Motto tygodnia: Duda jest łowcą – ukradł marsz narodowcom.

GOŚKA DANISZEWSKA zapada w sen zimowy. Ona, która potrafiła balować do rana, a przynajmniej zawiesić się do północy, ląduje w łóżku wieczorem i natychmiast zasypia. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA siedzi pod stołem i szczeka.

Wołk-Łaniewska: – Hau, hau, hau!

Daniszewska: – W jakiej sprawie?

– Wszystkich nieortodoksyjnie krytycznych komentarzy, które kiedykolwiek wygłosiłam na temat Andrzeja Dudy.

– Teraz ci się zebrało na szczekanie?

– Ano tak. Dotychczas uważałam, że należało dać mu szansę i że szansy tej nie wykorzystał, nad czym ubolewałam głęboko. To wszystko jednak mieściło się w kategoriach kulturalnego dyskursu. Dziś nie mam o prezydencie do powiedzenia niczego, co w jakimikolwiek stopniu można by uznać za kulturalne. Toteż szczekam także dlatego, że szczekanie chroni mnie przed wypełnieniem znamion przestępstwa z art. 135.§2.

– Znaczy?

– Kto publicznie znieważa Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

– A za co byś go chciała znieważyć?

– Za ugenerałowienie Kuklińskiego. Chociaż być może jest w tym jakaś poetycka sprawiedliwość. Gdyby towarzysze radzieccy nie wysłali Kuklińskiego w charakterze telegramu śpiewającego do Reagana w celu wysondowania jego reakcji na stan wojenny – GRU zapewne załatwiłoby mu generała przed upadkiem Polski Ludowej. Prezydent Duda na rozkaz ministra Macierewicza zadośćuczynił zatem temu wybitnemu oficerowi rozlicznych wywiadów za krzywdy płynące z instrumentalnego traktowania ludzi przez Kreml.

– Czy sugerujesz, że generał Kukliński nie był „pierwszym polskim oficerem w NATO”?

– Sugeruję, że w NATO to on był jako oficer niepolski i bynajmniej nie pierwszy.

– A nie sądzisz, że za to też możesz pójść siedzieć?

– Wiesz, ja bym chętnie wzięła udział w prawdziwym procesie Kuklińskiego.

– Ale to byłby twój proces, a nie Kuklińskiego.

– Teoretycznie tak. Ale gdyby przyszło mi się bronić, to mogłabym na przykład żądać odtajnienia uzasadnienia umorzenia sprawy Kuklińskiego przez Naczelną Prokuraturę Wojskową w 1997 r. Uzasadnienie to, wyobraź sobie, pozostaje tajne, co raczej trudno pojąć, zważywszy, że zawiera hipotetyczny obraz wojny z zeszłego wieku stanowiący tajemnicę państw i organizacji, które od prawie trzydziestu lat nie istnieją. I wielka szkoda, że go nie znamy, bo na pewno jest wzorcem obiektywizmu i bezstronności, zważywszy, że prokuratorzy wojskowi, który pojechali do USA przesłuchiwać Kuklińskiego w temacie jego wznowionego procesu o zdradę ojczyzny, przywitali oskarżonego słowami: „Kłaniamy się panu pułkownikowi”, strzelając przy tym obcasami.

całość na łamach

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Kurwa mać (pardonne moi) – też szczekam.

  • Upadł ustrój słabszy, ślamazarny, który nie wykonał wyroku na zdrajcy. Więcej: nie wydał wyroków na wielu innych zdrajców. A za to paktował z wrogiem klasowym. Płakać po nim?
    Po chuj się grzebać w Kukłach XX stulecia? Lepiej pomyśleć jak upaństwowić City Bank albo napić się oranżady z Państowej Fabryki Napojów Orzeźwiających (dawna Coca-Cola).