Motto tygodnia: Coś nam się widzi, że znów winni są Żydzi.

GOŚKA DANISZEWSKA zachwycona składem rządu. Ona jest bardzo konserwatywna. Uwielbia więc znane twarze. Szczególnie Zbynia Ziobrę, który na jej gazecie zrobił karierę. A ona na jego mądrych działaniach zarobiła w chuj kasy. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA nie mówi nic. Daniszewska w życiu nie widziała, żeby ją aż tak zatkało.

Daniszewska: – O rządzie chciałam pogadać. A właściwie nawet nie o całym rządzie, tylko o Zbyniu. Do dzisiaj przechowuję notatkę PAP „Ruch wstrzymuje »Złego«”. No bo Ruch SA, z którym miałam podpisaną umowę o kolportowaniu „Złego” dzięki mądrym naciskom Wybitnego Prawnika Ziobry wycofał pismo z kiosków. Moi prawnicy zawyli z rozkoszy. Sam Ruch zorientował się, w jakie gówno wdepnął i rozpoczął negocjacje. Skutkiem tego kupiłam sobie obraz Romana Opałki i jeden z pierwszych naręcznych patków Łysemu. W każdym razie pławiłam się w pieniądzach kolportera. I za to kocham Zbynia. O, przepraszam ministra Zbynia. Pamiętam go jako nikomu nieznane pacholę z czerwonymi jak jabłuszka policzkami. Gdy zwołał konferencję prasową, pies z kulawą nogą się nie pofatygował. Byliśmy sami. Oko w oko. Znowu nie jarzysz. Nie oko za oko.

AWŁ: – Ja nigdy nie byłam oko w oko z ministrem w rządzie PiS.

– To zazdrość. Bardzo też mi odpowiada Beata Kempa. Jej niebudząca wątpliwości słowiańska uroda idzie w parze z zapałem w błękitnych oczach. Zad u niej też okazały, jak i łydka. Będzie miała na czym siedzieć jako szefowa gabinetu premierki Szydło.

– A ja wiem, dlaczego została szefową gabinetu, bo mówiła o tym w telewizji. Otóż odbyły one kiedyś z Beatą Szydło „bardzo ciepłą rozmowę na temat dzieci” i „jako kobiety rozumieją się na 1000 procent”, ponieważ premier Szydło jest „świetną matką”. Może jestem uprzedzona do macierzyństwa…

– Może?

– No dobra, na pewno jestem, ale chuj mnie obchodzi, jaką matką jest premier polskiego rządu. Mogę się także obejść bez wiadomości, jaką jest żoną i kochanką, choć to ostatnie mogłoby mieć pewien walor poznawczy, jeśli chodzi o jej zdolność do wyzwolenia się z katolickiego paradygmatu niewiasty cichej i pokornego serca…

– Twoja zdolność do intelektualizowania faktu, że wszystko ci się z dupą kojarzy, niezmiennie mi imponuje. Wracając do Kempy: nie wiem, Wołku, czy słyszałaś, że niewiasta owa kazała odczarować swój gabinet, bo jechało jej tam siarką Palikota. Odprawiali jakieś gusła i na pewno zużyli dużo wody święconej. Opowiadałam ci, jak utraciłam wiarę?

– Chyba tak.

– Wiarę, nie cnotę.

– A to chyba nie…

– Słuchaj uważnie. Miałam pięć czy może sześć lat. Ojciec wrócił do domu zmęczony i zły. Pewne coś mu w sądzie nie poszło. A był to człowiek wielkiej dobroci i łagodności. No więc taki wkurwiony położył się po obiedzie na tapczanie i zasnął. Wtedy przypomniałam sobie, że babcia przechowuje w szafie buteleczkę wody święconej. Odnalazłam ją i obficie zlałam śpiącego ojca. No i szybko straciłam wiarę, bo tak wkurzonego go jeszcze nie widziałam. Mam nadzieję, że Palikot będzie nawiedzał ministrzycę Kempę w noc i w dzień. Tak jej dopomóż Bóg.

– Tak źle życzysz Palikotowi? Mnie osobiście to jest najzupełniej obojętne, ale to wasz przyjaciel.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.