Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA z powodu rozlicznych treningów zapieprza do kościoła jak gdyby wierzyła. GOŚKA DANISZEWSKA człapie za nią z godnością, podpierając się kijami. Trochę sapią, bo obydwie nie są już pierwszej młodości. Tak, tak, Wołek też…

Daniszewska: – Widzisz, Wołku, kobiety w moim wieku nie rozmawiają już o ruchaniu, lecz o chorobach.

Wołk-Łaniewska: – Wiesz, mnie się też ostatnio jakoś nie chce…

– Ruchać czy rozmawiać o ruchaniu?

– Nie mów nikomu, ale ani to, ani to. Może sobie o chorobach pogadamy?

– Proszę bardzo. Mam takie specjalistki, którym ciągle coś dolega. Nudne są przez to jak flaki z olejem. Choroby zmieniają im się przynajmniej raz na miesiąc. Są to osoby nieczytające i niepracujące. Dawno zjadłabym ich numery telefonów, ale stare znajomości zobowiązują.

– Ale zawsze jest nadzieja, że przeczytają nasz dialog i się obrażą. (…)

– Czy ja jestem od tego, żeby ciebie zabawiać? Ale właściwie to czemu nie? Opowiem ci o twoim szefie.

– Jezu nieistniejący, stracił propriocepcję i musi patrzeć na zapalniczkę, żeby podpalić cygaro?

– Broń Boże, zdrów jak ryba. Tylko postanowił sobie kilka lat temu, że nie lubi chodzić. Zażyczył sobie ode mnie w prezencie na urodziny wózek inwalidzki i zastępuje nim nogi.

– Nie chciałabym podpaść Kierownikowi Zakładu Pracy, ale to chyba lenistwo jest…

– No właśnie. W tym roku na urlopie patrzę, a tu takie stare dziadki śmigają z laskami lub kijami…

– Laskami, wielkie mi coś. Poznałam ostatnio uroczego gentlemana, który ma lat 86 i pływa jachtami po morzu w charakterze kapitana. Jak mu powiedziałam, że chyba jednak nie zostanę żeglarzem śródlądowym, bo taki jacht to duże zwierzę i nie budzi mojego zaufania, to mnie wyśmiał brutalnie. Ostatnio popłynął z kolegami na Bornholm.

– A mój mąż siedzi albo leży. Ale od leżenia dostał bólu kręgosłupa, zatem usiadł. Od siedzenia dostał hemoroidów. Po drodze jeszcze wypierdolił się w kabinie prysznicowej, od czego na szczęście się nie połamał. I odbyłam z nim poważną rozmowę. Teraz nasz szef zapierdala codziennie na kijach do pieca i z powrotem. Jak wiesz, piec jest w ogrodzie.

– A na kopiec nie chodzi?

– Na Wysoki Zamek, kochanie. Tak było w oryginale. Ale to było we Lwowie, więc zmienili. Do tego zjawił się mój genialny jogin–osteopata i rozpisał mu serię ćwiczeń w basenie. I prezes pod moim czujnym okiem zapierdala nóżką do przodu i do tyłu oraz wyczynia różne inne wygibasy. Co z tego, że jego wzrok chce mnie zabić, skoro już w przyszłym roku może nawet pobiegnie maraton.

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.