Motto tygodnia: Suweren to czuje – Duda dla picu wetuje.

Autor
Robert Jaruga

Dobry wojak Szwed

numer 23/2018

Za chwilę się przekonacie, że to wielkie szczęście być czytelnikiem „NIE”. Nigdy byście się nie dowiedzieli, że wszyscy Niemcy już wiedzą, dzięki witrynie Spiegel.de (21 mln odsłon w miesiącu), która powołuje się na agencję Reutera (33 mln odsłon), że w Szwecji zapanował strach przed wojną, którego tu nie zaznano od niemal osiemdziesięciu lat. Aby zrozumieć potęgę tego uczucia wśród miłujących pokój Szwedów, którzy zasadniczo zajmują się łowieniem ryb i śpiewactwem chórowym (600 tysięcy obywateli jest członkami chórów), dodać musimy, że Szwecja nie prowadziła żadnej wojny od dwustu lat, włącznie z dwiema światowymi.

Wojna dla ludzi, którzy nie znają jej od sześciu pokoleń, jest mentalnie nie do zaakceptowania. Dlatego obecne poczynania rządu szwedzkiego budzą zdziwienie Europy i świata.

 

Rządowa agencja MSB (Myndigheten för Samhällsskydd och Beredskap – Agencja ds. Obrony Cywilnej) wydała w nakładzie 4,8 mln egzemplarzy (jest to największy nakład wszech czasów jednej publikacji w Szwecji) broszurę z nadtytułem „Ważne informacje dla populacji Szwecji” i tytułem „Jeżeli kryzys lub wojna nadejdą”. MSB to instytucja o powadze naszego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, na której czele od marca tego roku stoi Dan Eliasson, najlepiej wynagradzany urzędnik państwowy Szwecji, zarabiający więcej niż premier (160 tys. koron miesięcznie). Eliasson ongiś był ministrem spraw wewnętrznych. Karierę polityczną rozpoczął jako lider zespołu punkowego Bad Boo Band, którego przebój z 1979 r. „Knulla i Bangkok”, co znaczy „Pierdolenie w Bangkoku”, nuciły dzieci we wszystkich szwedzkich przedszkolach.

Szwedzka Królewska Poczta kolportuje owe miliony egzemplarzy między 28 maja a 3 czerwca do wszystkich gospodarstw domowych w kraju. Podobną publikację wydano tu ostatnio w 1943 r., ale wówczas II wojna światowa trwała w najlepsze, a jej finał nie był jeszcze znany. Obecnie broszura została wydana po angielsku, który jest językiem w Szwecji pospolicie znanym, jednak nie jest to język w żaden sposób urzędowy.

 

Dzięki internetowi Szwedzi już czytają, co rząd do nich napisał i wymieniają się na temat uwagami. W broszurze czytamy m.in.: „Broszura jest wysyłana do wszystkich gospodarstw domowych w Szwecji na żądanie szwedzkiego rządu. (…) Pokój, wolność i demokracja są wartościami, które musimy codziennie chronić i wzmacniać. (…) Państwa i organizacje już kolportują wprowadzające w błąd informacje, próbując wpłynąć na nasze wartości oraz metody działania. Celem ich jest zmniejszenie naszej odporności i gotowości do obrony. (…) Połączone szwedzkie mechanizmy obronne mają na celu ochronę kraju, naszej wolności i naszego prawa do życia takiego, jakie sami sobie wybraliśmy. Jeżeli Szwecja będzie zagrożona, każdy z nas ma obowiązek działać. Siły zbrojne bronią naszego terytorium i naszych granic. (…) Przez wiele lat nasze przygotowania na zagrożenie inwazją były ograniczone. (…) Jednak świat wokół nas się zmienił. Rząd postanowił wzmocnić całkowitą obronę Szwecji”.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • To wbrew pozorom jest logiczne.
    Szwedzi od pokoleń zarabiali na wojnach, odzwyczaili się od tego, że śmierć cuchnie.
    Przyszedł czas na idiotów, którym marzy się sława zwycięscy, którzy potrafią wmówić zblazowanym rodakom, że zapewnią im i .emocje jakich nie znali.
    Pewien wpływ na taką postawę może mieć fakt dość dużej populacji Słowian znad Wisły, którzy rozsieli swoje geny wśród bezpruderyjnych Szwedek.

  • Podobnie neutralna w czasie wojen zwykle bywała Szwajcaria. Na temat brunatnych, nazistowskich korzeni założyciela szweckiej Ikeii pisała dawniej Wyborcza. Była też książka o historii tej firmy. Ukazała się w wyd. Czarne. Szwedzi podobnie jak szwajcarzy, w czasie wojen pewnie nieźle się dorobili na złocie z żydowskich zębów wyrywanych w obozach zagłady.

  • Jezeli Szwedzi chca wojenki na swoim terytorium to niech zaprosza amerykanskie dywizje do stacjonowania w ich kraju. Tak jak to robia Polacy.