Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Durczok na prezydenta

numer 8/2015

Kto kogo naprawdę molestuje

Nowy wymiar, jaki pojęciu „prasy brukowej” nadaje kierowany przez red. Latkowskiego tygodnik „Wprost”, robi wrażenie nawet na jego najpoważniejszych konkurentach w wyścigu do dna. Tekst o tym, jaka była fabuła filmu pornograficznego, który nie wymieniony z nazwiska biznesmen znalazł ponoć w mieszkaniu, które wynajmowała od niego nie wymieniona z nazwiska businesswoman dla swojej nie wymienionej z nazwiska pracownicy, którą odwiedzał wymieniony z imienia i nazwiska Kamil Durczok, doczekał się miana „prymitywnego świństwa” na łamach „Super Expressu”.

Choć obiektywnie trzeba przyznać, że „Fakt” uradował się niezmiernie i pobiegł na miasto wmawiać innym dziennikarzom z poważnych mediów, że „ludzie powinni wiedzieć”, co „autorytet medialny ogląda” w prywatnym życiu. Co zapewne stanowi odpowiedź na pytanie o niedościgniony rynkowy sukces tego organu prasowego.

Jednak wszyscy, nawet ci, którzy Durczoka bronią, przyznają, że o ile druga publikacja „Wprost” – ta o filmach, zabawkach i „białym proszku” w tajemniczym mieszkaniu – jest poniżej wszelkich norm etycznych, o tyle pierwsza dotyczy „poważnej sprawy”, która „musi zostać wyjaśniona”.

W pierwszej, sprzed dwóch tygodni, nazwisko Durczoka wprawdzie nie pada, ale i tak wszyscy wiedzą, że to o niego chodzi, bo chodzi o szefa programu informacyjnego, który jest jednocześnie jego gwiazdą, a takich jest w Polsce trzech i „środowisko” od razu wiedziało, że nie chodzi o Kraśkę ani Gugałę. W artykule anonimowa dziennikarka („środowisko” oczywiście wie, kto, ale w odróżnieniu od Durczoka niewiasta ta jest taktownie chroniona) opowiada o tym, jak szef ją molestował werbalnie, a ona „była tak zawstydzona, że ją sparaliżowało”, wiele razy „płakała z cierpienia” i „do dziś płacze” z tej „koszmarnej bezsilności”. Aż musiała odejść z tamtej stacji i przejść do innej, biedactwo, a inne dziennikarki w jej byłej firmie „robią dziś zaskakujące kariery” – w podtekście, zgadnijcie, czemu to zawdzięczają. I wszyscy, nawet ci, którzy są po stronie Durczoka, wydają z siebie pełne zatroskania pomruki, jaka to krzywda spotkała biedne dziewczynisko.

Co mi przypomniało baśń o złotym kurze.

Jest trzech braci – jeden głupi, dwóch cwanych – kur do zdobycia i królewna do wzięcia. Głupi zdobywa kura, ale cwani mu go kradną i po kolei zasuwają do pałacu, żeby się przypucować do nie swojego osiągnięcia i zrealizować zyski. Klasyka. Oryginalne jest to, na czym wpadają. Otóż dla uczczenia iwentu na drodze do pałacu rozłożono złoty kobierzec, który speszył obu braci do tego stopnia, że pojechali poboczem. A królewna na to: „To on miał odwagę złotego kura zdobyć, a nie ma odwagi wstąpić na złoty kobierzec?”. I mogiła.

Wiecie co? Tu jest tak samo.

Jest absolutnym skurwysyństwem, jeśli swoją pozycję wykorzystuje do poklepywania podwładnych po dupie zmianowy na taśmie w fabryce przekąsek słonych w Pierdziszewie Wielkim, gdzie zakład ten jest jedynym pracodawcą i źródłem utrzymania dla całych rodzin. Ale „znana dziennikarka” z programu informacyjnego nie jest samotną matką z Pierdziszewa. Jest osobą, której praca polega konfrontowaniu się z najważniejszymi osobami w państwie. Z ludźmi, którzy naprawdę mogą jej zaszkodzić, którzy bywają naprawdę bezwzględni i naprawdę onieśmielający. I jeśli dziewczę nie jest w stanie poradzić sobie z głupawym tekstem w stylu „jedziemy do mnie?” czy nawet „wezmę cię, suko, od tyłu”, to po prostu znaczy, że nie ma kwalifikacji do wykonywania tego zawodu. Jeśli jej poczucie moralności pozwala jej cierpieć w milczeniu, albowiem „zrozumiała, że nagłośnienie sprawy zostanie odebrane jako nielojalność wobec firmy” i przerwać to milczenie, dopiero gdy bezpiecznie wyląduje w innej firmie, skądinąd też na pozycji gwiazdy – to znaczy, że brak jej odwagi cywilnej, która, w moim pojęciu, powinna być fundamentalną cechą dziennikarza, zwłaszcza zajmującego się polityką.

