Motto tygodnia: Rozumie to już każdy muł – afera w KNF-ie pociągnie PiS w dół.

GOŚKA DANISZEWSKA nie poszła na marsz KOD-u. Żeby rozładować wkurwienie na PiS, przestawiała meble i przewieszała obrazy. Szczególnie, że ma zezwolenie na wieszanie obrazów w swojej ukochanej knajpie „Dyspensa”. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA świętuje ponowne zwycięstwo Jeremy’ego Corbyna.

Wołk-Łaniewska: – Jeremy! Jeremy!

Daniszewska: – Wyluzuj.

– Ani mi się śni. To piękne zwycięstwo dla lewactwa na całym świecie. Ty wiesz, co te chuje zrobiły?

– Które?

– Elita Labour Party. Najpierw postanowili wywalić Corbyna w niespełna rok po wyborach, które wygrał triumfalnie, z przewagą 59,5 proc. głosów. Zorganizowali pucz w klubie parlamentarnym, Corbyn powiedział więc, żeby go w dupę pocałowali, proszę bardzo, chcą nowych wyborów, to te też wygra. Zaczęli kombinować, jak to zrobić, żeby nie wygrał – i np. zakazali głosowania tym wszystkim, którzy się zapisali do partii właśnie dlatego, że popierali Corbyna i chcieli go bronić. To jest teraz najbardziej masowa partia polityczna w zachodniej Europie, liczy 640 tysięcy członków, z czego 300 tysięcy wstąpiło w ostatnim roku, właśnie z powodu Jeremy’ego. A jeszcze potem jeden penis, co jest impresariem celebrytów i przekazał 400 tys. funtów w różnych datkach na partię w okresie jej prawicowego odchylenia, wystąpił do sądu, żeby sąd nakazał komitetowi wykonawczemu Labour Party zakazać Corbynowi kandydowania. I jeszcze nawymyślał Corbynowi i jego ekipie od nazistów, co przyszło mu o tyle łatwo, że jest Żydem i wielkim entuzjastą polityki Izraela. I po tym wszystkim Corbyn wygrał drugi raz, tym razem przewagą 62 proc. głosów, czyli większą niż jakikolwiek inny szef w historii Labour Party. Jeremy! Jeremy!

– No dobra, Jeremy. A wracając do ojczyzny: ta cała dyskusja o aborcjach rozwala mnie zupełnie. Te minki cnotliwych panienek, które mówią o zabijaniu dzieci. Te obrzmiałe mordy facetów, którzy też mają zdanie na ten temat. Kurwa!

– W pełni się zgadzam z tak wyrażoną opinią.

– Ale wiem też, że są młodzi ludzie o takich poglądach. Niedawno pochowałam moją przyjaciółkę, która przed śmiercią uwierzyła w nieistniejącego. Wezwała więc czwórkę dzieci i przyznała się im do dwóch skrobanek. Kazała sobie na grobie wyryć dwie gwiazdeczki. Dobra, może jej od tego było lepiej.

– A pewnie. Też bym se wyryła. Rewolwerowcy robili nacięcia na kolbie, a piloci myśliwców malowali balkenkreuze na nosie samolotów. Znaczy liczbę trafień.

– Jej chyba nie chodziło o to, żeby się chwalić. Mnie w każdym razie wszystko jedno, chociaż drugą skrobankę finansowałam, a gwiazdy za to nie dostałam.

– Dostaniesz ode mnie.

– Jasne, na nagrobku, oferta ważna trzy tygodnie. Potem kupiłam jej spiralę w „Peweksie”, bo tak było taniej. Ona w tego boga uwierzyła, bo miała raka mózgu. Moim zdaniem to może być usprawiedliwienie.

 

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.