Motto tygodnia: Wpadki, pomyłki i byki – Duda poleciał do Ameryki.

No i chujnia – powiedziała GOŚKA DANISZEWSKA i wyrzuciła resztki marychy do kibla. Zbysio Ziobro znowu się pręży w telewizorze. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA myśli: „A nie mówiłam”… Ale po cichutku, bo nie kopie się leżącego, a leżą obie.

Wołk-Łaniewska: – Jebać mi się chce…

Daniszewska: – Rozumiem. Ale jesteś pewna, że musisz się dzielić z Czytelnikami tym pragnieniem?

– A nie, ja tak sobie przepowiadam w myśli hymn trzeciego klubu parlamentarnego w Sejmie RP, napisany przez posła ziemi kieleckiej: „Kiedy budzę się rano, jebać mi się chce, kiedy jem śniadanie, jebać mi się chce, kiedy idę po ulicy, jebać mi się chce, kiedy jebać mi się chce, to jebać mi się chce”…

– Nie masz wrażenia, że życie posła Marca jest dość monotonne?

– Może. Ale jest pierwszy przypadek w historii, żeby polityk mówił wyborcom prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. Ostatnio ktoś mi przysłał zdjęcie z jakiejś demonstracji w Hiszpanii, gdzie koleś miał transparent: „Me he tragado tantas mentiras que creo que voy a cagar un politico”.

– Nie popisuj się. Czyli…

– „Nałykałem się tylu kłamstw, że chyba wysram polityka”.

– Nader na czasie. Ale mam też dla nas dobrą wiadomość. Wiem, jaką estymą darzysz najtrafniejszy wybór Leszka Millera. Nawiasem mówiąc, stwierdził ostatnio, że „mężczyzna nigdy nie kończy”. To nawet by ci odpowiadało, bo w ten sposób nie powstałyby dzieci.

– Miałoby to też kilka innych walorów…

– Ojczyzna w niebezpieczeństwie, a tobie dupczenie w głowie.

– Zawsze. Jak posłowi Liroyowi.

– Pozazdrościć. Wracając do meritum…

– Tej dobrej wiadomości znaczy?

– Właśnie tej. Otóż po wyborczo-prezydenckim sukcesie Magdaleny Ogórek patrzę ja na jedynkę „Rzeczpospolitej” i widzę tekst „Czwarty jeniec: polski Bruegel”. Czytam z zainteresowaniem, jak to nasza wybitna kobieta z chryzantemą na głowie opisuje losy skradzionego z krakowskiego Muzeum Narodowego obrazu. Tęgie głowy historyków sztuki głowią się nad tym skarbem od lat. I im bardziej się głowią, tym bardziej go nie ma. Sto razy już udowadniano, że wiedeński obraz „Wojna postu z karnawałem” to nie jest krakowska wersja skradzionego obrazu. Wszyscy to wiedzą, ale Magdalena Ogórek wie lepiej. Ta niestrudzona w dochodzeniu prawdy kobieta odkrywa, że obraz w Wiedniu jest nasz! A poważna gazeta oddaje jej stronę 1 oraz 3 i 4. Bulwersujący nadtytuł: „Śledztwo Rz!”.

– Prawda? To jednak dość niezwykłe, że naprawdę sensowny facet, jakim jest red. Chrabota, dopuszcza do tego, żeby w jego tytule Magdalena Ogórek robiła za historyka sztuki. Śledczego na dodatek. Może to litość? Słyszałam, że doktor Ogórek jest bardzo straumatyzowana doświadczeniem wyborczym. Może to taka terapia zajęciowa?

– Może. Ale dlaczego kosztem czytelników? Dzwonię do Krakowa: – Czy to możliwe z koniem? Nie, panią nabujali! O przepraszam, to z „Zaczarowanej dorożki”. Miła pani wzrusza ramionami przez telefon. – Nawet nie dementowaliśmy tego. Wystarczyłby jeden telefon do naszego muzeum i tekst nie ukazałby się. Takie bzdury wypływają raz na kilka lat. A teraz, Wołku, zadanie matematyczne dla ciebie: Ile drzew musiało zginąć, żeby bzdury pani Ogórkowej mogły ujrzeć światło dzienne? Czy ta kobieta nie mogłaby zapowiadać pogody? Pogodynki też nazywają siebie dziennikarkami.

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.