Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA wychowuje nowego psa. Iwana. Skutki są łatwe do przewidzenia. Na szczęście wychowują go też koty, może więc będą z niego ludzie. A właściwie psy. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA na kierunek emigracji wewnętrznej wybrała jak zwykle Amerykę.

Wołk-Łaniewska: – Ilekroć dochodzę do wniosku, że żyję w jakimś strasznie głupim kraju i że głupiej się już nie da, zawsze przed zapadnięciem się na dno rozpaczy ratują mnie Amerykanie. O proszę, nius z ostatniej chwili. Jennifer Connell, 54-letnia specjalistka od zarządzania zasobami ludzkimi z Manhattanu, wytoczyła proces siostrzeńcowi, który na swoich ósmych urodzinach padł jej w ramiona i popchnął ją tak nieszczęśliwie, że upadła i złamała nadgarstek. Bachor zasuwał po podwórku na swoim pierwszym dwukołowym czerwonym rowerku, zobaczył ciotkę i rzucił się jej na szyję, wrzeszcząc: „Ciociu Jenny, kocham cię”. To było 4 lata temu, ale obecnie ciocia Jenny doszła do wniosku, że straty są zbyt poważne, żeby to puścić płazem, albowiem mieszka na trzecim piętrze…

Daniszewska: – I co, zwykła wchodzić tam na rękach?

– Zapewne. A poza tym, zeznała ciocia Jenny, „wszyscy wiemy, jak zatłoczony jest Manhattan” – a przecież ze złamanym nadgarstkiem trudno przepychać się łokciami. No i jeszcze ucierpiało jej życie towarzyskie, bo „niedawno było przyjęcie i miała kłopot z trzymaniem talerza z hors d’oeuvre”. Z przystawkami znaczy.

– Teraz to już sobie jaja robisz.

– Wcale nie, tak zeznała w sądzie. I wobec powyższego domaga się od bratanka 127 tys. dolków za leczenie i straty moralne. Dziennikarz opisujący proces odnotował, że bachor wyglądał na nieco zdezorientowanego, gdy tak siedział w sądzie u boku swojego tatusia. Mamusia zmarła w zeszłym roku. Tak sobie czytam i myślę, że w tym naszym kondominium rosyjsko-niemieckim pod żydowskim zarządem powierniczym jednak nie jest tak źle…

– Ty się znowu Żydów czepiasz, antysemitko jedna?

– To nie ja. To wybitny polityk Grzegorz Braun, założyciel komitetu wyborczego „Szczęść Boże”, który ku mojemu nieopisanemu żalowi nie zebrał podpisów…

– A ja uciekam do burdelu. Znowu wczoraj byłam. No oczywiście, że na „Pożarze…” w tymże. No i jestem trochę załamana. Oni dostali własny lokal. Scena mała, aktorów mało, nawet chyba Karolina Czarnecka schudła, przez co w niej mniej wdzięku. Widać było, że zżera ich coś. Mam nadzieję, że powrócą do dawnej formuły. Pierwszy raz od początku czułam, że chcę już do domu. Przede mną siedziały jakieś urocze dameczki. Jedna przedstawiła mi się: Pierdzikowska Adela, Polskie Radio. Pięknie. Potem, jak to w burdelu, rozczesała włosy (słabe) i wyciągnęła błyszczyk do ust. Smarowała wargi nawet po bokach. Burdeltata powinien wykorzystać ten numer. Jest bardzo seksowny. Inna ciągle gapiła się w ten swój telefon, a trzecia krzyczała: „ojtam, ojtam” – nawet moje wnuki nie używają już tego zmurszałego powiedzonka. Pierwszy raz wyszłam bez kopa energetycznego. Teksty piosenek takie marne, że postanowiłam im posłać moje, które kiedyś pisałam i nawet Agnieszce Osieckiej się podobały. Bagatela. Na szczęście jest jeszcze piosenkarz Kukiz i pan samolocik, czyli Antoni Macierewicz. To zapewnia mi stałą i pewną rozrywkę.

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Czym chata bogata, tym będzie debata.” taki dajecie, Pani Agnieszko nadtytuł w tym portalu nt. „debaty”. Po tej gó*** nej debatce mogę tylko napisać „czym chata bogata tym goście rzygają” (telewidzowie znaczy)…
    I jeszcze jedno – wielkie dzięki za znakomity komentarz do tego pie*** w bambus w wykonaniu obu pań! Wieczorem u Elizy w Superstacji, wy byłyście SUPER i zamiast Kopacz i Szydło, która niebawem wróci do wora, to właśnie Wołk-Łaniewska oraz E. Michalik powinny zastąpić w tej debacie kandydatki na premierki. Oczywiście wcale nie musicie objąć jakiegoś tam rządu, ale Wy byście rzeczywiście ciekawie odpowiedziały na pytania tych trojga „stojaków od mikrofonów”. Szkoda….