzisiaj zajmują niechaj sobie szukają roboty za granicą.

W zbulwersowanym środowisku lekarskim krążą opowieści o nieformalnych spotkaniach w zaciszu domowym, przy wódeczce albo innym dobrym napitku. Tam wymyśla się kolejne szkodliwe rozwiązania. Tam też uzgadnia się szczegóły. Na przykład nominacje na konsultantów krajowych i wojewódzkich. Albo wprowadzanie absurdów prawnych. Nieświadomi niczego parlamentarzyści i prezydent głosują za nimi. Profesorowie w ten sposób zwalczają konkurencję i stają się półbogami, od których dobrej woli zależy, kto będzie robił biznes medyczny, a kto upadnie.

Jedna z takich opowieści dotyczy spotkania, do którego mogło dojść w zacisznej, willowej dzielnicy, w południowej części Katowic. Uczestnikami mieli być profesorowie: Mirosław Wielgoś i Krzysztof Sodowski. Mirosław Wielgoś był świeżo powołanym konsultantem krajowym w dziedzinie perinatologii. Perinatologia to całkiem nowa specjalizacja, której nazwy nie zna wielu lekarzy. Terminu tego do dziś nie stosuje sam Wielgoś, który przez całe lata przedstawiał się jako ginekolog-położnik. Dwie prywatne firmy w Warszawie, gdzie prof. Wielgoś przyjmuje swoich pacjentów, reklamują go właśnie jako ginekologa-położnika.

Pe… pe… pe… zygota

Dotąd w Polsce lekarze zdobywali specjalizację z ginekologii i położnictwa, rozumianych jako jedna dziedzina medycyny. Teraz to rozdzielono. Położnictwo stało się odrębną specjalizacją – właśnie perinatologią. A Wielgoś – nowy krajowy konsultant nowej specjalizacji – otrzymał od ministra zdrowia zadanie opracowania kryteriów, na podstawie których lekarze będą ją mogli otrzymywać.

Drugi z profesorów jest nie tylko właścicielem willi w zacisznej dzielnicy Katowic, ale posiada również poradnię badań prenatalnych. I zatrudnia u siebie asystentów z kliniki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, którą do niedawna kierował.

Opowiedziano nam, o czym profesorowie rzekomo rozmawiali. Sprawdziliśmy i oświadczamy, że nie ma żadnych dowodów na to, iż obaj profesorowie uzgodnili, na czym polegać ma przyznawanie specjalizacji perinatologicznej lekarzom. Nie wierzymy w to, żeby o tak ważnej sprawie, jak przyszłość badań prenatalnych w Polsce, mogło decydować dwóch ludzi na nieformalnym spotkaniu. Gdyby więc nawet pogadali sobie przy kawce lub flaszeczce, mało to nas obchodzi.

Natomiast przestrzegamy, że na skutek wprowadzonych zmian dojść może do gigantycznej katastrofy. Logicznie rzecz biorąc, specjalizację tę powinien z automatu otrzymać każdy ginekolog-położnik, który dodatkowo zdobył uprawnienia do wykonywania diagnostyki prenatalnej (czyli badań płodu). Tych lekarzy dziś w Polsce jest niewielu, z uwagi na to, że certyfikaty uprawniające do wykonywania tych badań były kosztowne. Można je było otrzymać albo za granicą, albo w Polsce, w kilku ośrodkach podlegających prof. Sodowskiemu. Profesor brał oczywiście za to niemałe pieniądze. Trzydniowy kurs kosztował nawet 4 tys. zł.

Jak się okazało, logika jest nauką mocno nielogiczną. Przynajmniej w wydaniu autorów rozwiązań wprowadzających nową specjalizację. Nieważna wiedza, nieważne umiejętności ani dotąd zdobyte dyplomy i certyfikaty. Nawet te wydane przez Sodowskiego. To co było, resetujemy. Od zera zaczynamy nowy rozdział w polskiej medycynie. I na nowo rozdajemy dyplomy i uprawnienia.

Dla przykładu. Pan doktor nauk medycznych, specjalista w ginekologii i położnictwie Jan K. (nazwiska nie podajemy, gdyż kariera pana doktora zakończyłaby się w dniu publikacji tego artykułu) do 2014 r. zdążył ukończyć wiele szkoleń i zdobyć równo 20 certyfikatów potwierdzających umiejętności w zakresie badań prenatalnych. Niektóre z nich były wydane w Polsce (przez prof. Sodowskiego), a inne za granicą. Dla profesorów Wielgosia i Sodowskiego są one nieważne. Chyba że dr Jan K. zatrudni się w prywatnej poradni prof. Sodowskiego. Wtedy ma szanse na uzyskanie tytułu specjalisty w dziedzinie perinatologii. Albowiem obowiązuje zasada, że każdy dotychczasowy ginekolog-położnik zajmujący się badaniami prenatalnymi, który nie planuje emigracji, ma na nowo rozpocząć studia. Będą to studia podyplomowe, powielające to, co już lekarze zaliczyli. Mają trwać kilka lat. Kończyć się będą egzaminem.

Każdy prof. się łapie

Dr Jan K. jest wybitnym fachowcem, to on powinien szkolić innych. Ale dowiedział się, że jest nikim. Co prawda w znowelizowanej ustawie o specjalizacji lekarzy i lekarzy dentystów zawarto zapisy umożliwiające tzw. szybką ścieżkę zdobycia nowej specjalizacji. Ale nie dla dr. Jana K. wymyślono to rozwiązanie.

