Motto tygodnia: Czy to dublerka jest Dudowa? Nie, to prezes Gersdorfowa.

Dobra zmiana w kreskówkach

numer 12/2016

Filmy rysunkowe są uwielbiane przez dzieci. Na pierwszy rzut oka wydają się przyjacielskie, dowcipne, czasem edukacyjne. Rodzice często pozwalają oglądać je dzieciom, nie zważając na zagrożenia. Zagrożenia niewidoczne, przez co tym bardziej groźne.

Jest człowiek, który podjął się walki z rysunkowym złem i chętnie dzieli się doświadczeniem z nauczycielami i rodzicami. Paweł Kostowski w mediach oraz podczas grupowych szkoleń szuka odpowiedzi na pytanie: „Jakich filmów nie pokazywać dzieciom?”.

***

Zacznijmy od tego, żeby nie sugerować się ograniczeniami wiekowymi. Nie ma komisji czy innego organu, który by czuwał nad kreskówkami. Limity wiekowe ustala dystrybutor. Od dystrybutora zależy los krytyków filmowych, ich opinie nie powinny więc być dla nas wiarygodne. Każdy rodzic, zanim pokaże dziecku film rysunkowy, sam powinien dokonać jego oceny lub zerknąć na blog Filmydladzieci.net.

Kostowski przyjrzał się popularnemu filmowi o pingwinkach „Happy Feet 2”. Według jego oceny w tym filmie dominują wątki homoseksualne:

„Para bohaterów o męskich imionach rozmawia o miłości między mężczyznami i adopcji dzieci przez dwóch panów”.

Na wybranych fragmentach filmu rzeczywiście dwie krewetki rozważają adopcję, choć po cechach płciowych trudno powiedzieć, czy są to samce. W filmie jest też propagowane przedmiotowe traktowanie kobiet: „Prym wiedzie tu niejaki Ramon. Pingwin pojawiając się w nowej lokalizacji od razu rozgląda się za żeńskimi towarzyszkami, uzasadniając swój pośpiech tym, że jest »szybki«. Kiedy spotka samicę, natychmiast domaga się stosunku seksualnego: »Ty i ja równa się jajo, już!«”.

Smutkiem napawa (a przynajmniej powinna) scena przekazywania ryb z dzioba do dzioba. Czytamy: „Poza tym pojawia się scena, w której mąż obserwuje, jak obcy pingwin wpycha jego żonie język do dzioba, wbrew jej woli. Jedyna reakcja, na jaką zdobywa się flegmatyczny małżonek, to uszczypliwe przedrzeźnianie amanta. Ale i taka delikatna reakcja spotyka się z reprymendą ze strony małego synka, również świadka całej sytuacji. Na słowa kilkuletniego chłopca: »Nie można się śmiać z kogoś, bo jest inny« – ojciec całkowicie ustępuje i przyznaje mu rację”.

Niepokoi też fakt upadku męskiego wzorca ojcostwa. Brzmi to jak z policyjnej interwencji na melinie w Pingwinolandzie: „Matka krytykuje ojca przy dziecku. Ten nie ma autorytetu wystarczającego choćby do wyboru drogi powrotnej do domu, innej niż zaplanowana przez jego małego syna. Kilkuletni dzieciak pyskuje tacie, co nie spotyka się z żadną reakcją z jego strony. Ojcowie zawodzą dzieci i wzbudzają jęk rozczarowania. Nawet słowa otuchy ze strony żony brzmią fałszywie i niepokoją. I tak dalej, i tym podobne. Na deser zauważmy drwiny z języka biblijnego. Jeden z pingwinów został tu otoczony bałwochwalczym kultem. Znajduje to wydźwięk m.in. w tekstach piosenek podejrzanie podobnych do słów Starego Testamentu. W kilku momentach bohaterowie wzywają także »Matki Pingwoskiej« i raz przeinaczają tekst polskiego hymnu narodowego”.

***

Do kategorii „nie dla dzieci” trafiły też filmy:

„Renifer Niko ratuje brata”: „Niko chce, żeby rodzice do siebie wrócili, jednak ci nie mają na to najmniejszej ochoty. Mama młodego renifera woli zamieszkać z nowym samcem, który też ma dziecko z poprzedniego związku. Droga do zaakceptowania przybranego brata przez Niko staje się głównym wątkiem. Na koniec reniferki zyskują półsiostrę z nowego związku ich rodziców”.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.