Jest w dyskursie feministycznym, dotyczącym kobiet w polityce i okolicach, coś, co mnie nieopisanie wkurwia; i to jest takie nieustające oczekiwanie, żeby przyjemność mieć i cnotę zachować. Z jednej strony, zgadzamy się, że kobiety powinny być traktowane tak samo, mieć takie same możliwości rozwoju i awansu, takie same zarobki. Z drugiej wszakże – domagamy się specjalnej ochrony i w podtekście tego żądania jest nader tradycyjne rozumienie pojęcia „czci kobiecej” oraz zdobiącej dzieweczkę skromności, które to przymioty naturalnie nie przysługują mężczyznom.

I jest jeszcze jeden aspekt godny odnotowania. Obecna poprawność polityczna, osnuta na fundamencie paniki moralnej, jaka otacza „molestowanie seksualne w pracy”, każe nam mówić, że wszystkie ofiary są równe. To zwyczajnie nieprawda. O ocenie moralnej czynu – i o stratyfikacji ofiar – decyduje stopień ich bezsilności. Gwałt małżeński, popełniany wielokrotnie przez pijanego „ojca rodziny”, który jest jej jedynym żywicielem, głównym najemcą mieszkania i który szantażuje żonę odebraniem dzieci – jest nieopisanie podlejszy niż zachowanie np. byłego komendanta policji z Opola, który zapewne swemu stanowisku, bo raczej nie seksapilowi, zawdzięczał romans z atrakcyjną podwładną. Pamiętacie tę aferę? Przypomniał ją, a jakże, „Wprost” w publikacji o ofierze Durczoka: „ Włos z głowy nie spadł także byłemu komendantowi wojewódzkiemu policji w Opolu…”.

Przypomnijmy: gen. Marzec z godną podziwu pizdowatością sam nagrał kawałek rozmowy z kochanką, która była zarazem jego podwładną. W rozmowie ona robi mu scenę, że „nie jest jedyna” i że jak jej wsadza, to zakłada gumę, a jak ona mu chapie, to nie, i to jest egoizm. A chwilę potem ustalają, że trzeba wylać z roboty rzecznika prasowego i ona mu znajdzie innego. Puenta tej historii była taka, że wszyscy się śmiertelnie oburzyli, bo Marzec dostał odprawę i odszedł na emeryturę, a wobec policjantki wszczęto postępowanie dyscyplinarne. I nikogo nie obchodziło, że on miał wysługę lat i zdecydował się odejść, a ona postanowiła zostać w służbie i bronić swego dobrego imienia, co zresztą robiła w sposób dość interesujący. Pytana o rozmowę, w której był np. fragment brzmiący: „Jest czymś niefajnym, jak tam mi wsadzasz, to z prezerwatywą, a jak tu, to nie, to znaczy, że myślisz tylko o sobie” – wyjaśniała całkiem na serio, że „to przełożeni nadają ton i to oni ustalają retorykę i decydują, jak podwładni z nimi rozmawiają”. Otóż przepraszam, ale to tak nie działa.

Jeśli kobieta podejmuje decyzję, żeby dać dupy przełożonemu w nadziei, że wpłynie to pozytywnie na jej karierę – to, w moim najgłębszym przekonaniu, ma do tego prawo, ale nie powinna potem prezentować się jako ofiara.

Przy okazji „seksafery w Tefałenie” często przypominana jest „seksafera w Samoobronie” – w czym skądinąd widzę pewną poetycką sprawiedliwość, jako iż TVN należała do głównych harcowników tej nagonki. W której przecież chodziło wyłącznie o to, że Aneta Krawczyk wdała się w romans z wiceszefem partii i wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego, próbowała go złapać na (nie jego, jak się okazało) dziecko – a gdy się nie udało, bo Łyżwiński nie odszedł od Łyżwińskiej, postanowiła się zemścić na całej partii. Umoczyła w sprawę Leppera, łżąc wyczynowo i debilnie, bez żadnego poważania dla faktów, co skądinąd potwierdził sąd apelacyjny, a nawet Sąd Najwyższy, uchylając wyroki skazujące Leppera i Łyżwińskiego za gwałt i molestowanie.

„Kilka lat temu wydawało się, że przełomem może być sprawa seksafery w Samoobronie” – pisze „Wprost” i ubolewa, że „sprawa zachwiała krajową polityką, ale atmosfery wokół molestowania seksualnego w Polsce zasadniczo nie zmieniła”. Otóż i w tej sprawie „Wprost” się myli. Łgarstwa Krawczyk, podobnie jak szlochy „znanej dziennikarki”, co nie dała Durczokowi, szkodzą walce z molestowaniem seksualnym tam, gdzie ono naprawdę jest.

Tam, gdzie ofiary są prawdziwe i naprawdę zasługują na ochronę. Te feministki, które poprzypinały sobie znaczki „Wierzę Anecie Krawczyk”, zrobiły bardzo dużo dobrego dla zwolenników opcji „sama chciała”. Tygodnik „Wprost”, urządzając ohydną nagonkę na Durczoka, nie robi nic na rzecz tego, aby „przekonywać ofiary, że nie są bezbronne, i sprawców, że nie mogą się czuć bezkarni”, ani tego, „żeby się to nie powtórzyło” – jak napisał w ekstremalnie kabotyńskim wstępniaku red. Latkowski. Za to wielu szanujących się dziennikarzy zastanowi się dwa razy, zanim podejmie temat „molestowania seksualnego w pracy”. Bo znaleźć się w jednym szeregu z „Wprost” to dziś trochę jak po pijaku obrzygać w windzie sąsiadkę: zbrodnia to może nie jest, ale niesmak pozostaje.

