Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA wprowadziła się na jedną noc do GOŚKI DANISZEWSKIEJ. Chcąc nie chcąc, musiała się poddać konstancińskim rytuałom. Gadały więc do rana, łażąc po uliczkach w towarzystwie psów Feli i Azora.

Wołk-Łaniewska: – Matko bosko nieistniejąca i wszyscy święci nieprawdziwi, wina!

Daniszewska: – Czyja wina?

– Twoja, oczywiście, ale mi chodziło o to, żeby mi wina dać…

– Nie dość ci jeszcze?

– Buty nogi obtarły, buty nogi wyleczą, jak mawiają moi ukochani żołnierze. Ostatni raz do tego gniazda rozpusty przyjechałam, przecież tak się nie da żyć. Ja kocham pić i kocham chodzić, ale żeby pić i chodzić naraz, i to przez całą noc…

– Widzisz, Wołku, a jak tak codziennie.

– I jeszcze mnie chyba delirium dopadło, bo jakieś dziwne stworzenia mi się zwidywały…

– Tak, widziałam twoją głupią minę, kiedy dołączył do nas kot Benek. On tak spsiał, że uważa spacery za swój obowiązek. Inne koty grzeją dupy na kaloryferach, a on zasuwa truchtem. Zna wszystkie posesje, wpada więc na te, gdzie nie ma psów. Zajebisty jest, co?

– A, to kot był? Co za ulga. Bo mnie się wydawało, że to biała mysz, tylko jakaś taka wielka. Ja ostatnio w ogóle mam problem z gryzoniami. W Terezinie widziałam szczury wielkości kotów. Najpierw założyłam optymistycznie, że to bobry, ale ogon wykluczył tę wersję. A to było przedpołudnie i jeszcze trzeźwa byłam. Te wielkie szczury, co nie były bobrami, całkiem na bezczelnego chadzały sobie wokół małego bajorka, pół metra od nas i jeszcze się miziały nosami na naszych oczach…

– Ty rzeczywiście chyba jakąś traumę w tym Terezinie przeżyłaś. A na Konstancin narzekasz. Ale musimy opowiedzieć o naszej największej przygodzie.

– Koniecznie? A ja to tak pieczołowicie wyparłam z pamięci…

– Nie bardzo chciałaś uczestniczyć w moim oswajaniu konstancińskich bogaczy. Jak zobaczyłam ten pałac z rozjarzonymi światłami, od razu poczułam, że trzeba się zsocjalizować. Ludzi troszkę znam, kłaniamy się sobie. Przestań się ze mnie śmiać, nie mogłam przewidzieć, jak to się skończy. To przecież ty powiedziałaś, że wpadłyśmy na wino, gdy odźwierny spytał nas, co tu robimy.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.