Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Dwa odbyty Polski

numer 16/2017

Tadeusz W. szuka swojej nerki. Ale bez obaw. Nie zamierza jej zabrać osobie, która ją dzisiaj nosi. Chce tylko mieć pewność, że nie zżarły jej psy.

Gdy pan Tadeusz obudził się z narkozy, w szpitalu powiedziano mu, że ta jego operacja w ogóle nie była konieczna. Ale skoro już go otwarto, to wycięto mu nerkę.

Musi być przecież jakaś korzyść z ciężkiej pracy lekarzy. Pan Tadeusz, lekko zszokowany, zadał krótkie pytanie: „Dlaczego?”. Dowiedział się, że tej nerki nie potrzebował i nie powinien się martwić, gdyż przecież ma jeszcze jedną. Gdy zapytał, co się stało z jego narządem, przestano z nim rozmawiać.

Odbyła się sprawa sądowa. Sąd przyznał panu Tadeuszowi odszkodowanie. Ale człowiek jednej zdrowej nerki już nie ma. Co się z nią stało? Pacjent i jego prawnik prowadzą śledztwo, ale na razie bez skutku.

Tadeusz W. miał bóle brzucha. Trafił do pierwszego szpitala. Tam mu powiedziano, że na jelicie grubym wyrósł guz i dlatego boli. Konieczna jest operacja. Lekarze wycięli mu kawałek jelita grubego, na którym była narośl i na powrót je połączyli, po czym zszyli pacjenta.

Łączenie okazało się nieszczelne i zawartość jelita wypływała do brzucha. Po kilku dniach lekarze zauważyli, że w jamie otrzewnej pacjenta znajduje się już nie tylko kał, ale również mocz. Wtedy dopiero zorientowano się, że w pacjencie jest więcej niż jedna nieszczelność. Podczas operacji jelita przecięty został moczowód. Niestrawiony pokarm, kał i mocz przenikały do brzucha.

W pewnym momencie doszło do zakażenia wewnętrznego. Z tym sobie radzono, faszerując pacjenta antybiotykami. Po trzydziestu dniach stan zapalny tak już był nasilony, że do chorego podszedł ordynator oddziału, na którym pan Tadeusz leżał, i powiedział: – Musimy znów cię pokroić, bo rana nie dożyjesz.

Pan Tadeusz bez wahania podpisał zgodę na kolejny zabieg. Po drugiej operacji obudził się z dziurą w boku. Tą dziurą wyprowadzono mu jelito grube na zewnątrz, żeby kał nie dostawał się do brzucha. Ale w brzuchu pozostał przecięty moczowód. Mimo to lekarzom jakoś udało się utrzymywać przy życiu pacjenta, któremu podawano potężne dawki antybiotyków. Część moczu wypływała drenem wyprowadzonym na zewnątrz, reszta zaś trafiała do brzucha. Mężczyzna pozostawał w stanie zawieszenia między życiem a śmiercią.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.