Motto tygodnia: Może tym razem się uda – mówi do nowego rzecznika prezydent Duda.

GOŚKA DANISZEWSKA żmudnie przedziera się przez życie. A właściwie przez papiery, które nagromadziła przez 20 lat. Biurka, szafy, zdjęcia. Twierdzi, że już nigdy niczego nie kupi ani nie odłoży do szuflady. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA z zachłannym zachwytem wpatruje się w usta profesora premiera ministra Glińskiego, z których co i raz padają nowe perły.

 

Daniszewska: – Odklej ty że się wreszcie od tego telewizora.

Wołk-Łaniewska: – Kiedy nie mogę. On jest taki cudny. We wtorek wieczorem przyszedł do red. Pochanke…

– Naszej kolejnej ulubienicy…

– To prawda, ale ja nie o tym. Przyszedł do red. Pochanke, szczęściary, i patrząc jej w oczy ze 20 razy powiedział „twarde porno”. Naprawdę! Czy ty masz pojęcie, jak seksownie w ustach profesora premiera ministra Glińskiego brzmią słowa „twarde porno”? Patrzysz na niego i wiesz, że to porno jest takie twarde jak on, gdy mówił red. Lewickiej z TVP Info, że jej propagandowy program się skończy… Albo gdy pisał do marszałka dolnośląskiego, że żąda „natychmiastowego wstrzymania przygotowań premiery”. Albo jak mówił do Mieszkowskiego w saloniku VIP w TVN, że może z nim porozmawiać, ale swojego stanowiska nie zmieni i wcale nie musi oglądać spektaklu…

– Przestań już, bo się ślinisz…

– No trochę, bo ja się kocham w premierze Glińskim. Który, wbrew złośliwościom ludzi nikczemnych, udowodnił ponad wszelką miarę, że nie jest człowiekiem z tabletu, tylko prawdziwym mężczyzną, twardym jak porno u Mieszkowskiego. Za młodu nawet był kaskaderem…

– À propos „za młodu”: likwiduję śmieci ze swego życia. To i przyjemne i straszne. Co kartka, to wspomnienia. Właściwie mogłabym to wszystko wypierdolić, ale nie umiem. Chociaż skoro przez tyle lat nie były mi te śmieci potrzebne… Mogłabym też zastawić wszystko w piwnicy, niech się spadkobiercy martwią.

– O, to jest właściwy wybór. Ja tak robię, a nawet nie mam spadkobierców.

– Widzisz, Wołku, jaka jestem sentymentalna. Ale też próżna, bo znajduję swoje stare teksty, teksty innych o mnie, swoje zdjęcia z młodszych lat. No dobra, do rzeczy. To znaczy do Klarysewa.

– Klarysewa twojej młodości?

– A żebyś wiedziała. Ciągle trąbią, że Komorowski podpierdolił stamtąd stary telewizor czy krzesło. Nie wiem jak było, ale ja ten Klarysew widziałam. Po upadku komuny nikt tego paskudztwa nie chciał, wynajmowano to więc za pieniądze. Znałam w tamtym czasie biznesmena z Kielc czy Lublina i on się tam sprowadził. Gorzej zaprojektowanego domu nie widziałam, jak żyję. Hala fabryczna na dole, a na górze krużganki i wejścia do pokoi. Dom wypełniony był wówczas szemranymi kumplami biznesmena oraz kurwami, które ich zabawiały.

– Znaczy elita?

– No. Te gierkowskie luksusy mnie poraziły. Jakiś kucharz w brudnej marynarce przyrządzał coś w kuchni. W ogrodzie kamienne alejki oraz strumyczek z mostkiem. Była teoria, że wszystko osobiście projektowała Stasia Gierkowa i to jej śląski drobnomieszczański gust wyciekał z każdego kąta. Nie wiem, jak tam było później, ale sądząc po tym, że żaden z prezydentów nie chciał tam bywać, niewiele dało się naprawić. Oczywiście słyszałam Ryśka Kalisza, który mówił o remoncie w Klarysewie. Ale człowiek pamięta to, co widział. A ja widziałam syf, malarię i kurwy. Teraz w telewizorze pokazują widok z helikoptera i biedny naród ocieka śliną wściekłości na myśl o luksusach, w jakich pławiła się komuna, a potem biedny Komorowski.

– Bezdomny, bezrobotny, wielodzietny…

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Nie cierpiałem tych bezczeli z PO, ale na zdrowy rozsądek jakoś trudno mi wyobrazić sobie myśliwego taszczącego biblioteczkę. PiSiarze tak bardzo nienawidzą wszystkich swoich nie członków, że posuną się chyba do każdej bzdury. Najlepiej zdezawuować człowieka, pokazać jaki jest mały i pazerny. Sądzą zapewne wedle własnych, małych grzeszków.