Wasze komentarze 12 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Dobre. I dobrze, że to kobieta napisała. Wiele karier na dupie jest opartych, wielu dup kariery frajerom złamały.

  • UJAWNIAMY PRAWDĘ !!!

    Redaktor naczelny tygodnika „NIE”, wykorzystując podległość służbową, wielokrotnie dopuszczał się nachalnego molestowania zatrudnionej tam Małgorzaty D., zarówno pod postacią zaczepek słownych, jak i fizycznego kontaktu. Nasz informator twierdzi, ze doszło do wielu zbliżeń seksualnych, w tym prawdopodobnie również z użyciem filmu pornograficznego, na których widać było m.in. męski narząd seksualny w stanie wzwodu (Jerzy U. zaprzecza, jakoby zabezpieczone nagranie należało do niego). W redakcji „NIE” znaleziono również dużą ilość wibratorów i innych podejrzanych gadżetów – do kogo należą, ustala właśnie prokuratura. Jeden ze zwolnionych pracowników twierdzi, że w redakcji dochodziło do zbiorowych orgii z użyciem gumowego pejcza i chińskich kajdanek pluszowych („ze względu na nieustającą presję seksualną ze strony pracownic tygodnika, zmuszony byłem odejść z pracy”).

    Panie Jerzy, prosimy nie ukrywać faktów! Polacy mają prawo do informacji w tej bulwersującej sprawie!

  • CO TO KOGO OBCHODZI KTO Z KIM SPI? WAZNE ZEBY SIE WYSPAL

  • Pani Agnieszko KOCHAM PANIĄ od pierwszego zobaczenia w Superstacji , artykuł świetny, analiza doskonała
    „Seks i władza w jednym stoją domu”
    Kobiety nie są ani nigdy nie były słabsze, tylko ich siła była skryta w cieniu teatralnego cierpiętnictwa
    i słabości. Jeśli brzydko uznać, że mężczyzna to świnia, to kobieta jest jej pasożytem. Podkreślmy, że jest to symbioza bezwzględnie konieczna, by ludzkość przetrwała. (cyt. „Wyprawa po samcze runo” Marek Kotoński)

  • Bajka. Normalnie ocena bardzo dobra. Pl zaczyna sie lepiej kurwic od jego obywatelek. Jakim prawem sie pytam ja osobiscie tych wszystkich zasrancow zagladaja komus do domu. Rozpierdolic to wszystko do zywego a Durczoka zrobic prezydentem nowego. Szacun

  • Kolejna próba rozwodnienia afery Durczoka. Żałosny tekst, obwiniający ofiarę, że była mało przebojowa.Czytając numer zastanawiałam się czy leci z Wami pilot, bo 2 strony dalej jest tekst o zaszczutej sędzi, która nie dala rady z mobbingiem. W kwestii mobbingu i molestowania Polska jest na drzewie i dzięki tekstom red. Łaniewskiej ma szansę długo tam pozostać. Pani Łaniewska jest tyle dobrych zawodów, naprawdę nie musi pani pisać.

  • Jak w tytule, film warty obejrzenia, liczę że parę osób stąd się porzyga.

  • Ostatnio na TVP Kultura był program gdzie pierdolili o godności. Jak kurwa godność, jak Polsce drożej niż w Niemczech, a zarobki jak w 3 świecie. Tekst bardzo dobrze opisuje całą akcję, Pani Dziennikarka miała temat na materiał, to poleciała do Wprostu zamiast samemu coś napisać.

  • Najlepszym lekarstwem na molestowanie w pracy jest prostytucja. Córy Koryntu są ładniejsze, lepiej zadbane i przystępne – nie wymagają tyle zachodu i nie zawracają sobą głowy. Żeby mieć kochankę trzeba się o nią postarać i nie wystarczy raz takiej zdobyć. Na dłuższą metę są po prostu męczące. A na koniec taka potrafi jeszcze kopnąć na do widzenia, bo rozstania zwykle są niesympatyczne. Minus dla kobiet to mniej okazji do nieuczciwego robienia kariery, ale dużym plusem jest źródło szerokiej gotówki. Kelner w pas się kłania przy napiwku 10 zł, a panny za 100 zł to ja nawet nie chcę oglądać. Odkąd chodzę na miasto, zacząłem traktować koleżanki normalnie, tak jak traktuję też kolegów – tzn. jak nie jest sympatyczna albo użyteczna to niech spada. Robię swoje, gdzieś mam je i to czy im odpowiadam. Życia stało się lepsze, życie stało się weselsze. A gdy życie jest weselsze to i robota lepiej idzie. VIVA LA PROSTITUCION!

  • A ja kurwa zapytam, co to za radocha popierdalać w szpilkach, posuwać gumowe lale i oglądać filmy jak koń babę rucha? Ćpanie to akurat bym zrozumiał.