Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

GOŚKA DANISZEWSKA dostała list od Straży Miejskiej w Konstancinie i wszystkich zanudza jego lekturą. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA czytać nie chce, ale zastanawia się, jaki mandat jej dowalili.

Daniszewska: – A gówno! List jest na całą stronę, podpisany przez komendanta, a jeden z akapitów brzmi: „Dlatego szczególne wyrazy uznania i wdzięczności pragnę skierować do Pani za altruistyczną postawę i wrażliwość na los osób pozostających w sytuacji zagrożenia życia. (…) Pani wrażliwość i bezinteresowna życzliwość, objawiająca się przyjęciem i goszczeniem u siebie przez kilka dni jednej z osób bezdomnych zasługują na szczególny szacunek i uznanie”. Chciałoby się dostać taki list, Wołku, co? Wszystkim, którzy uważali, że zmyślam z tym bezdomnym panem Janem, zrzedną miny.

Wołk-Łaniewska: – Ja ci wierzyłam od początku. Ale nawet gdybym miała wątpliwości, to twoja opowieść o wszach by mnie definitywnie przekonała.

 

– Rzeczywiście, zapomniałam o wszach.

– Prawda, jak selektywna bywa pamięć? Ale teraz, gdy dostałaś taki piękny list od pana władzy metropolitalnej, może przyjmiesz pana Jana z powrotem?

 

– Pierdol się. Ja już swoje zrobiłam, teraz może ty go przechowasz?

– Jak tylko kupię willę z basenem…

 

– Jasne… Swoją drogą: jest to jakaś najohydniejsza zima, jaką pamiętam. A może odzwyczaiłam się od prawdziwych zim? A może się zestarzałam?

– Ależ skąd!

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Do czego to doszło – wystarczy być – paradoks – bezdomnym z dobrą miejscówką i można się pobyczyć kilka dni u Urbana… A człowiek domny, który chciałby chociaż z godzinkę pogawędzić sobie z gospodarzami, musi uciekać się do… no właśnie, nawet nie wiem do czego, żeby zaliczyć herbatkę u Pani Daniszewskiej. Przypomina mi się „Żywot Brajana” i opowieść jednego byłego, niegdyś dobrze prosperującego trędowatego, który stracił swoją pozycję, bo przyszedł jakiś Jezus, dotknął go i uzdrowił.