Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA już gada do siebie po hiszpańsku. Przyda się, kiedy w Ameryce Południowej wybuchnie Wielka Rewolucja Lewacka. GOŚKA DANISZEWSKA wycięła Adolfowi jaja, przy pomocy weterynarza oczywiście. I przeżywa to boleśnie. Nie pierwszy to samiec przez nią wykastrowany.

 

Daniszewska: – Bardzo się ostatnio Łysy ubawił. Dostał otóż od jakiegoś czytelnika maila z dość nietypowymi pomysłami na wygranie procesu w sprawie zdziwionego Jezusa. Był też dołączony drugi mail „dla żony pana redaktora Agnieszki Wołk-Łaniewskiej”. Czy jest coś, co powinnam wiedzieć?

Wołk-Łaniewska: – No więc właśnie, tego…

– Jakby coś, to pragnę cię uprzedzić, że mamy wspólnotę małżeńską. Mężem możemy się dzielić, ale nie kasą.

– Twoja hojność nie ma granic.

– Możemy też się dzielić naszym Białymstokiem. Ty tam ostatnio spędzasz więcej czasu niż ja.

– Bo ja kocham Białystok. Serio. I odczuwam absolutnie nieuleczalne przywiązanie do tamtejszego akcentu oraz składni. Kiedyś zostawiłam otwarte okno w samochodzie, o czym całkowicie bezinteresownie poinformował mnie młody człowiek wystający pod pobliską budką z piwem. Gdy podeszłam, żeby mu podziękować, życzliwie zapytał: „Nie ukradli nic dla pani?”. Czyż to nie piękne?

– Piękne. Ale ja chciałam powiedzieć coś w mniej sielskim nastroju. Wydawało mi się, że znam to miasto. Do czasu. Właśnie czytam książkę Marcina Kąckiego „Białystok. Biała siła, czarna pamięć”. Mówię „czytam”, choć nie mogę jej czytać. Nie mogę zasnąć po kilku stronach tej lektury. Straszne jest poznawanie miasta, w którym spędziło się 15 najważniejszych lat życia. Poznawać ulice, które są grobami… Czy nasyp kolejowy w Łapach, który jest grobem żydowskich dzieci, wyrzucanych przez rodziców – i zabijanych. Ja przecież tą trasą jeździłam setki razy. Setki razy przejeżdżałam pociągiem obok tych grobów. Nie mam nawet pretensji do rodziców, że mi tego nie opowiadali. Ojciec pochodzi z Warszawy, a młodość wojenną spędził w Archangielsku, spławiając drewno. Zawsze wspominał smak chleba czarnego nad Morzem Białym. Mama czasy te spędziła w Ałtajskim Kraju. Na pewno po wojnie słyszeli o Żydach spalonych w synagodze. Na pewno mama wiedziała o losie żydowskich koleżanek ze szkoły. Na pewno nie chcieli nam tego opowiadać. Rodzice zawsze dbali, żeby nie budzić w nas nienawiści do jakiejkolwiek nacji. Do Rosjan też. Woleli opowiadać, jak Rosjanie im pomagali na zsyłce niż o tym, jak dziadek zginął w radzieckim więzieniu.

– W sprawie tej synagogi to raczej do Polaków.

– Której?

– Tej od spalonych Żydów. To nie Rosjanie podpalali Żydów w synagogach, stodołach i  innych budynkach użyteczności publicznej oraz gospodarczej. Po tym, jak Niemcy weszli na zajęte przez Armię Czerwoną tereny wschodnie II RP – witani skądinąd przez Polaków transparentami „Herzlich willkommen! Cześć naszym wybawcom!” – rodacy urządzili 67 pogromików. Tylko w czerwcu i lipcu 1941 r. To bardzo pomogło w ustanowieniu nowego porządku na tych ziemiach: Niemcy bili Polaków, a Polacy Żydów…

– Ty chyba nie kochasz narodu polskiego?

– Boję się, że możesz mieć rację.

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • W Sobiborze też Polacy bili Żydów? Bo ja czytałem o Niemcach, Austriakach i ukraińskich strażnikach. Ofiar w Sobiborze było 250 tys.
    Takie z Pań Damy, jak z Wałęsy gentleman.