Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

Znowu mam 20 lat – krzyknęła GOŚKA DANISZEWSKA. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA spojrzała na jej siwy łeb i wzruszyła ramionami, bo za żadne skarby nie chciałaby znowu mieć dwudziestu lat. Choć z drugiej strony wtedy właśnie nocna zmiana obaliła rząd Jana Olszewskiego – też „nasz”, jak powiedział ostatnio Jarosław Kaczyński.

 

Daniszewska: – Raptem dzwoni dzielnicowy i zawiadamia, że w nocy z 12 na 13 grudnia przed naszym domem będzie demonstracja. Chyba rozumiesz. Wojciech Jaruzelski umarł, generał Kiszczak umarł, został im jeden komuch stanu wojennego.

Wołk-Łaniewska: – A nieprawda, bo jeszcze na placu Unii była demonstracja przed domem podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych…

– Czyim?

– Tak tefałen poinformował. Ale „Nasz Dziennik” już się nie pierdolił i doniósł, iż 13 grudnia „odbyła się tradycyjna manifestacja pod domem gen. Władysława Ciastonia przy placu Unii Lubelskiej w Warszawie”. Szczególnie ta „tradycyjna” mnie ucieszyła. Konserwatywna prawica kocha tradycję, całkiem jak dzieci, toteż co i raz rodzi sobie nowe.

– No więc u nas się jedna zrodziła. Trochę się najeżyłam, bo moje zwierzęta nie lubią hałasu. Bałam się, że będą jakieś race czy fajerwerki. Prawicowe media doniosły o tym ważnym politycznym wydarzeniu. Tylko jak zwykle coś im się pojebało, podały inny numer domu. Siedzą więc moje koleżanki sąsiadki 3 domy dalej przy szóstej flaszce wina, a tu 9 osób zaczęło wołać Urbana. Kobiety były rozweselone, potwierdziły więc, że to dom Urbana i dalejże zapraszać serdecznie do stołu. Towarzystwo chciało Jurka powiesić, a nie z nim biesiadować, nieco się więc zasromało. Gdzieś tam podzwoniło i ustaliło prawdziwy adres. I przyszło. Ostatecznie było tego ze 20 demonstrantów. Rej wiodła niejaka Ewa Stankiewicz, wybitne kobiece ciało prawicowe, nawet niebrzydkie. Miała megafon, przez który wzywała Goebbelsa do więzienia. Mówiła w kółko to samo. Wiało nudą, chciałam więc jej pomóc. Najpierw byłam więc prawicowa i trochę podjudzałam. Potem grzecznie się każdemu przedstawiałam, aż zorientowali się, że mają do czynienia z Goebbelsową. Wyobraź sobie, Wołku, że nikt mnie nie zjadł ani nie opluł.

– Widzisz, dokąd zmierza ten świat? Nawet patriotyczna prawica nie potrafi już tak nienawidzić jak kiedyś…

– Podeszłam do jakiejś pary z dziećmi, zdziwiona obecnością pacholąt na takiej imprezie. Okazało się, że to miłe małżeństwo, które dzieciom chciało pokazać prawicową hołotę. Wyściskali mnie serdecznie, a chłopcy grzecznie uścisnęli dłoń. Nuda, jak powiedziała moja zaprzyjaźniona Łomżynianka. Pani przez megafon dalej nawijała o krwi na rękach, gdy podjechał samochód z przyczepką. Dowiedziałam się, że jest tam namiot, który ustawią przed naszą bramą. Będą w nim pełnić dyżury.

– I co? Masz dodatkową obstawę?

– Niestety, słowa nie dotrzymali. Gdy rano poszłam przed bramę z kubkiem kawy, żadnego namiotu ani dyżurnego nie było. Demonstracja zdechła o drugiej w nocy, ale my z Goebbelsem spaliśmy już zasłużonym snem. Ja o tyle zasłużonym, że wcześniej galopowałam w obronie demokracji.

– Bronić demokracji w towarzystwie Romana Giertycha – bezcenne.

 

Wasze komentarze 5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.