Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA bez zmian. Nadal nie jest sierotą, każdy telefon powoduje więc ból brzucha. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA rozkwitła na Maderze. Chociaż madera to nie tylko wyspa. Można też ją wypić.

Daniszewska: – Wołku! Mojemu ojcu wszczepiono dzisiaj rozrusznik serca! 95 lat, pełna demencja. Błagam, wytłumacz mi, dlaczego oni to robią. Ktoś musiał podpisać zgodę, zapewne moja była siostra. Aż nie chcę ci mówić, jakie myśli przychodzą mi do głowy. Wstyd mi nawet pomyśleć, jakie mogły być intencje pod płaszczykiem miłości do ojca. No, ale ciszej nad tą trumną. Jak ci było na Maderze? Pite było?

Wołk-Łaniewska: – Oj było, było. Odkryłam Aquardente de Cana.

– A co to takiego?

– Tak do końca to nie wiem. Gorzała, w zasadzie brandy zrobiona z trzciny cukrowej, z takim cudownym dymnym posmakiem, nie wiem: leżakowane w wędzonych beczkach? Nazywa się to to „970”, co brzmi trochę jak numer alarmowy, ale nie należy się lękać, bo to doprawdy poezja.

– I na tym się kończą twoje wspomnienia z Madery?

– Ależ skąd, byłam prawdziwym turystą! Jeździłam kolejką linową, nawet dwoma, i takim czerwonym piętrowym autobusem z platformą na górze, i byłam na wieczorze fado, ale tylko siedem minut, bo posadzono przed nami grupę amerykańskich turystów, słyszalność spadła więc do zera, a ceny w karcie pozostały na tym samym poziomie. I jeszcze obejrzałam Jezusa maderskiego, który przy naszym świebodzińskim jest całkiem malutki i w ogóle by nie dał rady Godzilli, ale za to ma miejscówkę lepszą, bo nie stoi nad supermarketem, tylko na klifie nad oceanem. I jeszcze widziałam marszałka przywiązanego do kwiatków.

– Czym przywiązanego?

– Wstążeczką.

– Przez kogo?

– Przez Polaków zapewne. Bo kto inny kupowałby na Maderze kwiatki, żeby umaić nimi pomnik marszałka? A w zasadzie biust. Marszałek ma tam biust, cokolwiek niepodobny, ale za to w pięknym miejscu: na takim dużym placu wiodącym do portu, gdzie są cztery knajpy, dwa sklepy z pamiątkami i zajebisty widok na morze. Siedziałam sobie otóż w jednej ze wspomnianych knajp, sącząc wspomnianą aquardente, a tu nagle widzę parkę rodaków, jak zasuwają z kwiatkami do marszałka. Kładą te kwiatki w namaszczeniu u podnóża biustu, czyli na szczycie obelisku, a tu wiatr ziuuu! Oni w pogoń za kwiatkami, złapali i dalej utykać w obelisk. A wiatr jak to wiatr, ziuuuu! I tak trzy razy. Aż wreszcie samczyk wykazał się męską myślą techniczną i za pomocą ozdobnej wstążeczki przywiązał kwiatki marszałkowi do biustu. Solidnie, na dwa supełki. Pewnie ciągle jeszcze tam są, zdobiąc biust idola Jarosława.

– A kto mu taki pomnik na Maderze wystawił tak w ogóle?

– Bank Millenium. Obstawiam, że mój ulubiony prezes Kott, któremu bankierstwo się czasem nudziło i robił za mecenasa różnych rzeczy.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.