Szybka ścieżka została skonkretyzowana w rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie specjalizacji lekarzy i lekarzy dentystów. Oznacza ona, że już w marcu br. pan Sodowski i inni wybrańcy będą mieli tytuły perinatologów. Warunek jest taki, by wybraniec miał habilitację. Czyli każdy profesor się łapie. Nieważne, że nie ma uprawnień do wykonywania badań prenatalnych. W marcu już będzie miał, nawet jeśli się na tym kompletnie nie zna.

Lekarze zaczęli protestować. Wówczas minister zdrowia, chcąc naprawić bubel prawny, eliminujący fachowców, wydał komunikat, że szybka ścieżka winna dotyczyć nie tylko lekarzy z habilitacjami, ale również lekarzy z tytułem doktora nauk medycznych. Mimo to prof. Wielgoś zapowiedział, że do szybkiej ścieżki zwykłych doktorów nie dopuści. Mają się kształcić na nowo. Czyli szybką ścieżkę profesorowie wprowadzili dla siebie i ewentualnie dla tych, którzy będą pracować w ich firmach.

Kolejnym szkodliwym posunięciem było ograniczenie miejsc na specjalizacji. W województwie mazowieckim (największym i najludniejszym w Polsce) tylko są 3 miejsca. W woj. śląskim będzie kształconych 6 specjalistów (rocznie). W województwie małopolskim zero miejsc. W kujawsko-pomorskim 2 miejsca. W województwie pomorskim i lubelskim po 4. W województwie lubuskim, zachodniopomorskim, dolnośląskim – zero.

Panie konsultancie krajowy! Proszę przeczytać, co mówią specjaliści zajmujący się dziś badaniami prenatalnymi: znaczy to, że

za kilka lat w całej Polsce będzie zaledwie kilkudziesięciu lekarzy uprawnionych do wykonywania badań prenatalnych.

Nie licząc oczywiście samych profesorów i tych, którym profesorowie łaskawie zezwolą na skorzystanie z tzw. szybkiej ścieżki. Warunkiem przyjęcia na specjalizację jest m.in. podanie średniej ocen ze studiów, czego żąda się również od lekarzy z 30-letnim stażem. Zapomniano o świadectwie ze szkoły podstawowej i średniej.

Biznes is biznes, mister Arłukowicz

Uwaga! Alarm! Jak ustaliliśmy, w planach jest wprowadzenie zasady, że tylko te poradnie badań prenatalnych mogą ubiegać się o kontrakt NFZ, w których kierownikiem będzie osoba posiadająca specjalizację perinatologiczną. Na chłopski rozum oznacza to, że wszystkie poradnie badań prenatalnych zostaną zmuszone do zatrudnienia któregoś z profesorów, wybrańców dopuszczonych do szybkiej ścieżki albo do zamknięcia interesu.

Badania prenatalne wykonuje m.in. spółka prof. Sodowskiego, toteż całkiem możliwe, że nikt inny na terenie województwa śląskiego tych badań nie będzie mógł prowadzić. No, chyba, że profesor będzie działał na szkodę spółki, której jest właścicielem i na własnej piersi hodował konkurencję dla siebie samego. Znamy nazwiska ginekologów-położników, którym prof. Sodowski proponował pracę u siebie. Możliwe jednak, że zwariuje i zapragnie, aby jego firma miała konkurencję.

Prof. Sodowski nie tylko prowadzi swój własny, prywatny biznes, jest poza tym wojewódzkim konsultantem w dziedzinie perinatologii w woj. śląskim. Jakim cudem było to możliwe? Oto pytanie do odpowiednich służb i do ministra zdrowia.

Jak wiadomo, z konsultantami w różnych dziedzinach medycyny zawsze był problem. Wynikał np. z formalnych i nieformalnych powiązań, o których jedni informowali, a inni nie. Wprowadzono więc zasadę, że kandydaci na konsultantów zawsze muszą informować o tym, czy prowadzą jakąś działalność gospodarczą powiązaną z dziedziną medycyny, na którą mieliby wpływ jako konsultanci. Czy w przypadku biznesmena prof. Sodowskiego mianowanego wojewódzkim konsultantem w dziedzinie perinatologii zachodzi ryzyko, że może robić samemu sobie dobrze i szkodzić konkurencji? Na to pytanie niechaj odpowie minister Arłukowicz.

Minister, tworząc nową specjalizację, mówił, że robi dobrze pacjentom, albowiem zwiększa się dostępność do badań prenatalnych. Będzie wręcz przeciwnie, gdyż dramatycznie zmniejszy się liczba ośrodków prowadzących badania prenatalne. A skoro zabrania się pracować fachowcom, spadnie jakość tych badań. Będzie gorzej niż dziś, choć dziś w tym zakresie jest dramat. Dzieci z wadami wrodzonymi rodzą się w całej Polsce. Tylko nieliczne takie przypadki są nagłaśniane. Trzeba, żeby noworodek z wadami wrodzonymi urodził się w jednostce kierowanej przez profesora, który był współautorem rządowego „Programu – Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego na lata 2013–2014”. Wtedy hałas jest.

Czy pacjenci mają się bać tylko o badania prenatalne? Otóż nie. Obok perinatologii utworzono inne nowe specjalizacje: choroby płuc dzieci, endokrynologię ginekologiczną i rozrodczość, endokrynologię i diabetologię dziecięcą, intensywną terapię, medycynę lotniczą, medycynę morską i tropikalną, nefrologię dziecięcą, pediatrię metaboliczną. Również tam dochodzi do patologii i absurdów. O czym planujemy napisać.

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.